Drukuj

Malzenstwo

Często w trakcie przygotowań do małżeństwa narzeczeni bardziej doświadczają instytucjonalnego wymiaru Kościoła niż charyzmatycznego. I to ich zraża. Tymczasem potrzebne jest to, co nazywamy „uderzeniem ewangelizacyjnym”, które pokaże młodym ludziom, że ślub kościelny to nie jest pułapka, którą na nich zastawia Kościół, ale brama, za którą jest droga do tych wartości, których oni, we dwoje, pragną i poszukują.

 

Jak przeciwdziałać konkubinatom?

 

Młodzi ludzie coraz częściej podkreślają, że w relacji z drugą osobą liczy się dla nich uczucie, a formalności i tzw. papier nie są już tak ważne. Zwłaszcza, że pary żyjące w wolnym związku, mieszkające razem ze sobą przed ślubem, nie są już narażone na społeczne wykluczenie. Nawet rodzice coraz częściej takie związki aprobują.

Przyczyny życia w konkubinacie sprowadzają się przede wszystkim do konsumpcyjnego stylu życia. Tu nie chodzi tylko o sakrament, ale i o ślub cywilny. W związkach, podobne jak z wieloma artykułami konsumpcyjnymi, rozszerza się tendencja do nienaprawiania tylko wymieniania na nowy. Wiąże się to z nierozumieniem istoty miłości, jej rozwoju w ciągu wspólnego życia, roli zobowiązania, a także brakiem rozumienia, czym jest sakrament małżeństwa i zdolność korzystania z jego łask. Dlatego nie uważają ślubu ani cywilnego, ani kościelnego za konieczny. Odrzucają go jako niepotrzebną imprezę. Szkoda, że pojmowanie ślubu jako imprezy idzie w kierunku odrzucenia go, a nie pogłębienia rozumienia.

Aby zmienić ten trend potrzebne jest odkrycie przez kochającą się parę, że to właśnie dzięki sakramentowi małżeństwa mogą się spełnić ich najpiękniejsze marzenia o miłości trwałej i szczęśliwej. Potrzebne jest dawanie świadectwa w jaki sposób sakrament małżeństwa pomaga w rozpoznawaniu nowych dróg miłości i pokonywaniu nieuchronnych kryzysów, w jaki sposób uwalnia od rutyny, której tak boją się zakochani. Potrzebna jest zmiana świadomości, że ślub to nie kajdany, ale otwarcie najpiękniejszej drogi takiej miłości, jakiej oni w głębi swojego serca poszukują. Ale takiego odkrycia zakochani nie dokonają sami. Potrzebna jest ogromna promocja (ale nie propaganda!) sakramentu małżeństwa w Kościele, potrzebne jest szerokie budowanie świadomości w jaki sposób korzystać z jego łask w codziennym życiu.

Tę świadomość powinno przynieść szkolne przygotowanie do życia w rodzinie, duszpasterstwo akademickie, homilie w kościele, portale internetowe. Nade wszystko potrzebne jest umacnianie fundamentu, jakim jest więź z Panem Bogiem. Żywym i Prawdziwym. Warto, by w ramach przygotowania do bierzmowania młodzież z parafii pojechała np. na kurs Alfa. To może w sposób pośredni zachęcić ją później do małżeństwa sakramentalnego.

 

Jak przygotowywać do małżeństwa?

 

Często w trakcie przygotowań do małżeństwa narzeczeni bardziej doświadczają instytucjonalnego wymiaru Kościoła niż charyzmatycznego. I to ich zraża. Potrzebne jest budowanie w zakochanych świadomości, że sakrament małżeństwa to coś więcej niż zaliczenie obowiązkowych katechez; coś więcej niż usankcjonowanie ich dotychczasowego mieszkania razem. Niski poziom znacznej części kursów przygotowujących do małżeństwa w swoisty sposób obniża wartość sakramentu małżeństwa w oczach przygotowujących się do niego oraz obniża autorytet Kościoła. W naszym przekonaniu zmiany w sposobie przygotowania do małżeństwa nie powinny polegać na nadmiernym wydłużaniu kursów, ale przede wszystkim na poprawie ich jakości. Jeżeli zostanie wprowadzony obowiązkowy np. roczny kurs przedmałżeński i pozostanie on na tym samym poziomie jak większość obecnych, to może zwiększyć się liczba par, które powiedzą „obejdziemy się bez tego”.

Na Wieczorach dla Zakochanych, prowadzonych przez Spotkania Małżeńskie, nawet ci, którzy przyszli tylko „po papier”, na ogół z zaangażowaniem włączają się w proponowaną im pracę warsztatową. Mają możliwość porozmawiać w swoim związku na zadane tematy. W ten sposób poznają się lepiej. Uczą się dialogu, podstaw dojrzałości emocjonalnej, weryfikują swoje hierarchie wartości, motywy zawierania małżeństwa, decyzje. Dowiadują się co to jest sakrament małżeństwa. Rozmawiają na tematy, których – jak sami potem mówią – nie poruszyliby bez tej inspiracji. Czasem rozstają się po naszych kursach. My mówimy wtedy: „o jeden rozwód mniej”.Potrzebne jest to, co nazywamy „uderzeniem ewangelizacyjnym”, swego rodzaju „terapia wstrząsowa”, która pokaże młodym ludziom, że ślub kościelny to nie jest pułapka, którą na nich zastawia Kościół, ale brama, za którą jest droga do tych wartości, których oni, we dwoje, pragną i poszukują

. Potrzebne jest mówienie ich językiem, dawanie własnego świadectwa przez prowadzących, a nie tradycyjne nauczanie, czy moralizowanie, że tak trzeba, należy itp. Wtedy Kościół będzie przyciągał Panem Jezusem, Miłością, którą On obdarowuje, a nie odpychał indeksem, pieczątkami i kościelną biurokracją.

 

Jak wspierać więź małżeńską?

 

Potrzebne jest także większe uwzględnianie małżeńskich i rodzinnych problemów życia codziennego w homiliach. Homilie powinny być bliskie sprawom, którymi rodziny żyją na co dzień. Powinny być konkretne i krótkie (!), a nie teoretyczne i przydługie (zasada „trzy w jednym” tu się nie sprawdza!). Małżonkowie nie potrzebują ideologii, i choć potrzebują wiedzy, to potrzebują także świadectwa. Warto też zauważyć, że powstają oddolnie różne portale internetowe poświęcone małżeństwu i rodzinie, prowadzone są różne zajęcia, warsztaty dla małżeństw, rodziców. Potrzebne jest zachęcanie przez Kościół do rozwijania inicjatyw inspirowanych Bożą wizją małżeństwa i rodziny, ale także zauważanie i docenianie innych, które może nie mają katolickiego szyldu, ale są zbieżne z tą wizją. „Opłotki” Kościoła poszerzają się. Ogłoszenia o Spotkaniach Małżeńskich podawane w parafiach są mało skuteczne. Głównym źródłem zgłoszeń jest Internet i przekazywanie „dobrej nowiny” o tych rekolekcjach znajomym przez znajomych. To jest nasze wychodzenie „na opłotki”. Rekolekcje prowadzone przez Spotkania Małżeńskie nazywamy czasem „warsztatami rekolekcyjnymi”. Nie ma na nich konferencji ani prelekcji. Jest praca własna uczestników w swoim małżeństwie. Doświadczenie Spotkań Małżeńskich wyraźnie pokazuje, że umacnianie i odbudowywanie więzi małżeńskiej, proponowanie dialogu jako drogi miłości, sprzyja decyzjom na poczęcie kolejnego dziecka. Lansuje się obecnie tezę, że w celu zwiększenia liczby dzieci w rodzinach potrzebna jest większa pomoc Państwa. Obarcza się Państwo, skądinąd nie bez słuszności, winą za wadliwie funkcjonujący system pomocy rodzinie. Nie to jednak jest główną przyczyną niskiej dzietności rodzin. Jest nią rozpad więzi małżeńskiej i konsumpcyjny styl życia.

W Spotkaniach Małżeńskich nie promujemy wielodzietności, jednakże odnawianie i pogłębianie miłości małżeńskiej powoduje, że wzrasta w naszym środowisku liczba rodzin wielodzietnych. Tak więc zwiększenie otwartości małżonków na posiadanie dzieci może się dokonać przez większą pomoc w budowaniu miłości wzajemnej męża i żony.Nie można jednak narzucać żadnego modelu rodziny. Jest zbyt dużo małżeństw biologicznie niepłodnych, kruchych i poranionych. Jedyny model rodziny, który promujemy w Spotkaniach Małżeńskich, to model życia w otwartym, szczerym i pełnym zaufania dialogu ze sobą i z Panem Bogiem.Coraz większe docenianie w ostatnich latach potencjału jaki jest w wielu ruchach i stowarzyszeniach katolickich napełnia nadzieją. Potrzebny jest pluralizm ruchów i stowarzyszeń. Każdy z nich ma inną duchowość, odpowiada na inne potrzeby ludzi, trafia do innej grupy odbiorców. Potrzebne jest jednak dbanie o duchowość i formację tych ruchów.

 

Towarzyszenie

 

Mówi się dużo o potrzebie wspierania małżeństw w pierwszych latach po ślubie. Nie można tego tak ograniczać. Wsparcie, towarzyszenie jest potrzebne w każdej fazie życia małżeńskiego i rodzinnego. W każdej pojawiają się kryzysy właściwe dla tej fazy. Kryzysy te mogą prowadzić do „życia obok siebie” i rozwodu. Potrzebna jest ciągłość formacji.

Wielu absolwentów Wieczorów dla Zakochanych uczestniczy później w rekolekcjach dla małżeństw a następnie w grupach porekolekcyjnych. Wiedzą, że w Spotkaniach Małżeńskich mają oparcie. To jest z naszej strony forma towarzyszenia. Dokonuje się ona i w innych ruchach i stowarzyszeniach katolickich. Potrzebna jest jednak kompetencja moderatorów grup zarówno z zakresu psychologii komunikacji, jak i duchowości. Małżeństwa przyjeżdżające na Spotkania Małżeńskie oczekują, że podamy im konkretny lek, który natychmiast uzdrowi ich problemy, i że to my rozwiążemy ich małżeńskie problemy. Te oczekiwania są zrozumiałe, jednakże nie jest to możliwe.

Istota pracy Spotkań Małżeńskich, nie polega na rozwiązywaniu za kogoś jego problemów, ale na towarzyszeniu mu w procesie jego własnych zmagań. Uczestnikom na rekolekcjach stwarzamy klimat bezpieczeństwa, życzliwości, dodajemy odwagi i nadziei. Przekazujemy niezbędną wiedzę, inspirujemy do pracy własnej. My im w tym towarzyszymy, bo problemy oni muszą sami przepracować w swoim związku. Do podobnej pracy zachęcamy po rekolekcjach w czasie spotkań formacyjnych. Dopiero, gdy rozpoznajemy, że dane małżeństwo ma wyraźny problem, którego nie rozwiąże nasz warsztat, to zachęcamy do pójścia do specjalisty. Zawsze jednak mówimy, że należy iść do terapeuty, do którego się ma zaufanie, gdyż niestety znaczna część z nich proponuje „na dzień dobry” rozwód w imię najprostszego rozwiązania problemu i prawa swojego klienta do własnego szczęścia.

Potrzebna jest profesjonalna pomoc małżeństwom w kryzysie. Ale Kościół nie jest poradnią psychoterapeutyczną. Jeżeli zaś pomaga małżeństwom w kryzysie, nawet w zakresie psychologii komunikacji, to powinien czynić to ze świadomością, że jest to pomoc w nawróceniu. Bo Pan Bóg może posłużyć się w dziele zbawienia także psychologią komunikacji i psychoterapią. Jednakże małżeństwo nie jest celem samym w sobie, ale drogą do Boga.

 

„Jesteś moją drogą do zbawienia” powiedział niedawno na Spotkaniach Małżeńskich jeden z mężów do swojej żony.Poradnie rodzinne powinny być miejscem autentycznego wsparcia dla małżeństw, a nie tylko miejscem przekazywania narzeczonym wiedzy z zakresu „metod naturalnych”. Potrzebne jest nowe rozumienie pojęcia „poradnia” jako miejsca towarzyszenia małżonkom w ich samodzielnym rozwiązywaniu problemów. We wszystkich tych kwestiach powinna być dobra współpraca małżeństw i kapłanów. Św. Jan Paweł II mówił, że dzisiejszy Kościół potrzebuje bardziej świadków niż nauczycieli. To oczywista prawda. Jednakże o wiele bardziej przemawiają do ludzi świadectwa własnych zmagań, walki duchowej, codziennego podnoszenia się z mniejszych lub większych kryzysów, niż świadectwa o charakterze propagandy sukcesu. Świadectwo jest formą towarzyszenia sobie nawzajem. W świadectwach słuchacze powinni odnaleźć siebie i swoje problemy, a nie podziwiać mówiących, jacy oni są „mądrzy i święci”, ale mówią nie o nas i nie dla nas. A różnorodne trudności w komunikacji przeżywają wszystkie małżeństwa. I to nie może być temat tabu. Często podkreśla się, że dawanie świadectwa powinno dokonywać się przez „dobre rodziny”. I to jest prawda. Jednakże pojęcie „dobre rodziny” nie oznacza idealnych rodzin bezkonfliktowych, bezproblemowych, wręcz „marketingowych”. Dobre i święte małżeństwa to przede wszystkim takie, które potrafią pokonywać trudności na drodze dialogu; takie, dla których kryzys staje się szansą na większą miłość.

 

Porzuceni i w powtórnych związkach

 

Z wielkim uznaniem i szacunkiem odnosimy się do osób, które pomimo rozwodu trwają w wierności małżonkowi sakramentalnemu. Jednakże kierując się wyzwaniami naszych czasów, Spotkania Małżeńskie od 20 lat prowadzą rekolekcje dla powtórnych związków po rozwodzie. Zwracamy się do nich nie tyle z ofertą „uregulowania ich sytuacji w Kościele”, co ze świadectwem wiary, nadziei i miłości. Problemem jest jednak słaby związek tych par z Kościołem, utrwalony przekonaniem o odrzuceniu przez Kościół.

W celu zmiany stereotypów myślenia potrzebna jest jasna wykładnia Kościoła ukazującego miłość Pana Boga do osób pragnących w swoich związkach żyć miłością wierną i uczciwą, pomimo, że w przeszłości się to nie udało. Równocześnie potrzebna jest przemiana świadomości, że duszpasterstwo powtórnych związków po rozwodzie nie polega na „przyklepywaniu grzechu”, ale pokazywaniu dróg życia chrześcijańskiego w ich sytuacji. Potrzebne jest także budzenie świadomości, że negatywna decyzja sądu kościelnego na temat możliwości stwierdzenia nieważności związku sakramentalnego, jak również przekonanie samych osób rozwiedzionych, że ich sakramentalny związek był ważnie zawarty, nie przekreśla zbawienia. Natomiast skróceniu powinien ulec czas oczekiwania na decyzję sądu kościelnego. Czekanie na nią, w znanych nam przypadkach, nawet pięć lat, często stawia przed nowymi związkami trudne wybory moralne, np. co do decyzji na poczęcie dziecka. W pojawiającej się dyskusji na temat przyjmowania Komunii świętej przez osoby w powtórnych związkach należy wystrzegać się zlaicyzowanego podejścia do tej kwestii, jako przejawu bycia „pełnoprawnym” członkiem „instytucji” jaką jest Kościół. Kościół szuka rozwiązań zgodnych z prawem Bożym, a więc najlepszych dla każdego w całej społeczności wierzących. Nie zmienia to wielkiego nieraz pragnienia przyjęcia Jezusa przez osoby w powtórnych związkach, które nie mogą spożywać Ciała i Krwi Pańskiej. Jednakże odpowiedź na to pragnienie należy do Jezusa. I taka jest istota komunii duchowej. Krzyżyk, jaki w czasie Komunii świętej czyni kapłan na czole osób żyjących w powtórnych związkach po rozwodzie nie jest „zastępczą” komunią, ale błogosławieństwem na więź duchową z Jezusem.

 

W Spotkaniach Małżeńskich, w czasie rekolekcji dla powtórnych związków po rozwodzie, pozostając na gruncie nauczania Kościoła, szczególny akcent kładziemy na życie w dialogu, w postawie miłości, przebaczenie, budzenie wiary i więzi z Panem Bogiem jako Osobą.

 

Potrzeba odnowy formacji kapłanów i świeckich

 

Często obserwujemy lęk kapłanów przed pogłębianiem swojego przygotowania do pracy z rodzinami. Ponadto, przytłoczenie obowiązkami parafialnymi utrudnia zaangażowanie kapłanów lub jest wygodną wymówką. Tymczasem zaangażowanie w pracę z małżeństwami i rodzinami odnawia także formację kapłańską. Pomaga wyjść z rutyny, stereotypów pracy, pozwala pełniej widzieć problemy. Ze strony przełożonych potrzebne jest stwarzanie kapłanom coraz bardziej sprzyjających warunków do pracy wśród małżeństw i rodzin.
Profesjonalizm w pracy z małżeństwami, tak jak z wszystkimi ludźmi w ogóle, polega nie tylko na posiadaniu wiedzy, ale też na zdolności do budowania relacji pełnych miłości, postawy szacunku i życzliwości wobec ludzi; również wobec tych, którzy odeszli od Kościoła lub są na jego „opłotkach”. Tylko życzliwość i szacunek, akceptacja ich jako osób, co nie jest równoznaczne z akceptacją ich sytuacji, może sprzyjać ich nawróceniu. „Przygarniajcie siebie nawzajem” (Rz 15,7) uczy św. Paweł. Chodzi o to, żeby było więcej przygarniania, a mniej odrzucania. Tą życzliwą postawą dialogu wobec drugiego człowieka, powinni być nasiąknięci także neoprezbiterzy opuszczający seminaria duchowne. A trochę wiedzy też się przyda. Spotykaliśmy kapłanów, którzy przyznawali, że nigdy nie czytali Familiaris Consortio…

A wiedzę o sposobie działania sakramentu małżeństwa warto by kapłani także w sobie odnawiali, we współpracy z małżeństwami i nie powtarzali tylko katechizmowych formułek.W Spotkaniach Małżeńskich rozpoznaliśmy dialog jako drogę do świętości. Dialog, który polega na wsłuchaniu się w siebie nawzajem, a nie tylko mówieniu; na rozumieniu, a nie ocenianiu; dzieleniu się sobą, a nie dyskutowaniu oraz na przebaczaniu. W świetle tak pojmowanego dialogu wybór postaw chrześcijańskich, cnót moralnych i życie małżeńskie zgodne z radami ewangelicznymi może być przyjmowane jako własny wybór w wolności i miłości. Rozpoznajemy i pomagamy rozpoznawać, że sakrament małżeństwa realizuje się w tak rozumianym dialogu. Ale, żeby dawanie takiego świadectwa było możliwe, staramy się nieustannie dbać o własną duchowość i formację. Tak małżeństwa, jak i kapłani.

 

Irena i Jerzy Grzybowscy / Warszawa

Katolicka Agencja Informacyjna