Piotr Bolek
Adam Dawidziuk
Artykuł dotyczy podstawowych zasad tworzenia dobrych serwisów WWW. Pierwsza część omawia kryteria, które zdaniem autorów, należy brać pod uwagę przy graficznym projekcie stron WWW. Część druga poświęcona jest informatycznym aspektom zagadnienia.
Od kilku lat prowadzimy kursy z zakresu grafiki komputerowej i technik prezentacji informacji m.in. składu komputerowego, DTP i WWW. W czasie zajęć bardzo często słyszymy pytania o to, jak dobrze złożyć książkę, jak dobrze zaprojektować plakat lub jak ma wyglądać dobra strona WWW. Po zakończonym kursie stajemy wobec konieczności oceny złożonych projektów i znów pojawia się problem określenia, które prace są dobre, a które nie.
Wbrew obiegowym opiniom odróżnienie tego co dobre, od tego co złe, nie jest tylko kwestią gustu. Oczywiście każdy projekt wzbudza reakcje estetyczne i emocjonalne odbiorcy, lecz w dobrych projektach reakcje te są efektem ściśle zamierzonym. I dlatego, to jak reagujemy, czyli nasz “gust” nie może być kryterium oceny.
Aby stworzyć dobrą stronę WWW należy przede wszystkim jasno określić jaki jest cel robienia tej strony. Dopiero wiedząc, co chcemy osiągnąć można uzyskać dobry efekt. Cele tworzenia stron, czy też funkcje, która ma strona spełniać bywają różne. Według naszych obserwacji najważniejszym celem tworzenia chyba większości stron w internecie jest dostarczenie satysfakcji twórcy strony. Funkcja informacyjna strony najczęściej ma znikome znaczenie.
Czy są to strony złe? Zróbmy małą wycieczkę w sferę życia rodzinnego. Znamy podobne scenki z domów towarowych: On stoi między wieszakami, trzyma na ręku jej płaszcz i z irytacją spogląda na zegarek, Ona z wielką radością biega pośród wieszaków co chwila znikając w przymierzalni. On chciałby “kupić i wyjść”, ona uwielbia “robić zakupy”. Mimo, że przyszli razem “po zakupy”, każde z nich chce robić co innego, a uparli się, że zrobią to razem. No i mamy konflikt w małżeństwie.
Dlatego, chcąc unikać konfliktów, umówmy się, że ktoś, kto kupił sobie książkę z opisem języka HTML lub program, który umożliwia tworzenie stron WWW i spędził kilka godzin, czy dni, przed ekranem komputera, to stworzył stronę dobrą. Strona powstała wyłącznie dla jego satysfakcji. Jeśli więc twórca jest zadowolony, to cel został osiągnięty. Im większe samozadowolenie autora, tym strona lepsza.
Podobne reguły rządzą stronami WWW stawianymi przez wiele organizacji i firm. Szef takiej instytucji podejmuje decyzję, że firma musi “mieć” stronę WWW. Dlaczego musi? Bo to modne, bo w internecie dostępna jest strona konkurencji. Być może do zainwestowania w stworzenie własnej strony skłania wiara w magiczną moc podpisu http://www. ... .pl, który można umieścić na papierze firmowym, czy ulotce reklamowej. Tutaj też jedyną funkcją strony jest samozadowolenie jej właściciela. I taka strona też, zazwyczaj, spełnia swój cel w 100%, więc jest to strona dobra.
Jeśli zaczniemy zaglądać w różne miejsca w internecie szybko stwierdzimy, że większość stron, stanowią bardzo dobre strony, których funkcje informacyjne, czy szerzej, komunikacyjne, stanowią wyłącznie efekt uboczny.
W zasadzie byłby to fakt mało istotny, gdyby nie kilka dosyć przykrych konsekwencji tego zjawiska.
Firmy komercyjne zajmujące się produkcją oprogramowania przygotowują swoje produkty dla masowego odbiorcy. Dlatego też dominują programy klasy Plug and Play (PnP), które nadają się głównie do tego, żeby się dobrze bawić (sama nazwa zresztą na to wskazuje). Programów umożliwiających efektywne tworzenie rozbudowanych serwisów WWW[1] nie spotkaliśmy[2].
[1] Serwis, w znaczeniu rozbudowanej i uaktualnianej hierarchii stron WWW utrzymanych w jednolitej szacie graficznej, łączących się tematycznie lub utworzonych przez jedną instytucję.
[2] Jeśli ktoś widział, lub posiada dobre oprogramowanie umożliwiające panowanie nad dużymi serwisami, to prosimy o kontakt.
Większość dostępnej literatury, to książki “dla opornych” i “nie tylko dla jastrzębi”. Dzieła te uczą jak się bawić, jak tworzyć pojedyncze strony i starannie unikają poruszania rzeczywistych problemów. Prawdziwy świat nie jest niestety “dla opornych” i bez wysiłku trudno osiągnąć jakiekolwiek rezultaty.
Za “fachowców” w dziedzinie tworzenia WWW uchodzą nie ci, którzy rzeczywiście coś wiedzą o technikach docierania z informacją do innych ludzi, lecz ci, którzy biegle posługują się dostępnym oprogramowaniem. Jeśli ktoś umie kopać doły i nosić cegły, to niekoniecznie będzie potrafił zbudować dom.
W odpowiedzi na potrzeby szefów, którzy “muszą” mieć stronę WWW, na rynku pojawiają się firmy zajmujące się twórczością WWW, które nie oferują nic, poza znajomością języka HTML (ewentualnie Java). Firmy te wystawiają pokaźne rachunki, właściwie za nic. Czasem nieświadomie, a czasem dobrze zdają sobie sprawę z tego, że i tak nie ma znaczenia rezultat ich pracy.
Nasuwają się analogie do działalności wydawniczej. Co trzeba umieć, żeby zaprojektować wygląd gazetki szkolnej (przyparafialnej, osiedlowej)? Nic. Kupujemy książkę “Word dla każdego”, siadamy, piszemy, naciągamy komitet rodzicielski (proboszcza, dom kultury) na pokrycie kosztów wykonania 100 kserokopii i mamy wspaniałą gazetkę. Każdy numer gazetki jest żywą ilustracją tego, czego “redakcja” nauczyła się w dziedzinie zmiany kształtu i położenia liter (wystarczy popatrzeć na tytuły). A to, że gazetkę czyta się z pewnym wysiłkiem nie ma żadnego znaczenia, w końcu wszyscy “czytelnicy” to krąg ścisłych znajomych redakcji. Podstawową funkcją gazetki jest integracja środowiska poprzez wspólną pracę.
Problem pojawia się wtedy, gdy ktoś o przyzwyczajeniach redaktora gazetki szkolnej bierze się za opracowanie graficzne i skład wydawnictwa o szerszym zasięgu. Mimo głębokiej wiary takiego człowieka w to, że “skład jest prosty, łatwy i przyjemny” (biegle posługuje się programem DTP), ugruntowanej lekturą “odpowiednich” książek, efekty są, powiedzmy łagodnie, słabe. Opracowanie graficzne kłóci się z treścią, tekst jest nieczytelny. Zainteresowanie czytelników jest nikłe — nikt nie chce płacić za publikację, którą redakcja przygotowała dla własnej chwały, a nie z myślą o odbiorcy.
W przypadku działalności wydawniczej rozwiązanie jest proste. Wystarczy zauważyć, że druk wynaleziono trochę wcześniej, niż powstały programy DTP i że Quark Xpress sam z siebie nic o tym nie wie, po czym zajrzeć do odpowiedniej literatury[3] i poprawić wygląd publikacji. Czytania niewiele, a poprawki na pewno nie wpłyną na zmniejszenie zainteresowania czytelników tytułem.
[3] Na pytania o literaturę zwykle odsyłamy do polskich norm, przede wszystkim do BN–76/7440–03 (Zasady formatowania kolumn książek, broszur i czasopism) i PN–83/P–55366 (Zasady składania tekstów w języku polskim). Warto zapoznać się z BN–71/7401–03 (Materiały i procesy wydawnicze). W pracy redakcyjnej pomaga znajomość PN–72/P–55036 (Znaki korektorskie i wykonywanie korekty drukarskiej). Książek szukamy w bibliotekach pod hasłem “poligrafia” i “zecerstwo”. Dobre są nawet te z lat sześćdziesiątych. Szukając informacji o pismach drukarskich warto zerknąć do książek Andrzeja Tomaszewskiego. Zwykle bogatym źródłem literatury okazuje się zaprzyjaźniona drukarnia, czy wydawnictwo.
Przyjmijmy teraz, że chcemy zrobić stronę, czy serwis, WWW nie dla siebie, a dla innych ludzi. Szybko okaże się, że w przypadku WWW już nie tak łatwo skorzystać z wielowiekowej tradycji drukarskiej. Klasyczny dla typografii problem doboru kroju pisma, gdzie musimy wybierać między czytelnością, a wyrazistością[4], nie ma swojego odpowiednika w WWW. Użytkownik przeglądarki WWW może posługiwać się własnym zestawem czcionek.
[4] Mimo starań pokoleń typografów nie ma kroju pisma, które by było jednocześnie wyraziste i dawało się szybko i sprawnie czytać. Stąd podział pism drukarskich na akcydensowe, czyli wyraziste i dziełowe, czyli te do stosowania w zwartych blokach tekstu. Często redaktora “gazetkowego” można poznać po tym, że bloki tekstu uparcie składa jakimś krojem akcydensowym (np. bardzo wyrazistą, za to nieczytelną, antykwą linearną bezszeryfową) — bo “ładna”, przy czym z nagłówków — dla “wyróżnienia” — z niemym wyrzutem spogląda na nas antykwa dwuelementowa szeryfowa lub pisanka stawiana wersalikami. W naszej tradycji drukarskiej przysłowiowy wół do karety (w Chinach zapewne jest inaczej).
Brak doświadczenia, badań i opracowań dotyczących WWW daje się boleśnie odczuć w braku literatury na ten temat. Internet jest młody, dynamicznie się zmienia, rośnie szybkość transmisji i moc komputerów. Rady, zalecenia i uwagi, które można znaleźć w sieci, są prywatnymi poglądami pojedynczych osób, czy niewielkich zespołów i bazują na ograniczonych doświadczeniach (w porównaniu z typografią). Wysiłek, który trzeba włożyć w opracowanie graficzne serwisu WWW może okazać się zdecydowanie większy, niż opracowanie graficzne książki, czy czasopisma.