fot. ajLudzie równi z genetycznego punktu widzenia, nie są równi, gdy chodzi o ich godność. Przypomina o tym na łamach dzisiejszego wydania "L'Osservatore Romano" Carlo Bellieni, bioetyk z kliniki Uniwersytetu w Sienie. Jest on zaniepokojony rozpoczęciem w Stanach Zjednoczonych doświadczeń z ludzkimi embrionami „używanymi tak, jakby były lekarstwami".
Ludzki embrion nie zasłużył na to, aby być traktowanym jak lek, ponieważ jest ludzki, a przyznają to także ci, którzy nie chcą wyciągnąć żadnych wniosków z jego nietykalności" - pisze włoski naukowiec, dodając, że naukowcy nigdy nie zastanawiali się nad tym, "czy embrion jest istotą ludzką czy też nieożywioną: wszyscy godzą się, że embrion jest człowiekiem i z oczywistych powodów, że jest żywy".

„Problem, na temat którego się dyskutuje, jest inny: czy to ludzkie życie warte jest mniej niż życie innych ludzi i może zostać poświęcone dla nich" - zauważa prof. Bellieni. Jego zdaniem jesteśmy świadkami narodzin "kategorii podmiotów, których prawo obywatelstwa uzależnione jest od interesu innych, a nie od własnej egzystencji: są to moralni bezpaństwowcy, każdego dnia odpędzani i wyrzucani na eksterytorialne wody braku obywatelstwa". Autor dodaje, że "oczywiście do kategorii nie-osób należy życie nienarodzonych, a na tym rozróżnieniu opierają się ustawy aborcyjne połowy świata; należą do niej także dzieci narodzone".

Zdaniem włoskiego bioetyka dziecko „żyje w świecie dwutorowym, gdzie przejście ze świata pierwszej kategorii do świata drugiej nie zależy od natury rzeczy, lecz od akceptacji ze strony innych: swego rodzaju prawo pater familias wobec dziecka". „Posiadanie władzy uczłowieczającej drugiego stanowi podporządkowanie człowieka człowiekowi, które wprawia w zakłopotanie nawet tych, którzy domagają się prawa do nowych form prokreacji... do drugiej kategorii nie-osób nieuchronnie trafiają także upośledzeni umysłowo, a wcześniej czy później także wszystkie inne formy marginalizacji, które nie mają głosu w sprawie decyzji, które ich dotyczą" – napisał prof. Bellieni. Przypomniał, że Kościół katolicki jest przeciwny wszelkiej marginalizacji podobnie jak ci, co „odrzucają etykę stwarzającą podziały między obywatelami równymi pod względem genetyki i pod względem godności" .

 

Katolicka Agencja Informacyjna (27-10-2010)