Drukuj

fo.t AJCzy członkowie Diakonii Życia mają w Ruchu Światło-Życie wyłączność na mówienie o sprawach płci, przyjaźni, miłości, obronie życia? Stawiam to absurdalne pytanie mając nadzieję, że czytający uśmiechnie się z politowaniem. Bo przecież doskonale wiemy, że diakonia nie polega na wąskiej specjalizacji i wyłączności praw do mówienia o czymkolwiek.

 

Wspólnota dojrzałych chrześcijan, którą chcemy budować, nie ma być gronem zadufanych w sobie speców zazdrośnie strzegących własnej tajemnej wiedzy. Jest wręcz przeciwnie – każdy animator (lub moderator) powinien umieć zarówno „ustawić” służbę liturgiczną czy wyjaśnić przystępnie, dlaczego warto należeć do KWC. Każdy też powinien umieć wytłumaczyć (i uzasadnić!), na czym polega czystość i dlaczego jest wartością (nie tylko przed ślubem) i podjąć inne palące tematy związane z posługą Diakonii Życia. Nie chodzi oczywiście o wywody naukowe, a o proste wyjaśnienia, poparte świadectwem własnego życia. Nie jest to zresztą kwestia jakiegoś wyboru – zarówno osoby wchodzące w Ruch i te, wśród których żyjemy, stawiają nam najrozmaitsze pytania – jako osobom, które widzą jako zaangażowane w wierze – i musimy umieć na nie odpowiadać. Stąd poniższe uwagi, które nie są adresowane wyłącznie do „specjalistów z DŻ”, lecz do każdego, komu przyjdzie dać świadectwo w tej dziedzinie.

Warto bowiem wiedzieć JAK mówić – albo też jak nie mówić. Poniżej zamieszczam dwie główne zasady i kilka bardziej szczegółowych wskazówek, których przestrzeganie pomoże uniknąć pułapek, czyhających szczególnie, gdy chcemy mówić o sprawach delikatnych, dotykających głębi człowieka ,a takimi przecież zajmuje się Diakonia Życia.

Zasada numer jeden, bardzo ogólna: przede wszystkim zawsze przekazujemy Dobrą Nowinę.

Tym, co chcemy przekazać, jest zawsze dobro. Staramy się skupiać na przekazie pozytywnym. Zapominanie o tej zasadzie grozi tym, że wypowiedź zmieni się głównie w atakowanie myślących inaczej albo głoszenie dla głoszenia i budowania własnej pychy. A zaprzyjaźnieni psychologowie (i nie tylko) przypominają, że ludzie zapamiętują przede wszystkim rzeczowniki i czasowniki, partykuły takie jak „nie” już niekoniecznie. J

Równie ogólna jest zasada numer dwa: unikamy zbytnich uproszczeń.

Zbytnie uproszczenia to takie, które kwitują problem (szczególnie skomplikowany problem) jednym zdaniem, mającym zawierać diagnozę bądź rozwiązanie: „Homoseksualizm to brak ojca”; „Mężczyźni są nieczuli”; „Kobieta może się zrealizować tylko jako matka”. Przykłady można by mnożyć. Takie stwierdzenia niczemu nie służą (no, może poza połechtaniem ego wypowiadającego je, bo pokazał, że „się zna”) i niczego nie wnoszą, a mogą narobić sporo bałaganu w sercach ludzi zmagajacych się z konkretnym problemem.

Zasad ogólnych można by na pewno wymienić jeszcze kilka (np. nie wypowiadamy się o tym, na czym się nie znamy), ale poprzestanę na tych dwóch.

I teraz już kwestie bardziej szczegółowe – jak mówić (co mówić), by uniknąć konkretnych pułapek.

1. Tematyka czystości.

Temat, z którym styka się w rozmaitych wariantach na pewno każdy kapłan i chyba każdy animator. „Dlaczego nie przed ślubem?”

Mówiąc o czystości warto pamiętać, że do życia w czystości wezwany jest każdy człowiek i że nie można utożsamiać pojęcia czystości ze wstrzemięźliwością seksualną. To pierwsza ważna sprawa. Druga – to sposób argumentacji. Bardzo często próbując przekonać młodszych i starszych, że warto żyć w czystości (szczególnie mówiąc o czystości przedmałżeńskiej), podaje się szereg groźnych skutków wynikających z naruszenia czystości. Oczywiście, te skutki bywają opłakane. Ale przecież pierwszą racją przemawiającą za przestrzeganiem Bożego planu są konkretne korzyści! Radość! Życie zgodne z Bożym planem jest pełne i radosne (niekoniecznie łatwe). Jednym słowem – argumentacja nie może polegać na straszeniu mniej lub bardziej przerażającymi skutkami (co nie znaczy, że nie mamy o nich mówić, to kwestia proporcji i kolejności). Z tym wiąże się trzecia ważna sprawa: mówiąc o czystości zawsze trzeba powiedzieć, że jeżeli ktoś przekroczył Boże prawo w tej materii, Pan Bóg czeka na niego i gotów jest wybaczyć najgorszy nawet grzech. Dla każdego jest ratunek. Niestety, czasem można tak się skupić na ostrzeganiu przed grzechem, że człowiek, który ten grzech popełnił, nie widzi dla siebie ratunku. Pamiętajmy o zasadzie numer jeden. Co nie znaczy, że łatwo jest żyć z konsekwencjami grzechu i o tym też trzeba powiedzieć.

Mówiąc o czystości warto też pamiętać, że współżycie małżeńskie jest wielkim darem Pana Boga dla małżeństwa. Podejmowanie tego aktu poza małżeństwem jest złe przede wszystkim dlatego, że dzieje się poza małżeństwem. Należy unikać sugerowania, że jest coś złego czy podejrzanego w samym akcie małżeńskim jako takim, bo to byłoby poddawaniem w wątpliwość tego, jak stworzył nas Pan Bóg. A więc nie „współżycie jest złe”, tylko „podejmowanie współżycia poza małżeństwem jest złe” (podobnie jak podejmowanie go bez miłości i sprzecznie z naturą – nawet w małżeństwie).

2. Przekazywanie życia.

To dziedzina wokół której narosło wiele mitów (czasem mam wrażenie, że w świadomości społecznej funkcjonują głównie te mity) co do tego, czego wymaga nauka Kościoła. Warto więc nauczanie Kościoła poznać. Kwestie szczegółowe to oczywiście liczba dzieci w rodzinie (to małżonkowie mają rozeznać wielkodusznie i roztropnie jaka jest wola Boża dla ich rodziny, nikt im niczego nie ma prawa narzucić, patrz Humanae Vitae) i kwestia wyboru metody planowania rodziny (czyli praktycznego zastosowania tego, co rozeznali). Tu znowu stajemy przed pokusą argumentowania wymienianiem w nieskończoność (bo można niemal w nieskończoność) negatywnych skutków antykoncepcji, szczególnie antykoncepcji hormonalnej. To prawda, te negatywne skutki nie są wyssane z palca. Ale kwestią najważniejszą, kwestią absolutnie fundamentalną, jest postawa małżonków wobec ich własnej płodności i powiązania przekazywania życia ze współżyciem małżeńskim. Jeżeli to odrzucają, trudno jest mówić o postawie chrześcijańskiej. Odpowiadając więc na rozmaite wątpliwości, trzeba umieć to jasno wyrazić.

Problemem podnoszonym przez wielu jest oczywiście naturalne planowanie rodziny. Małżonkowie (i nie tylko małżonkowie) bardzo często opierają się na niepełnych wiadomościach, trochę na zasadzie „ktoś coś słyszał”. Warto więc nie przyklaskiwać pochopnie argumentom typu „nie da się” i jak ktoś twierdzi, że „nie da się”, to trzeba zawsze odsyłać do fachowców (zapraszamy na przykład na stronę www.oaza.pl/cdz/npr). Z drugiej strony nie ma co udawać, że zawsze i u wszystkich stosowanie NPR jest bezproblemowe. Choć problemy dotyczą niekoniecznie kwestii metody, trzeba się pochylać nad nimi i podpowiadać, gdzie można znaleźć rozwiązanie. Zasada „unikać zbytnich uproszczeń” ma tu jak najbardziej zastosowanie.

Tematyka przekazywania życia to także bardzo poważne kwestie bioetyczne: zapłodnienie pozaustrojowe, techniki wspomaganego rozrodu. Wiele emocji rodzi się po stronie zwolenników i przeciwników. Łatwo tu sięgać po argumenty demagogiczne (z obu stron) i łatwo zgubić cierpienie konkretnego człowieka, zacząć osądzać i potępiać. Łatwo też o krzywdzące (a nawet nieprawdziwe) uproszczenia, szczególnie, jeśli tematu i jego rozmaitych niuansów nie znamy dobrze. Lepiej odesłać do kogoś, kto ma szerszą wiedzę niż samemu namieszać (jak zawsze zresztą, to nie jest stwierdzenie szczególnie odkrywcze). No i pamiętajmy, że Pan Bóg pochyla się z troską nad nawet największym grzesznikiem.

3. Obrona życia.

Tematyka również budząca ogromne emocje. Nasz przekaz musi być pozytywny. A więc raczej mówienie prawdy o rozwoju człowieka i pięknie życia niż pokazywanie krwawych skutków aborcji. Są oczywiście sytuacje, kiedy to ostatnie jest jak najbardziej uzasadnione, ale na pewno nie jest tak zawsze. Tu również mówiąc o strasznym grzechu i jego konsekwencjach nie wolno zapominać o głoszeniu Bożego miłosierdzia. Przekazywanie prawdy o darze życia i o jego nienaruszalności powinno też być wolne od czułostkowości i tzw. grania na emocjach. Mamy za sobą jako społeczeństwo prawie 40 lat aborcji na życzenie i kolejne lata, w których aborcje są co prawda znacznie ograniczone, ale również się zdarzają. Jest więc wśród nas (również w Ruchu Światło-Życie, szczególnie wśród rodzin i dorosłych) bardzo wiele osób dotkniętych traumą aborcji bądź bezpośrednio, bądź pośrednio. Nasze mówienie powinno zawsze prowadzić do otwarcia na uzdrowienie i Boże przebaczenie. (Podkreślam, że nie chodzi o zagłaskiwanie problemu).

4. Powołanie kobiety i mężczyzny, role życiowe.

Kwestie poruszane głównie na oazach rodzin, ale na pewno nie tylko tam. Mam wrażenie, że ta tematyka jest wyjątkowo podatna na najrozmaitsze uproszczenia. Z jednej strony mamy przekaz mediów, które promują często skrajny indywidualizm i samorealizację za wszelką cenę (i po trupach niemalże), szczególnie w odniesieniu do kobiet, z drugiej wizję kobiety jako świętej i idealnej strażniczki ogniska domowego, a mężczyzny jako tego, który ten dom utrzymuje i nim włada. Mamy różne wizje małżeństwa „tradycyjnego”, „partnerskiego”, na dodatek połączone najczęściej z wartościowaniem i ocenianiem konkretnych postaw. „Wyznawcom” skrajności niezmiernie trudno jest się porozumieć (o ile porozumienie w ogóle jest możliwe), natomiast problemy zaczynają się, gdy którąś z tych wizji próbuje się pokazywać jako absolutnie obowiązującą. Pamiętajmy więc, że ani samorealizacja jako taka nie jest niczym złym, ani wszystkie kobiety czy wszyscy mężczyźni nie są tacy sami, ani też sposób realizacji powołania do małżeństwa i do rodzicielstwa nie musi być u wszystkich identyczny (ba, pewnie nawet nie powinien być). Mówiąc więc o tych sprawach warto kłaść nacisk niekoniecznie na konkretne (i do tego mające w zamyśle mówiącego obowiązywać wszystkich) rozwiązania, a raczej na priorytety i wartości, które powinny towarzyszyć podejmowaniu decyzji i kierować wyborami. Wszak chodzi o to, by człowiek (i małżonkowie razem) starał się wypełniać wolę Pana Boga, realizować Jego plan dla swego małżeństwa i rodziny w konkretnym czasie i na konkretnym etapie rozwoju.

Poruszane problemy zostały oczywiście jedynie zarysowane – każdy z wymienionych wyżej punktów można by rozwinąć w kilkustronicowy tekst (a i punktów pewnie można by też kilka dodać). Dlaczego piszę o tym w „Oazie”? Nie zawsze możliwe jest zaproszenie na rekolekcje doświadczonych prelegentów z Diakonii Życia, czasem zapraszamy osoby spoza Ruchu znające tematykę, a czasem moderator czy animatorzy muszą zmierzyć się z trudnymi pytaniami sami. Warto wiedzieć, czego nie powinno się pominąć, i co czasem należy do wykładu dopowiedzieć. Zdarza się bowiem, iż na oazie młodzieżowej czy studenckiej tak mocno akcentowana jest kwestia czystości, że ludzie wyjeżdżają z przekonaniem, iż grzechy w tej dziedzinie są najcięższymi z możliwych do popełnienia, a ci, którzy taki grzech popełnili, nie mają już żadnej szansy na szczęśliwe życie małżeńskie. Zdarza się na oazie rodzin tak silne kładzenie akcentu na (wielo)dzietność, że małżonkowie niemogący doczekać się potomstwa (lub kolejnego dziecka) wyjeżdżają z przekonaniem, iż są uważani za gorszych i niemalże godnych potępienia. Ale mogą zdarzyć się też sytuacje takie, że nauczanie Kościoła jest rozmywane lub przedstawiane w sposób niepełny czy nieprawdziwy. Podobne doświadczenia pojawiają się i w innych środowiskach, nie tylko oazowych. Zapraszam więc do refleksji, do szukania dróg i sposobów głoszenia Bożej Prawdy i piękna powołania do świętości i miłości tak, by uniknąć pułapek i prowadzić ludzi do Pana Boga.

Agata Jankowiak

artykuł ukazał sie w piśmie "Oaza" nr 104 (IV-VI 2012)