KapitolW „Marszu dla Życia", który przeszedł ulicami Waszyngtonu 23 stycznia, udział wzięły dziesiątki tysięcy osób, reprezentujących różne wyznania i religie. Uczestników tegorocznej manifestacji, w większości młodych ludzi, nie odstraszył deszcz i pochmurna pogoda. Wydarzanie upamiętniło 39. rocznicę legalizacji aborcji w USA. Od 1973 roku w Stanach Zjednoczonych zginęło ponad 54 miliony nienarodzonych dzieci. Od 2009 roku wśród Amerykanów nieznacznie dominują przeciwnicy aborcji – wynika z sondażu Instytutu Gallupa.

Uczestnicy Marszu zaopatrzeni w transparenty i koszulki z hasłami pro-life prosili przyglądających się z boku przechodniów, by modlili się razem z nimi w obronie życia i przypominali, że „Adopcja to też opcja". Wśród uczestników dominowali uczniowie i studenci chrześcijańskich szkół i uczelni z różnych stanów USA.

W przeddzień manifestacji odbyło się czuwanie w Narodowym Sanktuarium w Waszyngtonie – największej świątyni katolickiej Stanów Zjednoczonych. Głównemu celebransowi kard. Danielowi DiNardo, przewodniczącemu komisji episkopatu amerykańskiego do spraw propagowania ruchu pro-life, towarzyszyli przy ołtarzu liczni kardynałowie, arcybiskupi i biskupi z całego kraju.

Przewodniczący amerykańskiego episkopatu kardynał-nominat Timothy Dolan podkreślał, że obecność tysięcy ludzi podczas czuwania w sanktuarium, to dowód, że ruch w obronie życia nie jest, jak przewidywali niektórzy, „przemijającą fantazją", która wkrótce rozbije się o brzegi „nowego wspaniałego świata". Hierarcha podkreślił, że zaangażowanie młodych w takie inicjatywy jak ta, jest inspiracją dla katolików i innych obrońców życia.

Metropolita Nowego Jorku jednoznacznie skrytykował też zapowiedzi administracji Obamy wprowadzenia antykoncepcji do pakietu obowiązkowych ubezpieczeń zdrowotnych pracowników wszystkich instytucji kościelnych. Dotyczy to ma także refundacji zabiegów sterylizacyjnych i środków poronnych. Kardynał-nominat określił tę decyzję jako „pozbawioną skrupułów" i wezwał do nie poddawania się dyktatowi proaborcyjnych środowisk.

Kard. DiNardo z kolei zauważał, że nigdy jeszcze w historii USA rząd federalny nie zmuszał obywateli do nabywania czegoś, co narusza ich przekonania. „Stawką jest tutaj zachowanie fundamentu konstytucyjnie chronionej wolności, która zapewnia szacunek dla sumienia i swobód religijnych" – mówił purpurat w homilii podczas Mszy św. inaugurującej czuwanie.

Marszowi towarzyszyły liczne ekspozycje, konferencje, spotkania, modlitwy i wiece w różnych miejscach Waszyngtonu. Mówcy wskazywali na zagrożenia dla kultury życia związane z działaniami administracji Obamy, która używa aparatu przymusu państwowego, by narzucić społeczeństwu powszechny dostęp i udział w aborcji.

Przypominano też, że opór wobec lobby proaborcyjnego przynosi skutek, gdyż obecnie już 19 rządów stanowych przeciwstawia się zabijaniu dzieci nienarodzonych.

Główne stacje TV, dzienniki opiniotwórcze oraz agencje prasowe w USA od wielu lat wydarzenie w Waszyngtonie ostentacyjnie pomijają milczeniem lub prezentują w odniesieniu do niego zdawkowe relacje, w których liczba uczestników Marszu jest drastycznie pomniejsza, a społeczna skala oddziaływania bagatelizowana.

Postanowienie Sądu Najwyższego z 1973 roku w sprawie Roe przeciw Wade dało początek prawodawstwu, legalizującemu zabijanie dzieci nienarodzonych w USA. W całych USA rocznie przeprowadzanych jest ok. 1,2 mln aborcji. Z najnowszych sondaży opinii publicznej wynika, że coraz więcej obywateli USA sprzeciwia się zabijaniu dzieci nienarodzonych i uważa aborcję za zło.

 

Katolicka Agencja Informacyjna