Drukuj


Od kilkunastu lat jeździliśmy całą rodziną do Krościenka z posługą. Dwójka dzieci, potem trzecie, byli mali, więc dla nich to były wakacje w ciekawym miejscu. Mąż zajmował się projektowaniem i montażem instalacji nagłośnieniowej na Kopiej Górce, a ja jeździłam po oazach i mówiłam prelekcje.

Przez ostatnie dwa lata nie przyjeżdżaliśmy do Krościenka, w tym roku też nie mieliśmy tego w planie. Dlatego dużą niespodzianką było dla mnie, gdy na początku II turnusu zadzwonili do mnie Krzysztof i Agata z prośbą o wsparcie ich w głoszeniu prelekcji, bo jest tak dużo oaz i zamówień, głównie zaplanowanych w czasie tajemnic bolesnych, że sami nie dadzą rady. Miałam wolny czas (jestem nauczycielem). Ale potrzebowałam dnia, żeby ostatecznie powiedzieć: tak.

Pojechałam z córką Magdą (11 lat).

Po dwuletniej przerwie, bez czasu na większe przygotowania. Ale wiedziałam, że mam wszystko w głowie, a reszta należy do Ducha Świętego.

Mówiłam do młodzieży od gimnazjum do studentów. Wozili mnie księża swoimi samochodami. Byłam jak paczuszka przekazywana z rąk do rąk, zwłaszcza w dniach, kiedy miałam dwie lub trzy prelekcje.

Prelegent jest siewcą. Na rekolekcjach ma bardzo komfortowe warunki, bo grunt jest już zaorany, przygotowany przez moderatorów i animatorów. Dlatego odbiór treści przez słuchaczy jest dobry. Powiem tak: mówi się wygodnie. Nawet jeżeli ktoś przeszkadza, to jest od razu przywoływany do porządku przez odpowiedzialnych. Dużo wygodniej niż w szkole. (odpowiedzialni dalej uprawiają grunt po naszym sianiu. A na plon trzeba czekać latami, nie my go będziemy zbierać.) Aczkolwiek kontakt z grupą różnie się układa , to zależy od wielu czynników, ale to nie jest ważne. Ważne jest to, aby mówić szczerze, naturalnie. Nigdy nie wiem, jakie słowa dla kogo mają szczególne znaczenie. I trzeba wierzyć, że Duch Święty zanosi je do tych serc, które tego szczególnie potrzebują. Nieważne są brawa (choć miłe), ale przekonanie, że nie powiedziałam jakiejś bzdury. Dla poczucia tej pewności, bardzo ważne jest, aby na prelekcji byli animatorzy i moderator. Z dwóch powodów. Po pierwsze, obecność kapłana jest dla mnie formą cenzury, czyli że na pewno mówię zgodnie z nauką Kościoła. Po drugie: odpowiedzialni wiedzą o czym była mowa i w rozmowach z uczestnikami mogą się odnieść do tych treści, wytłumaczyć, gdy ktoś czegoś nie rozumie. Zdarzyło mi się, że moderator potwierdzał swoim świadectwem to, co mówiłam o wrażliwości mężczyzn na ubiór dziewczyn, albo prosił o skorygowanie mojej wypowiedzi, gdyż użyłam skrótu myślowego i zgubiłam właściwy sens. Konkludując: obecność kapłana daje poczucie bezpieczeństwa prelegentowi i także wzmacnia jego autorytet.

Ja mówiłam konglomerat tematyczny, po trochu z każdego tematu, aby zasygnalizować pewne zagadnienia i zachęcić słuchaczy do poszukiwań i poszerzania swojej wiedzy. Ogólnie mój temat dotyczył czystości. Wychodziłam z błogosławieństwa: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą". Czystość serca jest drogą do szczęścia, a tego każdy pragnie. Tematyka: godność człowieka, różnice w psychice kobiety i mężczyzny jako dar, dar spotkania.

Spotykam się z młodzieżą od 20 lat. Czasy się zmieniły. Rozwinęła się technologia. Ludzie mają teraz nowe sposoby komunikowania się (telefony komórkowe, internet), młodzież jest narażona na ogrom pokus, jest bombardowana bodźcami erotycznymi także wtedy, gdy tego nie chce: reklamy, okładki gazet w kioskach, itd. Jednak człowiek się nie zmienia. Potrzeby młodych są takie same jak nasze 20 lat temu: akceptacji, miłości, itd. Tylko sposoby ich realizacji różne. Dlatego spokojnie można odwoływać się do własnego doświadczenia, do znanych nam emocji, wzruszeń, i mówić o ponadczasowości Ewangelii.

Po prelekcjach na Kopią Górkę wraca się jak do domu, do rodziny: wspólny posiłek tych, którzy akurat nigdzie nie wyjechali z posługą; wspólne nieszpory, Msza św. z jakąś oazą. Znajdzie się też czas aby pójść z rodziną na wycieczkę w góry, spłynąć Przełomem Dunajca, pójść do Małpiego Gaju, popływać w Zalewie Czorsztyńskim, zwiedzić zamek w Niedzicy.

Zawsze wracam z posługi jak z indywidualnych rekolekcji, które w sposób niepowtarzalny, Bóg zaplanował tylko dla mnie. Jest to szczególny dar Jego obecności w ludziach, z którymi mnie spotyka.

Pobyt na Kopiej Górce jest dotknięciem samego serca Ruchu. Zachęcam potencjalnych prelegentów, którzy jeszcze nie korzystali z okazji posługi w tym miejscu, do przyjazdu. Odwagi.

Jolanta Such-Białoskórska