|
Pytanie (zadane przez: Paweł w dniu: 2005-03-27) : Dziękuję za wyjaśnienia i przepraszam za to, że tak długo zwlekałem z odpowiedzią, lecz choroba pokrzyżowała mi plany. Chciałem jeszcze raz wrócić do tematu NPR i antykoncepcji. Dziękuję za uściślenie definicji, to rzeczywiście likwiduje niektóre z nieścisłości. Natomiast wracając do kwestii różnicy między metodami naturalnymi a antykoncepcją od strony moralnej, chciałem rozpocząć od wypowiedzi pp. Doroty i Łukasza: „Problem nie jest w sposobie, ale w intencji” oraz „To właśnie intencja małżonków decyduje czy popełniają grzech”. Proszę mnie poprawić, jeżeli się mylę, ale jak rozumiem właściwym podejściem jest postawa w której, nawet jeżeli nie planujemy jeszcze dzieci, jesteśmy otwarci na wolę bożą, w tym także na to, że być może dziecko zostanie poczęte i nie będzie to dla nas przekreślenie planów i kariery, ani „wpadka”, lecz dar od Boga. Jeżeli tak, to chciałem zwrócić uwagę na fakt, że tak rozumiane "właściwe podejście" nie jest wprost związane z żadną konkretną metodą i można je rozpatrywać niezależnie od niej. Państwo wprawdzie napisali, że „Metody sztuczne z góry zakładają, iż tylko małżonkowie decydują o poczęciu dziecka , nie dopuszczając Boga do ich intymnego życia płciowego”, co wskazywałoby na to, że tylko metody NPR pozwalają Bogu tak naprawdę „wypowiedzieć się”, lecz czy mamy prawo tak twierdzić? Mam co do tego wątpliwości, zwłaszcza gdy czytam strony o NPR „przechwalające się” skutecznością porównywalną z pigułką i wyższą od innych metod sztucznej antykoncepcji, a przecież sugerujecie Państwo, że to właśnie przypadkowe i niezaplanowane poczęcie może być objawem działania Boga... Czy nie wychodzi – paradoksalnie – na to, iż małżonkowie stosujący jedynie prezerwatywy są może i niezamierzenie, ale jednak bardziej „otwarci” na wolę bożą, ponieważ podobno mają kilkudziesięciokrotnie większą szansę na niespodziewane doczekanie się potomstwa niż pary stosujące NPR? Nie staram się w ten sposób dowieść, że prezerwatywa jest dobra, ale jak na razie ciągle upieram się przy swoim, że NPR nie są "z definicji" lepsze od innych, oraz że tak samo jak Państwo przyznali, że met. naturalne mogą być wykorzystywane źle, tak samo inne nie muszą automatycznie i koniecznie wiązać się z przedmiotowym traktowaniem małżonka, nieodpowiedzialnym podejściem do płodności i zamknięciem na wolę Boga w większym stopniu niż przy stosowaniu metod naturalnych. Pozdrawiam oraz życzę spokojnych Świąt Wielkiej Nocy, (Nr pytania: 18)
Odpowiedź (udzielona przez: Dorota i Łukasz Kozyrowie w dniu: 2005-03-27) : Nasze „właściwe podejście” to stałe dążenie do życia w zgodzie z encykliką „Humanae vitae”, która głosi m.in. w pkt.16:” Kościół jest zgodny z samym sobą i ze swoją nauką zarówno wtedy, gdy uznaje za dozwolone uwzględnianie przez małżonków okresów niepłodności, jak i wtedy, gdy potępia, jako zawsze zabronione, stosowanie środków bezpośrednio zapobiegających poczęciu, choćby nawet ten ostatni sposób postępowania usprawiedliwiano racjami, które mogłyby się wydawać uczciwe i poważne. W rzeczywistości między tymi dwoma sposobami postępowania zachodzi istotna różnica. W pierwszym wypadku małżonkowie w sposób prawidłowy korzystają z pewnej właściwości danej im przez naturę. W drugim zaś, stawiają oni przeszkodę naturalnemu przebiegowi procesów związanych z przekazywaniem życia. Jest prawdą, że w obydwu wypadkach małżonkowie przy obopólnej i wyraźnej zgodzie chcą dla słusznych powodów uniknąć przekazywania życia i chcą mieć pewność, że dziecko nie zostanie poczęte. Jednakże trzeba równocześnie przyznać, że tylko w pierwszym wypadku małżonkowie umieją zrezygnować ze współżycia w okresach płodności (ilekroć ze słusznych powodów przekazywanie życia nie jest pożądane), podejmują zaś współżycie małżeńskie w okresach niepłodności po to, aby świadczyć sobie wzajemną miłość i dochować przyrzeczonej wzajemnej wierności. Postępując w ten sposób dają oni świadectwo prawdziwej i w pełni uczciwej miłości.” Z przytoczonej powyżej definicji uważamy, że jasno wynika, iż osoby pragnące żyć w zgodzie z etyką katolicką nie mogą doszukiwać się w metodach sztucznych jakiś wymiernych korzyści. Również „lepszość” metod naturalnych nie jest przede wszystkim związana z ich skutecznością, ale z okazywaniem prawdziwej i uczciwej miłości. Podsumowując: gdyby metody naturalne charakteryzowały się zerową skutecznością – i tak byśmy je stosowali; oraz gdyby ogólnie promowanym było wypicie szklanki wody jako metoda antykoncepcyjna to i tak byśmy jej nie stosowali, gdyż najważniejszym dla nas jest życie zgodne z sumieniem ukształtowanym przez katolicką naukę Kościoła. ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------ Dodałbym jeszcze do tej odpowiedzi, że w nauce Kościoła ważne jest, aby każdy akt małżeński był nierozerwalnie wyrazem miłości małżeńskiej i otwartości na poczęcie. Każde działanie antykoncepcyjne (przeciwdziałające poczęciu) niszczy tą nierozerwalność (w tym konkretnym akcie). Natomiast w NPR małżonkowie uczą się, że Bóg w swojej doskonałości tak zaplanował płodność pary małżeńskiej, że są dni płodne i niepłodne. I teraz mogą z tej wiedzy korzystać. Mogą korzystać tylko i wyłącznie w celu nie dopuszczenia do poczęcia i to bez ważnych przyczyn i wtedy nie jest to dobre; albo mogą korzystać w celu planowania poczęcia lub odkładania tego poczęcia, ale nie z powodu własnego egoizmu, a z istotnych powodów zdrowotnych, psychologicznych, materialnych i innego typu powodów życiowych. I tutaj o ile nie stosują czegoś co "wypacza" akt małżeński, wszystko jest dobre. Krzysztof Janowski |