Profesor Andrzej SzczeklikKlonowanie człowieka to mrzonki ludzi goniących za sławą – mówił KAI w wywiadzie przeprowadzonym w 2003 r. zmarły dziś prof. Andrzej Szczeklik, wybitny specjalista chorób serca i płuc, znawca sztuki i pisarz. Zmarły w Krakowie w wieku 73 lat prof. Szczeklik był członkiem Papieskiej Akademii Nauk, autorem setek prac naukowych, drukowanych także w międzynarodowych czasopismach oraz książek z pogranicza filozofii i medycyny.

 

Publikujemy pełną treść rozmowy z prof. Andrzejem Szczeklikiem:

KAI: Jakie znaczenie ma dla Pana Profesora zasiadanie w Papieskiej Akademii Nauk?

– Fakt ten przysparza mi wiele radości. Spotkania w Akademii różnią się od wszystkich innych, w których uczestniczę z racji swojego zawodu. Dzięki Papieskiej Akademii Nauk wychodzę z kręgu zawodowych zainteresowań, chorób serca czy płuc, i spotykam luminarzy różnych dziedzin, przede wszystkim przedstawicieli nauk ścisłych. Szkoda tylko, że nie ma w niej artystów… (śmiech). Możliwość dyskusji z wybitnymi przedstawicielami fizyki, matematyki, genetyki, embriologii, laureatami Nagrody Nobla jest dla mnie przeżyciem niezwykle pasjonującym.

KAI: Ma Pan opinię osobowości renesansowej: lekarz praktyk, naukowiec, muzyk, literat. Jak udaje się Panu łączyć te różne role?

– Staram się to godzić, zdając sobie sprawę, że nie jest to łatwe, o ile w ogóle możliwe. Wbrew powszechnej tendencji próbuje w swoim życiu wyjść z kręgu ścisłej specjalizacji. Bynajmniej nie oceniam tego negatywnie, gdyż taka jest ogólna tendencja w nauce światowej, w której aby mieć osiągnięcia trzeba ograniczać pole badań. Moją naturę ukształtowały pierwsze lata pracy zawodowej, gdy uczono mnie, aby łączyć działalność kliniczną z badaniami naukowymi. Pozwala mi to próbować szukać wyjaśnienia choroby, z którą stykam się na sali szpitalnej, w laboratorium, na poziomie biochemicznym, czy nawet molekularnym. Prowadzi to generalnie do coraz większego i głębszego uwrażliwienia mojej lekarskiej intuicji.

KAI: Czy wiara pomaga Panu w badaniach naukowych?

– Konflikt między nauką i wiarą trwający od czasów oświecenia wydaje mi się osobiście nadmiernie rozdęty i sztuczny. Mój mistrz John Vane, u którego terminowałem w Wielkiej Brytanii, kiedy zaangażowałem się w ruchu "Solidarność" w latach 80-tych skarcił mnie, robiąc to oczywiście w dobrej wierze, mówiąc: "Andrzeju nie mieszaj nauki z polityką, bo to wygląda tak samo jakbyś mieszał naukę z wiarą". Według mnie te dwie sfery nie są sobie przeciwstawne. Szczególnie, gdy patrzę na nauki ścisłe w ostatnich czasach (fizyka, astrofizyka, kosmologia), to obie te dziedziny naturalnie się dopełniają. Biologia, dzięki swoim osiągnięciom przeżywała w ostatnim czasie okres fascynacji samej sobą. Odczytanie całego genomu ludzkiego okrzyknięto, jako wielki sukces, lecz już dziś zaczynamy sobie zdawać sprawę, że całe mechanizmy regulacyjne kierujące działaniem genomu są dla nas "terra incognita". Muszą minąć dziesiątki lat zanim zbliżymy się do ich poznania. Lekarz przy łóżku chorego ma więcej rezerwy i widzi lepiej swoje ograniczenia.

KAI: Praktykujący lekarz, co raz styka się ze śmiercią. Jaka refleksja nasuwa się Panu, gdy wykonawszy wszystko co możliwe pacjent umiera. Nasuwa się dramatyczne pytanie - dlaczego?

– W takich sytuacjach szukam przede wszystkim błędu w moim osądzie jako lekarza. Zdaję sobie sprawę, jak ja sam nie raz błądzę, a przyznanie się do tego nie jest bynajmniej łatwe. Nie oznacza to bynajmniej, że popełniło się błąd w sztuce. Jeśli jest się przekonanym, że zrobiło się wszystko, co możliwe to myślę, że łatwiej nie mieć wyrzutów sumienia.

KAI: Czy zdarza się Panu modlić przy łóżku chorego, przy stole operacyjnym?

– Owszem, niekiedy. Są to wówczas westchnienia do Pana Boga, krótka modlitwa ekstatyczna, aby wsparł nasze działania.

KAI: Współczesny człowiek Zachodu wyparł śmierć ze swojej świadomości. Jakie to może mieć dla niego konsekwencje?

– Jest to zjawisko charakterystyczne dla naszej cywilizacji. O ile nasi pradziadowie ze śmiercią byli oswojeni, o tyle my nie chcemy o niej słyszeć. Wszyscy chcą być młodzi. Wiąże się to na pewno z wielkimi sukcesami m.in. medycyny. W ciągu jednego wieku czas życia przeciętnego człowieka wydłużył się o 25 lat. Jest to niebywały sukces. Inną sprawą jest, czy wyparcie śmierci ze świadomości nie jest w jakiś sposób powiązane z brakiem szacunku dla życia.

KAI: Czym powinien kierować się lekarz w kontakcie z pacjentem?

– Powinien mieć cechę zupełnie wyjątkową, którą w stopniu najwyższym posiada Ojciec Święty, mianowicie fenomenalną zdolność wsłuchiwania się w drugiego człowieka. Jest to szczególnie trudne, kiedy na co dzień wpadamy w trywialne tryby kolokwialnego gadania.

KAI: Czy stykając się niejednokrotnie z przypadkami nieuleczalnie chorych, nie miewał Pan myśli o zasadności eutanazji?

– Wobec eutanazji moje stanowisko jest jednoznacznie negatywne. Powrócę do tego co powiedziałem wcześniej. Wielokrotnie myliłem się w swoich diagnozach, mądrzejsi ode mnie też się mylili i dlatego nie wolno mi nikogo skazywać na śmierć. Mamy niekiedy tak beznadziejne przypadki, które wbrew wszelkim oczekiwaniom udaje nam się uratować...
Z drugiej strony z intensywną opieką medyczną łączą się kolosalne koszty. To również trzeba wziąć pod uwagę i niejednokrotnie podejmuje się z tego powodu trudne decyzje o wyłączeniu aparatury podtrzymującej życie.

KAI: Na świecie toczy się gorąca dyskusja na temat klonowania. Czy na badania naukowe powinny zostać nałożone pewne ograniczenia.?

– Uważam, że granice eksperymentów naukowych powinny być jasno określone. Nie wolno pod żadnym warunkiem przeprowadzać eksperymentów na drugim człowieku np. przy wprowadzaniu nowego leku, nie mając ku temu mocnych udokumentowanych podstaw (wcześniejsze badania toksykologiczne na zwierzętach laboratoryjnych, itp.). Na sobie, proszę bardzo.
Odnośnie do klonowania, to mamy podobną sytuację jak z odczytaniem ludzkiego genomu. Sukces odsłania nam paradoksalnie naszą niewiedzę. Dziś klonowanie człowieka to mrzonki ludzi goniących za sławą. Nie znaczy to, ze kiedyś do tego nie dojdzie, gdy opanowane zostaną konieczne technologie.
Należy zwrócić uwagę na zmieniające się również granice zakazów w badaniach naukowych. Zmienność w czasie tych zakazów jest chyba najlepszym i naturalnym podejściem do tego problemu. Osobiście jestem np. przeciwny eksperymentowaniu na komórkach embrionalnych, nie mam natomiast nic przeciwko badaniom na komórkach macierzystych.

KAI: Jakie odkrycie dało Panu Profesorowi największą satysfakcję ?

– Miałem szczęście uczestniczyć w badaniach, które przyniosły wiele satysfakcji, gdzie miałem poczucie odkrywania nieznanego lądu. Wielkim przeżyciem była praca wraz z prof. Ryszardem Gryglewskim nad prostacykliną, substancją pomocną w leczeniu zwężenia tętnic, nadciśnienia płucnego i choroby Buergera. Wielkie emocje towarzyszą mi obecnie w prowadzonej pracy nad wykryciem genów usposabiających do astmy oskrzelowej.

* * * * * * * * *

Prof. Andrzej Szczeklik był specjalistą od chorób serca i płuc. Za swój dorobek naukowy otrzymał liczne nagrody m. in. Fundacji na rzecz Nauki Polskiej i czasopisma "Lancet". Był członkiem honorowym Royal College of Physicians w Londynie. Opublikował ponad 600 prac w najważniejszych czasopismach medycznych i kilka podręczników.
Opublikował m.in. książkę "Katharsis - o uzdrawiającej mocy natury i sztuki". We wstępie Czesław Miłosz napisał o autorze, że "jest lekarzem-humanistą i poeci oraz artyści wyczuwają w nim umysł pokrewny, choć wsparty nie znaną im wiedzą z zakresu mikrobiologii, chemii i genetyki".
Zmarł 3 lutego w Krakowie w wieku 73 lat.

 

Katolicka Agencja Informacyjna