Drukuj

trzy plus logoŚwiadectwo rodzin wielodzietnych, które są szczęśliwe, jest o wiele ważniejsze niż opracowywanie jakiejkolwiek strategii medialnej w zakresie promocji rodziny - powiedział Tomasz Terlikowski na konferencji "Rodzina się liczy. Wizerunek rodziny w mediach" zorganizowanej w poniedziałek przez Stowarzyszenie Absolwentów Dzieło, założone przez byłych stypendystów Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia.

Joanna Krupska, matka siedmiorga dzieci, prezes Związku Dużych Rodzin "Trzy plus" przyznała, że obraz rodziny wielodzietnej w polskich mediach jest niestety najczęściej obrazem patologicznym. A jest to głęboka i krzywdząca te rodziny nieprawda. Dodała, że ten fakt był w dużej mierze motywem powstania ogólnopolskiego związku skupiającego rodziny z większą ilością dzieci.

"Chcieliśmy pokazać mediom oraz samorządowcom i politykom, że życie w rodzinie wielodzietnej jest wielką wartością oraz, że rodziny takie tworzą wielki kapitał społeczny" - wyjaśniła. Jej zdaniem rodzina, w szczególności wielodzietna, jest miejscem wspaniałych relacji, a życie w takiej rodzinie jest fascynujące. Stawia ona wciąż nowe wyzwania i jest rzeczywistością bardzo dynamiczną, życie w niej jest okazją do pełnej samorealizacji.

Tomasz Terlikowski, prezes TV Republika, ojciec pięciorga dzieci podkreślił, że media zajmują się nie tyle rzetelnym opisem rzeczywistości, co jej kreowaniem. Wyjaśnił, że zdecydowana większość informacji, które przekazują współczesne media, nie ma żadnej wartości.Dodał, że media na ogół mają tendencję do propagowania lewicowych, krytycznych wobec rodziny stereotypów myślenia. Dzieje się tak dlatego, że znacznie łatwiej jest pokazać jakąś patologię czy rozpad rodziny, a nie rodzinę szczęśliwą i spełnioną. Przekaz, który opiera się obecnie głównie na obrazie, a nie na operowaniu słowem, oddziałuje przede wszystkim w sferze emocji. Znacznie łatwiej sprzedaje się obraz oparty na emocjach negatywnych niż pozytywnych. Po drugie, w świecie dziennikarskim jest bardzo wiele rodzin rozbitych, dziennikarze bardzo często zdradzają swoje rodziny i szukając usprawiedliwienia, kreują właśnie negatywny wizerunek rodziny. Starają się pokazać, że każde zachowanie jest "normą, w związku z czym nie ma żadnych norm, które winny obowiązywać".

Paweł Woliński, prezes fundacji Mamy i Taty skupił się z kolei na reklamach pokazywanych w mediach, a zahaczających o temat rodziny. Wykazał, że w reklamie pokazywany jest najczęściej model rodziny małodzietnej, z jednym lub dwójką dzieci, gdyż taki klient przeważa na polskim rynku. Prawie nigdy w reklamie nie pokazuje się rodziny wielodzietnej, gdyż rodzina taka na ogół niemal wszystkie swoje środki wydaje na kupno najbardziej elementarnych, niezbędnych do życia produktów, które nie wymagają reklamy, a na reklamowane luksusowe produkty zwykle jej nie stać. Niestety jednak model rodziny małodzietnej promowany w reklamie utwierdza w świadomości widzów taki model jako najbardziej normalny czy wręcz obowiązujący.

Woliński, nawiązując do kampanii społecznych nt. wartości posiadania kolejnego dziecka ("Pomyśl o dziecku") czy przeciwko rozwodom, w czym specjalizuje się kierowana przezeń fundacja, wskazał, że możliwe jest trafienie z nimi do mediów, ale jedynie pod warunkiem znalezienia tam konkretnych osób, które maja pozytywne doświadczenie normalnej, wielodzietnej rodziny i staną się sprzymierzeńcami takiego właśnie przekazu.

Znana aktorka Małgorzata Kożuchowska stwierdziła, że fakt, iż podjęła decyzję o założeniu rodziny, co prawda dość późno, stał się dla niej źródłem największego szczęścia. "To, że udało mi się w moim wieku urodzić dziecko, jest największym szczęściem w moim życiu" - powiedziała. Wyjaśniła, że zdecydował się na to tak późno, gdyż obawiała się - w ślad za obowiązującymi stereotypami - że rodzina i dzieci będą przeszkodą w jej karierze zawodowej. Tymczasem dopiero teraz widzi jak bardzo kobiecie do jej spełnienia niezbędna jest rodzina. "Potrzebny jest kręgosłup, który daje życiu rodzina. Rodzina prezentuje wartości, w rodzinie tez najlepiej się odpoczywa" - wyznała. Skonstatowała, że rodzinę należy promować w mediach jako najlepszą drogę do szczęścia.

Tomasz Terlikowski - nawiązując do świadectwa Kożuchowskiej - poinformował, że wśród osób, które dokonują samobójstwa, najczęściej są kobiety po 50. roku życia, mające za sobą istotną karierę zawodową i zajmujące wysokie stanowiska. Powodem ich głębokiej depresji jest jednak samotność i brak osób bliskich, gwarantujących samorealizację w sferze uczuciowej. Natomiast - jak podkreślił - przed samobójstwem najlepiej broni wiara i życie w rodzinie. Dlatego człowiek musi dokonać wyboru, co stawia na pierwszym miejscu: karierę zawodową czy rodzinę.Zdaniem Terlikowskiego, najlepszym środkiem ku odbudowaniu cywilizacji chrześcijańskiej w Europie jest "najpierw nawrócić się, a potem założyć rodzinę". I to jest znacznie lepsza droga, niż opracowywanie jakiejkolwiek strategii medialnej w zakresie promocji rodziny. Aby młodych ludzi zachęcić do zakładania rodziny, należy sprawić, aby nasze rodziny promieniowały tymi wartościami, o których tyle mówimy. Do obecnych na sali młodych z Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia apelował, by "nie gadać, nie zastanawiać się, lecz pójść na całość". Jak stwierdził Terlikowski, "nie ma w życiu nic fajniejszego niż bycie ojcem, gdyż jest to najwspanialsza przygoda, w której każdy mężczyzna może się w pełni zrealizować".

Joanna Krupska dodała, że "macierzyństwo jest równie wspaniałą przygodą i jest to wielka łaska dla kobiet".

Zdaniem Marcina Przeciszewskiego z KAI tym, co może przekonać niechętne rodzinie media, jest świadectwo rodzin, które pokażą, że życie rodzinne jest najlepszą drogą ku szczęściu. Przy okazji ostrzegł przed współczesną rewolucją kulturową, promowaną głownie przez środowiska lewicowe. Rewolucja ta, której początki można sytuować w latach 60. ub. wieku, bazuje na absolutyzacji wolności pojmowanej w sposób indywidualistyczny, pomijając kryterium "dobra wspólnego". Służy temu m.in. redefinicja praw człowieka, do których dołącza się różnorodne uprawnienia jednostki czy wręcz interesy partykularnych grup. Naczelną zasadą staje się prawo jednostek do własnej ekspresji i wolności wcielania w życie tego, co uważają za słuszne. Przykładem jest tzw. prawo do aborcji, prawo do eutanazji czy prawo do życia w dowolnym związku hetero- lub homoseksualnym.Dochodzi do tego tzw. zasada niedyskryminacji, w samym pojęciu słuszna, ale wykorzystywana jako swego rodzaju wytrych umożliwiający zmianę prawa, w kierunku uznania za normę tego co dotąd było wyłącznie tolerowane w imię szacunku dla człowieka, ale uznawane za patologię. Typowym przykładem są tzw. kampanie przeciw homofobii, gdzie przekonuje się, że osoby o orientacji homoseksualnej są prześladowane. Są to kampanie organizowane po to, aby nastąpiły określone zmiany prawne, umożliwiające np. legalizację związków homoseksualnych, a następnie prawne zrównanie ich z rodziną. W ten sposób w systemach prawnych kolejnych państw osłabiany jest status rodziny jako instytucji społecznej, która wymaga szczególnej ochrony oraz pewnych przywilejów (np. w formie polityki rodzinnej).

Kolejną przestrzenią walki z dyskryminacją - podkreślił prezes KAI - jest walka z rzekomą dyskryminacją w łonie rodziny. Przykładem jest świeżo przyjęta przez polski parlament Konwencja przemocowa, gdzie mamy podobny mechanizm. Najpierw upowszechnia się mit, że źródło przemocy tkwi w komplementarnym pojmowaniu roli kobiety i mężczyzny oraz stereotypach mających swe źródło w religii. Następnie ogranicza się autonomię rodziny, poddając ją szeroko zakrojonej kontroli administracyjnej.

Według Przeciszewskiego, najgroźniejsze byłoby uznanie tego, co proponują protagoniści rewolucji kulturowej jako pewnej normy nowoczesności, która jest nieuniknionym etapem w rozwoju świata. "Ja osobiście nie wierzę w żaden determinizm historyczny, a nauki historyczne wcale go nie potwierdzają. Dramat polega m.in. na tym, że wiele środowisk, w tym i katolickich, jest przekonanych, że ten proces jest nieuchronny i że trzeba go zaakceptować" - podkreślił.Zaznaczył, że "postulowana przez środowiska lewicowe rewolucja kulturowa wcale nie musi się dokonać". - Zależy to jednakże od nas, w pierwszym rzędzie od tego na ile będziemy w stanie tworzyć środowiska myślące w duchu wartości konserwatywnych i na ile środowiska te będą zdolne przebić się w przestrzeni publicznej - dodał Przeciszewski. "A do tego - podkreślił - niezbędne jest wzięcie pod uwagę tego, co współczesny człowiek – podlegający ciśnieniu tych nurtów, o których mówiliśmy – ustawia wysoko w swej hierarchii wartości. A skoro są to: indywidualne szczęście, wolność i samorealizacja, to rodzinę musimy prezentować jako najlepszą drogę ku osiągnięciu tych właśnie upragnionych ideałów".

Organizatorem konferencji "Rodzina się liczy. Wizerunek rodziny w mediach" była Fundacja Dzieło Nowego Tysiąclecia i założone przez jej byłych stypendystów Stowarzyszenie Absolwentów Dzieło.

Katolicka Agencja Informacyjna