Rozmiar tekstu: A A A
reset
Wyślij się na maila




Anty spam: (
4
+
6
) *
2


Wynik:


Opublikowano: 17 września 2014, 00:27    

Boży niepokój

Oaza w Kenii – część pierwsza


Bardzo późno uświadomiłam sobie, że tak to Pan Bóg zaplanował, żeby w roku, w którym obchodzimy sześćdziesięciolecie pierwszej oazy, posłać nas właśnie do Kenii. Ta myśl pojawiła się dopiero w trakcie rekolekcji, kiedy Iza z Judytą prezentowały historię naszego Ruchu.

Może to i dobrze, może byśmy się tego wcześniej przestraszyli i nie podjęli się takiej odpowiedzialności. Z pewnością jednak Pan Bóg pokazał nam, że taki był Jego zamysł i że pragnie, aby przez charyzmat Światło-Życie wiele osób – i to nie tylko z Polski – stało się dojrzałymi chrześcijanami.

Za pomocą małych cudów udało nam się przygotować i przeprowadzić Oazę Nowego Życia I stopnia w Kagaene.

Animatorzy

Pierwszym z nich było posłanie czterech członków Ruchu do miejscowości Mitunguu w Kenii. Najpierw przyjechała tu Iza w grudniu 2013 r. W lutym dołączyła do niej Judyta, a ja z mężem Przemkiem dojechaliśmy do nich w lipcu. Nie znaliśmy dziewczyn przed wyjazdem, nie mieliśmy pojęcia, czy uda nam się porozumieć, czy tylko w czwórkę uda się zorganizować rekolekcje. Przygotowań było mnóstwo, bo startowaliśmy w zasadzie od zera. Czasu też mieliśmy niewiele, bo zaledwie miesiąc, i to wypełniony także innymi spotkaniami, wyjazdami i obowiązkami.

Pan Bóg jednak tak umiejętnie wykorzystał nasze charaktery, zdolności i tak wszystko poprowadził, że uzupełnialiśmy się wzajemnie i bez większych przeszkód mogliśmy ze sobą współpracować, wypracować plan działania i podzielić obowiązki. Nawet gdy dzieliliśmy między siebie szkoły modlitwy, okazało się, że każdy z nas wybrał sobie taką, jakiej inni woleliby nie prowadzić.

Pieniądze

Martwiliśmy się również zebraniem funduszy na rekolekcje. Wiedzieliśmy, że bez wsparcia finansowego z Polski te rekolekcje się nie odbędą, bo Kenijczycy w większości są biedni i nie stać ich na jakikolwiek wyjazd wakacyjny. Ciężko było nam – jeszcze w Polsce – oszacować, jaki będzie koszt oazy, nie mając dokładnej liczby uczestników ani ośrodka. Pan Bóg zatroszczył się jednak i o jedno, i o drugie. Przede wszystkim mimo krótkiego czasu udało nam się zebrać potrzebne pieniądze, za co z serca dziękujemy wszystkim, którzy tak hojnie wsparli ten cel. Dodatkowo budżet, jaki założyliśmy, okazał się wystarczający, a niewielka suma, która pozostała po rekolekcjach, została przeznaczona na pomoc lekarską dla kilku uczestników oazy. Pan Bóg dokładnie wiedział, ile nam będzie potrzeba, i zabezpieczył finansowo oazę w Kenii.

Dom rekolekcyjny

Z powyższym łączy się także niesamowita historia znalezienia ośrodka rekolekcyjnego. Przed naszym przyjazdem do Kenii Judyta z Izą zrobiły rozeznanie. Opcji było kilka, ale albo termin był już zarezerwowany w ośrodku, albo cena wydawała się nam zbyt wysoka. Wtedy z pomocą przyszedł im Patrick z St. Michael Retreat Centre, który skierował dziewczyny do zupełnie nieznanej parafii w Kagaene. Pasował termin, koszt był akceptowalny, a miejsce – czyli szkoła z internatem tuż przy parafii ze stałym dostępem do kościoła – wydawało się dobre do przeprowadzenia rekolekcji oazowych. Zarezerwowaliśmy ośrodek, choć nie mieliśmy żadnej pewności co do tego, czy znajdziemy uczestników rekolekcji oraz księdza, który nam będzie pomagał w ich prowadzeniu.

Uczestnicy

Początkowo wydawało nam się, że trzon grupy stanowić będą osoby z Mitunguu, z parafii i szkół, które do niej należą: Shalom i Technical College. Zorientowaliśmy się jednak, że rozstrzał wiekowy uczestników byłby zbyt duży, gdybyśmy wzięli nastolatków ze szkoły Shalom oraz grupę dorosłych z Tiganii. Z drugiej strony nie chcieliśmy też, żeby grupa była zbyt jednorodna. Stąd zrodził się pomysł, aby wziąć po kilka osób z różnych parafii, by po rekolekcjach małe wspólnoty mogły powstać w kilku miejscach.

Zaczęliśmy od Tiganii. Tam znaliśmy Stephena, który był na ONŻ 1 stopnia w 2010 r. w Polsce i pragnął kontynuować formację. Na jego zaproszenie odwiedziliśmy wspólnotę parafialną St. Bakhita. Na spotkanie organizacyjne przyszło około dwudziestu chętnych, ale po wstępnej selekcji dotyczącej znajomości angielskiego, dyspozycji czasowej i motywacji zostały wyłonione tylko trzy osoby: Stephen i dwie kobiety. Wypełniliśmy z nimi karty uczestnictwa, zebraliśmy zaliczki i pojechaliśmy na nocleg do Stephena.

Kiedy wypytywałam Stephena i jego żonę o naszych pierwszych uczestników, zapytałam o ich życie sakramentalne. Wtedy dowiedzieliśmy się, że żadna z nich nie przystępuje do Komunii Świętej. Postanowiliśmy się z nimi spotkać i bezpośrednio omówić całą sytuację. Pierwszymi owocami tej oazy był ślub kościelny jednej z nich na dwa dni przed rekolekcjami i możliwość przystępowania do Komunii Świętej dla drugiej po wielu latach duchowej pustyni.

Następnie wybraliśmy ośmiu chłopaków z Technical College w Matetu. Kandydatów mielibyśmy o wiele więcej, ale wybraliśmy tych, którzy najbardziej ochoczo i z zaangażowaniem odpowiadali na różne propozycje spotkań i modlitw, które proponowaliśmy im od dłuższego już czasu (Iza z Judytą prowadziły tu spotkania przez I stopniem). Następnie na prośbę miejscowego proboszcza dołączyła do nas grupa osób z Kagaene. Do tego zaprosiliśmy młodzież ze wspólnoty parafialnej w Nkubu, a ksiądz Henry, u którego w Kiamuri przygotowywaliśmy uroczystość Pierwszej Komunii Świętej, zapytał, czy i z jego parafii nie moglibyśmy zabrać kilku osób. W taki to sposób także z parafii, w których wcześniej wiele nie działaliśmy, Pan Bóg przysłał nam ludzi na rekolekcje.

Oprócz wspomnianych problemów z życiem sakramentalnym musieliśmy się także dopytywać o wyznanie, gdyż większość protestantów chętnie pojechałaby tutaj na katolickie rekolekcje, a niektórzy czuli się wręcz odrzuceni, że ich nie chcemy z tego powodu zabrać. Dodatkowo sprawdzaliśmy też poziom znajomości języka angielskiego, bo choć jest to język urzędowy w Kenii, to wiele osób, także młodych, nie zna go zbyt dobrze. Dopytywaliśmy również o motywację wyjazdu na rekolekcje, aby sprawdzić, czy ktoś nie szuka sposobu na wyrwanie się z domu i darmowe wakacje. Wybrani uczestnicy przeszli więc solidną selekcję, co dało owoce w czasie rekolekcji.

Moderator

Ostatnim, największym problemem w przygotowaniu i przeprowadzeniu rekolekcji było dla nas znalezienie księdza. Początkowo planowaliśmy współpracę z gospodarzem miejsca, ale ostatecznie okazało się, że Fr. John nie może poświęcić nam czasu. Na szczęście kilka dni przed rozpoczęciem rekolekcji udało nam się namówić Fr. Francis’a, żeby zgodził się na wyjazd Fr. Eric’a, wikarego z Mitunguu. Myśleliśmy, że w ten sposób jeden ksiądz będzie mógł w pełni przeżyć ONŻ I stopnia jako uczestnik.

Fr. Eric przejął wszystkie kapłańskie obowiązki na rekolekcjach, a przy tym nadal uczestniczył w pracy małej grupy. Bez jego dobrej woli wszystkie nasze starania nie przyniosłyby jakiegokolwiek efektu. Mimo młodego wieku i niewielkiego kapłańskiego doświadczenia (ksiądz jest neoprezbiterem) Fr. Eric doskonale sobie poradził z powierzonymi obowiązkami. Mamy też nadzieję, że jego kapłaństwo od początku naznaczone spotkaniem z charyzmatem Światło-Życie, zaowocuje na stałe pracą na rzecz rozwoju naszego Ruchu w Kenii.

Stan misji

Przyglądając się tym i innym znakom Bożej obecności w czasie przygotowań do pierwszej oazy w Kenii, muszę stwierdzić, że Pan Bóg wyznaczając zadania, po ludzku przekraczające nasze skromne możliwości, naprawdę hojnie błogosławi i nigdy nie zostawia nas bez swojej pomocy. Wykorzystuje w doskonały sposób nasze zalety, cnoty i charaktery, ale też troszczy się o wszystko, w czym nie domagamy.

Doświadczenie Jego działania i obecności właśnie tam, na krańcach ziemi, wydaje się być jeszcze mocniejsze i oczywiste. Dlatego że nie jesteśmy na swoim gruncie, że nie mamy przetartych szlaków i znajomości, czujemy swoje ograniczenia. Ja tego doświadczyłam w czasie mojego pobytu w Kenii i zachęcam wszystkich, którzy tylko mają możliwości, aby nie bać się wyjazdu.

Być może właśnie teraz, gdy czytasz te słowa, Bóg otwiera Twoje serce na doświadczenie misji. Może Ty będziesz następnym animatorem w Kenii, Ekwadorze, na Filipinach czy w innych zakątkach ziemi. Niech w roku, kiedy obchodzimy 60-lecie pierwszej oazy oraz rozważamy adhortację Evangelii Gaudium, następujące słowa papieża Franciszka nie dają nam spokoju: „Obecnie nie potrzeba nam «zwyczajnego administrowania». Bądźmy we wszystkich regionach ziemi w «permanentnym stanie misji» (EG 25)”.

Magdalena Skibińska

  • Judyta Sowa

    Praise the Lord!

    Cudowny artykuł. Dokładnie oddaje ducha wszelkich wydarzeń w Kenii. Jezus działał i działa! Ja chciałam ze swojej strony dodać podziękowania wszystkim, którzy się modlili, za poszczególne osoby oraz za całe dzieło. Uczestnicy świadczyli, że ta modlitwa ich prowadzi i obiecali modlitwę za Was oraz za sponsorów.

    Judyta

KOMENTARZE
  1. Redakcja serwisu oaza.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych komentarzy ani się z nimi nie utożsamia.
  2. Komentarze są wprowadzane przez internautów w sposób niezależny od Redakcji i jako takie nie stanowią części serwisu obsługiwanego przez Redakcję.
  3. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia lub wstrzymanie niektórych komentarzy bez podania przyczyn. W szczególności dotyczy to kometarzy zawierających treści, które mogą być odebrane jako obraźliwe lub nie są związane z tematem.
  4. Każdy czyta komentarze na własną odpowiedzialność.

Zobacz

Rekolekcje

Zaproszenia

Kalendarz

STRONY OAZOWE