Konferencja Episkopatu Polski logoSwoje negatywne stanowisko wobec kwestii zapłodnienia pozaustrojowego Episkopat Polski wyrażał w ostatnich latach wielokrotnie. Od początku – kiedy pojawił się ten temat - Konferencja Episkopatu Polski konsekwentnie wypowiada się wskazując na konieczność przyjęcia w Polsce ustawodawstwa bioetycznego, pod warunkiem jednakże poszanowania godności osoby ludzkiej i ochrony życia człowieka.

W celu dokonania szczegółowej analizy zagadnień bioetycznych, które stanowią nowe cywilizacyjne wyzwanie, biskupi powołali w czerwcu 2006 r. specjalny Zespół Ekspertów KEP ds. Bioetycznych, którego kierownictwo powierzyli abp. Henrykowi Hoserowi, biskupowi warszawsko-praskiemu, który – będąc lekarzem z zawodu – jest też specjalistą w zakresie nowych odkryć w zakresie biomedycyny.

Zespół kierowany przez abp. Hosera 22 grudnia 2008 r. wyraził swoje pierwsze stanowisko. Przypomina się w nim, że „Regulacja prawna jest tu sprawą bardziej niż naglącą. Jej brak jest dziś poważnym wyzwaniem moralnym dla całego społeczeństwa, a przede wszystkim dla osób odpowiedzialnych za tworzenie prawa”.

Brak uregulowań prawnych powoduje - jak stwierdza dokument - że: „niszczy się w Polsce ludzkie zarodki, wiele pozostaje w uwłaczającym godności człowieka zamrożeniu, a w konsekwencji narażone są na unicestwienie; nierzadko stają się przedmiotem handlu. W praktyce stosowania metody in vitro dokonuje się też selektywnej aborcji. Jak najszybciej trzeba temu położyć kres i nie pozostawiać delikatnego obszaru niekontrolowanym działaniom, jak to jest obecnie”.

Ponadto przedstawiciele Episkopatu wyraźnie dali do zrozumienia, iż kompromis moralny w tej sferze nie jest możliwy, natomiast jednocześnie zdają sobie sprawę, że w płaszczyźnie ustawodawczej zaistnieje tu konieczność poszukiwania kompromisu politycznego. Biorąc pod uwagę, że politycy, którzy są osobami wierzącymi, w tym procesie będą musieli uczestniczyć - sformułowali już wówczas dość precyzyjnie kryteria, jakimi winni się oni kierować.

Zatem „należy popierać starania prawotwórcze – czytamy w stanowisku z grudnia 2008 r. – zmierzające do stworzenia przepisów chroniących każdy ludzki zarodek. Jeśli w czyimś przekonaniu przyjmuje się w tych pracach rozwiązania zbyt restrykcyjne, to takiej restrykcyjności trudno nie uznać za zaletę. Nawet wątpiący w status ludzki embrionu muszą postępować zgodnie z etyczną odpowiedzialnością, aby pod żadnym pozorem nie zabić człowieka. Przygotowywany projekt ustawy jest do przyjęcia wyłącznie wtedy, jeśli podtrzymany zostanie zakaz zabijania i zamrażania ludzkich istnień”. Zatem wówczas „gdy podejmuje się inicjatywę pierwszego unormowania, wszyscy posłowie zatroskani o ochronę praw człowieka powinni podjąć działania zmierzające do całkowitego zakazu tej metody”.

Dokładnie tę samą opinię Zespół Ekspertów KEP ds. Bioetycznych powtórzył w kolejnym swym oświadczeniu z 24 marca 2010 r. Czytamy w nim, że „zgodny ze stanowiskiem Kościoła jest całkowity zakaz tej metody in vitro. Jeśli jednak takie rozwiązanie prawne zostanie odrzucone, posłowie zatroskani o prawa człowieka, o ochronę jego godności, o prawa dziecka, a przede wszystkim ci, którzy kierują się nauczaniem Kościoła katolickiego, nie powinni być bezczynni, pasywni lub małoduszni, ale podjąć starania, aby przyjąć regulacje maksymalnie ograniczające szkodliwe aspekty proponowanych ustaw”.

Na kilka dni przed zaplanowanym w Sejmie na 19 października 2010 r. głosowaniem nad istniejącymi wówczas projektami ustaw związanymi z in vitro, prezydium Episkopatu zaapelowało o ogólnonarodową modlitwę w tej intencji i o uchwalenie ustawy zgodnej z Dekalogiem. Biskupi prosili aby w czasie Mszy Świętych i nabożeństw różańcowych wierni modlili się „o łaskę Ducha Świętego dla sumień wszystkich parlamentarzystów i o odwagę dla nich”.

Zaznaczyli, że prace parlamentarne nad projektami ustaw bioetycznych, dotyczące m.in. zapłodnienia pozaustrojowego in vitro, powinny prowadzić do przyjęcia „najlepszych, zgodnych z uniwersalnym prawem do życia rozwiązań prawnych, gwarantujących «godność osoby ludzkiej, wezwanej do realizacji powołania Bożego w darze miłości i w darze życia»”, na co wskazuje instrukcja Kongregacji Nauki Wiary „Dignitas personae”.

Pod głosowanie zostało wówczas poddanych sześć projektów: dwa autorstwa PiS, które zapłodnienia pozaustrojowego zakazywały, projekt Jarosława Gowina mocno je ograniczający, a trzy Małgorzaty Kidawy-Błońskiej dopuszczające największy zakres swobody w tworzeniu i zamrażaniu zarodków. Pięć z nich zostało skierowanych do dalszych prac w Sejmie, które wraz z upływem czasu były kolejno wycofywane z prac legislacyjnych.

Wobec próby wprowadzenia in vitro "tylnymi drzwiami"

Kolejną eskalacją sporu o in vitro było ogłoszenie 29 października 2012 r, przez Ministra Zdrowia trzyletniego programu finansowania procedury in vitro. Z ostrą krytyką rządowego programu finansowania procedury in vitro wystąpił natychmiast ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier. "Uwagi, że oto in vitro stanowi znaczącą metodę polityki demograficznej, wydają się świadczyć o otwieraniu drzwi dla działań eugenicznych" – stwierdził w komentarzu dla KAI członek Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych.

"Im więcej się dowiadujemy o szczegółach wprowadzania in vitro do polskiego prawa tylnymi drzwiami, tym bardziej jeżą się włosy na głowie – stwierdził ks. Longchamps de Bérier. – Nie chodzi już tylko o odebranie prawa, aby urodzić się naturalnie i nie ponosić w życiu konsekwencji medycznych procedury in vitro. Minister Zdrowia powiedział o zgodzie na wytworzenie u jednej kobiety 6 embrionów i o refundacji trzech prób in vitro. Oznacza to przyzwolenie dla mrożenia embrionów, a więc dla działań sprzecznych z godnością człowieka. Nadto uwagi, że oto in vitro stanowi znaczącą metodę polityki demograficznej wydają się świadczyć o otwieraniu drzwi dla działań eugenicznych – ocenia ekspert Episkopatu".

Sprawa ta wywołała burzę podczas posiedzenia Komisji Wspólnej rządu i Episkopatu w dniu 21 listopada 2012 r. Zdaniem jej współprzewodniczącego abp. Sławoja Leszka Głódzia, istnieje pilna potrzeba prawnego usystematyzowania kwestii in vitro. Wobec wyzwań bioetyki staje nie tylko Polska i Kościół w naszym kraju, ale cała Europa. Jednym z problemów jest, jak ocenił abp Głódź, kwestia uściślenia pojęć, bo „czym innym jest in vitro a czym innym - leczenie niepłodności”.

Abp Głódź nie wykluczył, że sprawę rozporządzenia ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza będzie musiał rozstrzygnąć Trybunał Konstytucyjny. Zapytany jak ocenia fakt, iż regulowanie kwestii in vitro rozpoczęto od rozporządzenia ministra zdrowia i z pominięciem Sejmu, abp Głódź odparł: „To jest samowola”.

Dokument Bioetyczny

Najbardziej całościowym stanowiskiem poświęconym tematyce in vitro jest Dokument Bioetyczny KEP, ogłoszony 9 kwietnia 2013 roku. Biskupi podkreślili w nim za encykliką "Evangelium Vitae" św. Jana Pawła II, że ludzkie życie jest wartością podstawową i niezbywalnym dobrem. Domaga się zatem jego bezwzględnej ochrony, a więc niezależnie od okresu i jakości życia człowieka.

Biskupi Kościoła w Polsce przypomnieli dalej, że procedura in vitro, szeroko promowana jako alternatywa dla par bezskutecznie starających się o naturalne poczęcie dziecka, to w istocie procedura znana z hodowli roślin i zwierząt, która została wprowadzona do medycyny, choć nie jest procedurą leczniczą. Jej celem jest wytworzenie embrionu człowieka w laboratorium i przeniesienie go mechanicznie do organizmu matki. Aby zwiększyć szansę powodzenia zabiegu, do organizmu matki przenosi się kilka embrionów. Po pewnym czasie sprawdza się ich rozwój i pozostawia przeważnie jeden z nich – ten najlepiej oceniany. Pozostałe zostają przeznaczone do selektywnej aborcji, w celu ograniczenia ryzyka związanego z ciążą mnogą.

"Wobec wielkiej popularności w niektórych środowiskach tej drogi radzenia sobie z niepłodnością zdziwienie budzi fakt, że skuteczność metody in vitro mierzona liczbą urodzeń w stosunku do liczby prób zapłodnienia wynosi zaledwie kilka procent" - zaznaczyli biskupi.

W Dokumencie Bioetycznym KEP poruszono także drażliwą a często przemilczaną, kwestię zagrożeń zdrowotnych wynikających ze stosowania procedury in vitro. Przypomniano, że w pierwszych dniach zarodkowego życia człowieka zachodzą procesy dostosowywania się nowo powstającego organizmu do potrzeb dalszego istnienia. Metody sztucznego zapłodnienia zaburzają ten proces – z uwagi na odmienne warunki środowiskowe, w jakich dokonuje się połączenie komórek rozrodczych w laboratorium, w porównaniu do naturalnych warunków organizmu matki. Brak naturalnej bariery biologicznej, która zabezpiecza przed łączeniem się komórek niedojrzałych lub uszkodzonych genetycznie, sprzyjać może powstawaniu różnych zaburzeń u dziecka. Hormony aplikowane kobiecie do pozyskania kilku komórek jajowych i ich zapłodnienia in vitro wpływają na cechy genetyczne zarówno tych komórek, jak i na zdrowie samej kobiety.

Biskupi wskazali tam także na inne zagrożenia: zwiększoną liczbę poronień samoistnych i zmian genetycznych oraz częstsze urodzenia dzieci z wadami rozwojowymi. Zagrożenia te wymagają stosowania diagnostyki przedimplantacyjnej, polegającej na wykrywaniu zmian genetycznych zarodka uzyskanego in vitro. Na tej podstawie dokonuje się selekcji ludzi w fazie zarodkowej: zauważone lub podejrzewane zmiany genetyczne stanowią podstawę do decyzji o niszczeniu życia dziecka – jako niechcianego właśnie z powodu zaburzeń genetycznych.

Episkopat wskazał w ten sposób, że metoda in vitro jest kolejnym eksperymentowaniem na człowieku, jego swoistą „produkcją”, stanowiącą "formę zawładnięcia życiem ludzkim".

Wątek zagrożeń zdrowotnych biskupi podjęli ponownie w "Komunikacie Zespołu Ekspertów ds. Bioetycznych KEP w sprawie manipulacji informacjami naukowymi dotyczącym procedury in vitro" z 24 czerwca 2013 r. Załączyli do niego bogatą bibliografię światowych opracowań naukowych, w których szczegółowo opisano niebezpieczeństwa występowania niepożądanych skutków genetycznych i zdrowotnych po zastosowaniu procedury in vitro.

Zespół ds. Bioetycznych KEP podkreślił jednocześnie, że żadne z powyższych stwierdzeń nie może być odczytywane jako przejaw dyskryminacji wobec dzieci urodzonych z in vitro, ani ich rodziców. "Podejmowane przez nas wysiłki w przekazywaniu prawdziwych informacji o zapłodnieniu pozaustrojowym wynikają z troski o dobro każdego z dzieci i ich matek oraz prawo do informacji" - brzmiał komunikat.

Wobec ustawy o rzekomym "leczeniu niepłodności"

Kiedy w lipcu 2013 r. Ministerstwo Zdrowia ogłosiło projekt ustawy "o leczeniu niepłodności", natychmiast został on krytycznie oceniony przez Katolicką Agencję Informacyjną. W swej analizie KAI wykazywała, że choć dokument nosi tytuł: "Ustawa o leczeniu niepłodności", to tytuł ten służy wyłącznie wprowadzeniu czytelnika w błąd.

Projekt przedstawiony przez min. Arłukowicza został oceniony ponadto jako skrajnie liberalny i permisywistyczny, gdyż przewiduje możliwość korzystania z in vitro zarówno dla małżeństw lub osób pozostających w pożyciu, jak i osób nie żyjących w żadnych związkach. A liczbę zarodków ogranicza aż do ośmiu i to na dodatek w sposób warunkowy. Tak więc do zabiegu in vitro będzie mogła zgłosić się zarówno para jak i kobieta samotna. Nie zostały też ustanowione żadne ograniczenia wiekowe. Podobnie rzecz ma się z dawcami komórek rozrodczych. Zwracano uwagę, że projekt ten w istocie jest dokumentem mającym na celu zalegalizowanie, objęcie systemem koncesyjnym i dofinansowaniem ze środków publicznych klinik i laboratoriów dokonujących zabiegów in vitro. W świetle obowiązującego nadal prawa ośrodki te działają bowiem w legislacyjnej próżni.

Liczne analizy na temat projektu Arłukowicza zamówił natychmiast i upublicznił Zespół ds. Bioetycznych kierowany przez abp. Hosera. W jednej ze specjalistycznych opinii, autorstwa prof. Michała Królikowskiego, czytamy m.in., że "w perspektywie nauczania Kościoła nie ma możliwości poparcia tego projektu w procedurze legislacyjnej". Nie jest to możliwe nawet wedle procedury opisanej w encyklice "Evangelium vitae", w świetle której parlamentarzysta katolik może poprzeć ustawę, która co prawda nie jest do końca zgodna z wyznawanymi przezeń wartościami, ale poprawia istniejący stan rzeczy.

Ekspert Episkopatu wymienia wiele wątpliwych z punktu widzenia prawa, negatywnych z punktu widzenia etyki oraz niebezpiecznych elementów projektu ustawy. Jednym z podstawowych zarzutów jest "brak ograniczeń podmiotowych dawców i biorców" komórek rozrodczych oraz zarodków. Projekt ustawy przewiduje możliwość korzystania z in vitro zarówno dla małżeństw lub osób pozostających w pożyciu, jak i osób nie żyjących w żadnych związkach. Tak więc do zabiegu in vitro będzie mogła zgłosić się zarówno para jak i kobieta samotna. A zarodek będzie mógł zostać utworzony bądź z komórek rozrodczych danej pary, bądź przy pomocy komórek rozrodczych innego, anonimowego dawcy, jak również z komórek rozrodczych dwóch innych zewnętrznych dawców. Może zostać on wczepiony dowolnej kobiecie, także samotnej. Jedynym warunkiem jest pełnoletność i oświadczenie woli w formie pisemnej zgody.

Zwraca także uwagę, że nie zostały ustanowione żadne ograniczenia wiekowe osób poddających się in vitro. Podobnie rzecz ma się z dawcami komórek rozrodczych.

Charakterystyczny dla filozofii projektowanej ustawy - zdaniem Królikowskiego - jest brak przyznania jakiegokolwiek statusu ludzkiemu zarodkowi, poczętemu na skutek zastosowania tej metody. Ekspertyza stwierdza, że "zarodek został zrównany z pozycją komórki, tkanki czy organu. Jest traktowany jako rzecz wyjęta z obrotu, ale również pozbawiona jakichkolwiek stosunków osobistych, w tym opieki wynikającej z relacji filialnych". Projekt nie wprowadza też żadnych uprawnień, w tym obowiązków rodzinnych względem zarodka.

Istotnym mankamentem projektu jest również fakt - zwraca uwagę ekspert - że nie przewiduje on również prawa dziecka do poznania swojej tożsamości biologicznej. Po osiągnięciu pełnoletniości przez dziecko urodzone z zastosowaniem procedur medycznie wspomaganej prokreacji możliwe będzie uzyskanie przez nie informacji jedynie o dacie i miejscu urodzenia dawcy komórek rozrodczych lub dawców zarodka, jak również o stanie zdrowia dawcy i badaniach, jakim został on poddany. "Regulacja taka jest również pochodną założenia o rozpoczęciu bytu osobowego dopiero na pewnym etapie po skutecznej implantacji do organizmu biorczyni" - konstatuje ekspert.

Ekspertyzę prof. Królikowskiego wieńczy konstatacja, że "w perspektywie nauczania Kościoła katolickiego, nie ma możliwości poparcia tego projektu w procedurze legislacyjnej", nawet w związku z sytuacją opisaną w art. 73 encykliki "Evangelium vitae". Zgodnie z tym nauczaniem „parlamentarzysta, którego osobisty absolutny sprzeciw wobec przerywania ciąży byłby jasny i znany wszystkim ludziom, postąpiłby słusznie, udzielając swego poparcia propozycjom, których celem jest ograniczenie szkodliwości takiej ustawy i zmierzających w ten sposób do zmniejszenia jej negatywnych skutków na płaszczyźnie kultury i moralności publicznej” (EV 73).

W kilka miesięcy później projekt Arłukowicza został poddany pracom w rządzie i w końcu trafił pod obrady sejmu jako projekt rządowy. W okresie prac nad nim na poziomie rządowym zabrało głos po raz kolejny prezydium Episkopatu.

W "Głosie Prezydium Konferencji Episkopatu Polski w kontekście przygotowywanej ustawy o leczeniu niepłodności" z 4 marca br. biskupi zaznaczyli, że rozumieją potrzebę ustawowego uregulowania kwestii zapłodnienia pozaustrojowego, gdyż obecny brak jakichkolwiek rozwiązań pozwala na całkiem dowolne postępowanie z ludzkim materiałem genetycznym i powoływanymi do życia embrionami.

Biskupi uznali za konieczne stworzenie przede wszystkim narodowego programu prawdziwego leczenia niepłodności. Współczesna medycyna wskazuje bowiem jasno, że usunięcie medycznych lub psychologicznych przyczyn niepłodności daje znacznie większe szanse na urodzenie zdrowego dziecka niż procedury sztucznie wspomaganego rozrodu, które - jak podkreślili - nie leczą niepłodności. Przypomnieli zatem, że rządowy projekt ustawy "o leczeniu niepłodności" powinien wspomagać przede wszystkim rozwój klinik gwarantujących leczenie niepłodności, a nie koncentrować się na opcji sztucznie wspomaganej prokreacji. Podobnie, musi zawierać ograniczenie, które zagwarantuje, by dzieci – dla ich dobra – nie były powoływane w procedurze in vitro poza relacją małżeńską, w parach nieformalnych. Wskazali też na konieczność ochrony godności osoby ludzkiej jako podmiotu, zarówno z moralnego, jak i prawnego punktu widzenia.

Po szybkim przyjęciu projektu ustawy przez Radę Ministrów i przesłaniu go do Sejmu, 31 marca br. został ogłoszony kolejny "Apel Prezydium KEP ws. rozpoczęcia prac nad projektem ustawy o medycznym wspomaganiu prokreacji". Episkopat ponownie wezwał rząd do opracowania i rozpoczęcia prawdziwego medycznie programu leczenia niepłodności, opartego na uczciwej i rzetelnej diagnostyce przyczyn oraz podejmowaniu prób ich likwidowania.

Członkowie Prezydium Episkopatu przypomnieli, że nie jest możliwy kompromis w sprawach moralnych, natomiast "w sprawach politycznych kompromisy są istotą tworzenia regulacji w demokratycznym państwie prawa". Ich zdaniem jednak przyjętego przez rząd projektu ustawy nie można przyjąć nawet w imię "kompromisu politycznego", gdyż jest on projektem skrajnym, odrzucającym podmiotowość życia ludzkiego na etapie embrionalnym, gdzie "zarodek ludzki jest traktowany na równi z grupą komórek lub tkanką, a ponadto zakłada on:

- stosowanie procedury in vitro bez podjęcia realnej próby leczenia niepłodności,
- eugeniczną selekcję zarodków,
- umożliwia klonowanie człowieka,
- mrożenie i przechowywanie embrionów,
- umożliwia poczynanie dzieci po śmierci dawcy komórek rozrodczych,
- pozostawia embrion ludzki poza jakimikolwiek relacjami osobowymi, nie ma on faktycznie rodziców, którzy sprawują nad nim pieczę i na których ciąża wobec niego jakiekolwiek obowiązki.

Z tych wszystkich przyczyn zdaniem biskupów, projekt ten nie może być traktowany w kategoriach poprawy istniejącego stanu rzeczy, ale zasługuje na stanowczy sprzeciw. Dlatego też wykluczyli "jakikolwiek udział katolików w pracach służących jego przyjęciu".

Przy okazji - co godne jest uwagi - biskupi jasno sformułowali po raz pierwszy "niezbędne minimum", które poseł katolik mógłby poprzeć w głosowaniu nad ewentualna ustawą o in vitro. A są to:

- uznanie człowieczej godności ludzkiego embrionu, poprzez gwarancję jego rozwoju w organizmie biologicznej matki,
- gwarancja stabilności związku mężczyzny i kobiety będących dawcami komórek rozrodczych,
- wykluczenie mrożenia embrionów,
- zakaz selekcji embrionów,
- zakaz klonowania embrionów, tworzenia himer i hybryd,
- zakaz prowadzenia eksperymentów medycznych na embrionach.

Kiedy jednak Sejm 25 czerwca przyjął ustawę o leczeniu niepłodności, Prezydium Episkopatu jeszcze tego samego dnia w swym oświadczeniu wyraziło "wielki smutek i rozczarowanie". Biskupi przypomnieli też, że posłowie, którzy głosowali za, pozostają w niezgodzie także z nauczaniem papieża Franciszka, który kilka tygodni wcześniej apelował do lekarzy, by wyrażali stanowczy sprzeciw sumienia przy aborcji, in vitro i eutanazji, stawiając niejako na jednej płaszczyźnie te działania. Przy okazji biskupi stanowiący Prezydium Episkopatu wyrazili nadzieję na poprawienie proponowanej ustawy w Senacie. Ufają, że do "sumień parlamentarzystów dotrze głos nie tylko Papieża, Konferencji Episkopatu, ale także bardzo licznych organizacji rodzinnych, ruchów i obrońców życia jak i specjalistów z zakresu ginekologii i położnictwa".

Następnym krokiem ze strony Kościoła był osobisty list przewodniczącego Episkopatu abp. Stanisława Gądeckiego do prezydenta Bronisława Komorowskiego, z apelem o nieskładnie podpisu pod ustawą bądź skierowanie jej do Trybunału Konstytucyjnego. W liście, przekazanym prezydentowi 17 lipca, arcybiskup argumentuje, że ustawa pozostaje w sprzeczności z Konstytucją. Przypomina też, że "trzecią strona", o której zapomina się w debacie o in vitro, są dzieci nienarodzone, którym - poprzez procedurę zamrażania i niszczenia - "odbiera się prawo do rozwoju, narodzi i godnego życia". A obowiązkiem Kościoła jest właśnie obrona tej "trzeciej strony", którą "próbuje się społecznie wykluczyć i zmarginalizować".

22 lipca br. prezydent Komorowski złożył jednak swój podpis pod ustawą, kwestionując i odsyłając do Trybunału tylko jeden marginalny jej przepis dotyczący pobierania komórek rozrodczych od dawcy, który jest niezdolny do świadomego wyrażenia zgody.

W wysłanym tego samego dnia liście do Przewodniczącego Episkopatu tłumaczył, że zadaniem prezydenta jako głowy państwa jest "troszczyć się o wszystkich obywateli, bez względu na ich światopogląd czy wyznanie, godzić skrajne stanowiska i dbać o wypracowywany w Sejmie konsensus". Uzasadnienie to trudno uznać za zgodne z rzeczywistością, gdyż przyjęta przez Parlament ustawa nie była kompromisem pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami procedury in vitro, lecz narzuceniem tym drugim stanowiska skrajnie liberalnego i permisywistycznego. Prezydent odwołał się też do autonomii państwa i Kościoła.

Komorowski przyznał też, że nie chce być "prezydentem ludzkich sumień" i określił się jako człowiek odpowiedzialny za to, by kształtować prawo tak, aby w stopniu maksymalnie możliwym uwzględniało jak najszerszy obszar ludzkich wrażliwości”. Dodał, że jest zwolennikiem kompromisu politycznego „w tych wszystkich trudnych kwestiach, które ludzi dzielą”.

W swej odpowiedzi abp Gądecki precyzyjnie wykazał liczne niekonsekwencje w myśleniu prezydenta Komorowskiego i powierzchowność jego argumentacji. Przypomniał m. in., że konstytucyjnej zasadzie "autonomii" Kościoła i państwa towarzyszy również zagwarantowana w ustawie zasadniczej możliwość współdziałania Kościoła i państwa dla dobra człowieka i z tego właśnie powodu Kościół angażuje się w tę sprawę. Wskazał też, że poszukiwaniu kompromisu musi towarzyszyć nie tylko realizowanie woli większości, ale również "poszanowanie istotnych wartości ludzkich i moralnych" i tylko w ten sposób można realizować dobro wspólne. Przypomniał też - formułowany wcześniej przez Episkopat - katalog argumentów przeciwko in vitro, które mają charakter bynajmniej nie tylko teologiczny, ale antropologiczny, medyczny i etyczny. Dlatego - konkludował - że gdyby w kwestii ustawy dotyczącej in vitro katolicy zgodzili się na tego rodzaju kompromis, sprzeniewierzyliby się Ewangelii i "nauczaniu o godności człowieka".

Problem Komunii Św. dla polityków głosujących za in vitro

Pytanie o możliwość przystępowania do Komunii Świętej polityków głosujących otwarcie za in vitro zostało postawione w Polsce publicznie już w 2010 r. 18 maja tego roku w swym komunikacie Rada Episkopatu ds. Rodziny wyraziła ból z powodu odrzucenia poselskiego projektu „Contra in vitro”, który zakazywał w pełni stosowania procedury in vitro. Członkowie Rady przypomnieli, że „Kościół od zawsze broni najsłabszych, a zwłaszcza całkowicie bezbronnych, jakimi są dzieci poczęte. Należy pamiętać, że ci którzy je zabijają i ci, którzy czynnie uczestniczą w zabijaniu, bądź ustanawiają prawa przeciwko życiu poczętemu, a takim jest życie dziecka w stanie embrionalnym, w ogromnym procencie niszczone w procedurze in vitro, stają w jawnej sprzeczności z nauczaniem Kościoła Katolickiego i nie mogą przystępować do Komunii świętej, dopóki nie zmienią swojej postawy”. Oświadczenie to spowodowało szeroką debatę wokół kwestii ekskomuniki, jaka grozić może osobom dokonującym sztucznego zapłodnienia bądź je popierającym.

Kwestię tę bardziej precyzyjnie wyjaśnili wszyscy polscy biskupi uczestniczący w 352. Zebraniu Plenarny Konferencji Episkopatu w Olsztynie 18 i 19 czerwca 2010 r.

„Osoby stosujące procedurę in vitro i z niej korzystające – czytamy w komunikacie z obrad - są zagrożone popełnieniem ciężkiego grzechu zrywającego więź z Bogiem i osłabiającego jedność z Kościołem Chrystusowym. Taki zaś grzech sprawia samowykluczenie z Komunii eucharystycznej aż do czasu otrzymania przebaczenia w sakramencie pokuty i pojednania. Dlatego wszyscy wierni są zobowiązani do formowania prawego sumienia i osądu zgodnego z prawem naturalnym i prawem Bożym zawartym w nauczaniu Kościoła. Duszpasterze, katecheci i wszyscy ludzie dobrej woli mają obowiązek poznania, a następnie przekazywania pełnej prawdy o procedurach medycznych obiektywnie niemoralnych.”

Dokumentem najpełniej prezentującym tę kwestię jest oświadczenie przewodniczącego Rady Prawnej KEP z 3 sierpnia 2015 r. pt: "Sakramentalne konsekwencje głosowania i podpisania ustawy o in vitro". Abp Andrzej Dzięga w oparciu o prawo kanoniczne wyjaśnia, że "kto z katolików świadomie i dobrowolnie podpisuje się lub głosuje za dopuszczalnością metody in vitro, tym samym podważa communio, czyli swoją pełną wspólnotę z Kościołem katolickim (KPK, kan. 204-205, 208-214)". Popełnia bowiem grzech ciężki. A kto ma świadomość grzechu ciężkiego, nie powinien bez sakramentalnej spowiedzi przyjmować Komunii świętej. Zatem - wyjaśnia abp Dzięga - "jeśli ktoś świadomie i dobrowolnie opowiedział się przeciw godności człowieka przez głosowanie lub podpisanie ustawy legalizującej procedurę in vitro, a chciałby przystępować do Komunii świętej, najpierw powinien pojednać się z Bogiem i wspólnotą Kościoła przez sakrament pojednania, wyrazić żal za popełniony grzech, postanowić poprawę i dokonać zadośćuczynienia". A skoro "grzech popełniony publicznie, jakim jest udział w stanowieniu prawa naruszającego godność życia ludzkiego, stanowi szczególną formę zgorszenia. Z tej racji, taka osoba powinna ze swej strony powstrzymać się od przystępowania do Komunii świętej, dopóki nie zmieni publicznie swego stanowiska".

Katolicka Agencja Informacyjna