Witam! Mam kilka wątpliwości w sprawie wyjaśnień udzielonych przez panią Katarzynę Masłowską na pytanie nr 5 i chętnie poznałbym jej argumenty na ten temat. PDF Drukuj

Pytanie (zadane przez:  Paweł w dniu: 2005-03-06) :
Witam! Mam kilka wątpliwości w sprawie wyjaśnień udzielonych przez panią Katarzynę Masłowską na pytanie nr 5 i chętnie poznałbym jej argumenty na ten temat. Szczególnie zastanawiają mnie fragmenty: > "Nie ma czegoś takiego, jak naturalna > antykoncepcja!" Autorzy encyklopedii PWN twierdzą inaczej (http://encyklopedia.pwn.pl/83008_1.html). > "(...) małżonkowie mają prawo z ważnych przyczyn > odkładać w czasie poczęcie dziecka" Nie rozumiem tylko dlaczego mają prawo odkładać poczęcie tylko w sposób „naturalny”? > "NPR nie polega na zapobieganiu ciąży!" Definicja NPR przytoczona za WHO na stronie www.npr.pl: „Termin "naturalne planowanie rodziny" (NPR) jest określeniem używanym do opisania sposobu osiągnięcia lub odłożenia poczęcia opartego na obserwacji występujących w sposób naturalny oznak i objawów faz płodności i niepłodności w czasie cyklu miesiączkowego”. Wg mnie ta definicja jednoznacznie mówi, że metody NPR mogą służyć do zapobiegania ciąży, a fakt, że większość par małżeńskich chce uprawiać seks bez poczęcia wielokrotnie więcej razy niż mieć dzieci, świadczy o tym, które zastosowanie metod NPR jest najbardziej powszechne. > "NPR to pewien styl życia, uwzględniający > naturalną cykliczność płodności nie tyle > kobiety, co pary małżeńskiej" Co w skrócie zazwyczaj oznacza zapobieganie ciąży poprzez okresową wstrzemięźliwość... > "natomiast człowiek, mając tę wiedzę, podejmuje > świadomą decyzję: współżyć, czy nie. I wie, > jakie mogą być tego konsekwencje.” Zazwyczaj nie mniej świadomą decyzję małżonek podejmuje wiedząc, że ma prezerwatywę lub jej nie ma... >„ NPR służy w tym samym stopniu do odkładania > poczęcia, jak i do dążenia do niego.” Stosując może nieco „drastyczne” porównanie: to, że nóż może służyć do krojenia chleba, nie znaczy, że nie może także być narzędziem zbrodni... A poza tym, wydaje mi się, że już u góry wyjaśniłem, które zastosowanie wydaje się być bardziej powszechne... Podsumowując: nie rozumiem pewnej niekonsekwencji w nauczaniu Kościoła w sprawie planowania rodziny. Można mówić, że „NPR to styl życia” i „NPR może także pomagać w poczęciu dziecka”, ale dla mnie to nie zmienia faktu, że Kościołowi nie przeszkadza wykorzystywanie metod NPR do zapobiegania ciąży, a wykorzystanie np. prezerwatywy – już tak. Jak dla mnie to jest to dokładnie to samo – w pierwszym przypadku, aby zapobiec zapłodnieniu wykorzystujemy naszą wiedzę, w drugim – lateks... Czy przy identycznych intencjach małżonków (niedopuszczenie do poczęcia) jest to aż taka różnica, że jedno jest przez Kościół zalecane, a drugie jest grzechem i to zdaje się nawet ciężkim? Pozdrawiam, (Nr pytania: 6)

Odpowiedź (udzielona przez:  Rafał Mikołajczyk w dniu: 2005-03-06) :
Dzięki Paweł, że wróciłeś do tego tematu. Ograniczę się najpierw tylko do jednego aspektu: faktu istnienia odmiennych definicji antykoncepcji. W terminologii, która została przyjęta w teologii katolickiej antykoncepcja oznacza podjęcie bezpośredniego działania w celu zapobiegnięcia poczęciu. W świetle tej definicji np. pigułka i prezerwatywa są antykoncepcją, a metody naturalnego planowania rodziny nie, bo zaniechanie współżycia nie jest „bezpośrednim działaniem”. Antykoncepcja w tym sensie nie jest określona przez jej cel (uniknięcie poczęcia), tylko przez sposób w jaki ten cel jest osiągany. W medycynie używa się innej definicji, antykoncepcja jest zdefiniowana wyłącznie przez cel, a nie przez sposób w jaki jest on osiągany. Na przykład oznacza to również włączenie do antykoncepcji metod, które częściowo działają już po zapłodnieniu. Mówienie o naturalnej i sztucznej antykoncepcji jest słuszne w przypadku tej drugiej definicji, a rozróżnianie między antykoncepcją i metodami naturalnymi w przypadku tej pierwszej. Mam nadzieję, że na płaszczyźnie technicznej możesz zgodzić się z rozróżnieniem tych odmiennych definicji. Osobiście uważam, że wyjaśnia to kilka nieporozumień. Drugi aspekt, który poruszyłeś, dotyczy tego, na czym polega różnica w sposobie podejścia do płodności i dlaczego ta różnica ma znaczenie moralne. Pierwsza uwaga to to, że słowo „naturalny” w nazwie NPR oznacza nie „bez techniki” (chemii itd.) tylko odwołuje się do filozoficznego rozumienia natury człowieka, jako jedności psychofizycznej. Ostatecznie jest to filozoficzne i teologiczne pytanie o człowieka, o relację między osobą i czynem, ciałem i duchem i to mogę tu tylko zasygnalizować, ale uważam to za nader interesujące jak pozornie czysto techniczne rozróżnienie między różnymi metodami ma głębokie uwarunkowania teologiczne. Zachęcam do przeanalizowania pod tym kątem książek Wojtyły „Miłość i odpowiedzialność” i „Osoba i czyn”, poza tym np. encykliki „Veritatis splendor”. Osobiście wolałbym, żeby odpowiedź była prostsza, a jeśli już nie prosta, to przynajmniej jasna w sensie dowodu matematycznego. Niestety, jak w wielu innych sprawach, poszukiwanie prawdy wymaga cierpliwości i czegoś takiego jak pokorne wsłuchanie się. Niewątpliwie jest wiele systemów filozoficznych i antropologii, w których różnica między bezpośrednim zapobieganiem poczęciu a rezygnacją ze współżycia w okresie płodnym nie ma znaczenia. W katolickiej antropologii istnieje coś takiego jak mowa ciała, która ma własne znaczenie, które nie polega na umowie, tylko na wewnętrznej naturze aktu. W akcie seksualnym małżonkowie wyrażają miłość i płodność. Jeśli aktywnie wykluczają płodność (przez bezpośrednie działanie), to niszczą naturę aktu małżeńskiego. Chciałbym w tym punkcie skończyć swoją odpowiedź, możemy jednak do tego wrócić. Mam nadzieję, że przynajmniej w punkcie odmiennych definicji udało mi się coś wyjaśnić. - --------------------------------------------------------- Dołączamy się do odpowiedzi Rafała: Antykoncepcja jest grzechem i czy to jest prezerwatywa, środki hormonalne, metody naturalne czy nawet „czary mary” przed zbliżeniem seksualnym. Problem nie jest w sposobie, ale w intencji. Napisałeś: „Czy przy identycznych intencjach małżonków (niedopuszczenie do poczęcia)” jest różnica między stosowaniem prezerwatywy czy metod naturalnych? Odpowiadam: nie ma różnicy. Myślenie antykoncepcyjne jest złem, ponieważ przeczy Bożej koncepcji życia człowieka. Na pewnych rekolekcjach usłyszeliśmy taką definicję chrześcijanina. Chrześcijanin to ten co myśli, działa, żyje, osądza, kocha,..... jak Chrystus. A życie Chrystusa to wypełnianie woli Ojca. Każdy chrześcijanin żyje po to aby wypełniać wolę Ojca. Metody naturalne dają nam możliwość odkładania poczęcia dziecka, ale pozwalają nam zachować postawę otwartości na wolę Bożą. Po ludzku myśląc może nam się wydawać, że to nie jest właściwy czas na poczęcie dziecka, i możemy mieć bardzo „mocne” argumenty, ale Bóg patrząc ze swojej perspektywy (a na pewno jest ona o wiele szersza i większa wręcz nieskończona) może uznać, że poczęcie dziecka właśnie teraz będzie dla nas i dla niego najlepsze, najwłaściwsze. I stosując metody naturalne jako chrześcijańscy małżonkowie dajemy możliwość „wypowiedzenia się” Bogu. Metody sztuczne z góry zakładają, iż tylko małżonkowie decydują o poczęciu dziecka , nie dopuszczając Boga do ich intymnego życia płciowego. Podsumowując: To właśnie intencja małżonków decyduje czy popełniają grzech. Dorota i Łukasz Kozyrowie ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------ Dołączając do powyższych wypowiedzi bardzo gorąco chciałem polecić książkę "Dobra nowina o seksie i małżeństwie" (do zamówienia m. in. na stronie www.npr.pl). W książce tej można w dość prosty i obrazowy sposób znaleźć wiele odpowiedzi na pytania dotyczące między innymi dlaczego Kościół uważa antykoncepcję za grzech a metody naturalne za godziwe działanie człowieka. W tym momencie pozwolę sobie przytoczyć jedno porównanie, które autor przedstawia jako pozwalające trochę zrozumieć różnicę miedzy NPR a antykoncepcją. Otóż wyobraźmy sobie, że mamy mieć ślub. Możemy zaprosić np. do 100 osób, a chcielibyśmy zaprosić wiele więcej. I teraz NPR to tak, jakbyśmy do tej reszty nie wysłali nic (myślę, że jeśli mamy rzeczywiście ważne przyczyny aby ich nie zaprosić to zrozumieją), a jak paru przyjdzie bez zaproszenia to i tak jakoś ich zmieścimy, a antykoncepcja to tak jakbyśmy do pozostałych wysłali coś w rodzaju antyzaproszenia "W dniu XXX mamy ślub, ale nie przychodź" (myślę, że po takim "zaproszeniu" wielu naszych znajomych będzie mieć do nas słuszne pretensje). Krzysztof Janowski