Marsz dla życia i rodziny w Łomży25 marca 2011 r. - Uroczystość Zwiastowania Pańskiego, Dzień Świętości Życia. Kiedy w piątek rano wstałam, ogarnęła mnie ogromna fala radości, takiej, że trudno było ją pomieścić... pomyślałam: dziś wielu ludzi wyjdzie na ulice, aby wykrzyczeć całemu światu: Kocham życie!

Parafia Bożego Ciała... Ks. bp Tadeusz Bronakowski w asyście wielu kapłanów sprawuje Najświętszą Ofiarę. Po skończonej Liturgii, niosąc w sercu Jezusa, wychodzimy na ulice naszej Łomży. Jest zimno i pada, wręcz sypie śnieg na zmianę z zimnym deszczem. Na ulicy kałuże wody... pomyślałam: no to Panie, masz teraz swoją drogę krzyżową - dzięki za takie warunki i taką pogodę... bo co to za trud przejść sobie „turystycznie" w procesji za Krzyżem?

Ogromny Krzyż spoczywa na barkach ludzi... powoli ruszamy. Cała Droga Krzyżowa jest krzykiem nienarodzonego dziecka – maleńkiej dziewczynki skazanej na śmierć... Razem z Jezusem niesie krzyż, razem z Nim idzie na Golgotę, aby umrzeć... w łonie swojej matki.

Kiedy dotarliśmy do katedry, wielki Krzyż niesiony na ramionach ludzi spoczął na stopniach prezbiterium... Gdy stałam na prezbiterium czekając aż wszyscy wejdą, nie mogłam wyjść z podziwu... Ludzie szli i szli, a Katedra wypełniała się transparentami, było ich bardzo dużo, niesione ponad głowami. Powiem szczerze, że była to niezła lektura. Czytałam te wszystkie treści z zapartym tchem, a słowa te zapadały coraz głębiej do mojego serca.

Przyglądałam się obrońcom życia... przemoczeni przez deszcz, ale jakże szczęśliwi! Jednak warto było podjąć trud wędrówki.

Każdy z obecnych mógł podjąć Duchową Adopcję Dziecka Poczętego. Kiedy poprosiłam Anię o świadectwo, zgodziła się natychmiast, bez żadnych pytań:

„Nazywam się Ania. Duchową adopcje podjęłam w duchu wdzięczności za własne życie, które było zagrożone .Jednak chcę podzielić się wydarzeniem z 2008 roku, kiedy to zrezygnowałam z podjęcia się modlitwy w obronie zagrożonego życia. Zdecydowałam, że ten rok odpocznę. Było to zwyczajne lenistwo. Jednak tydzień po 25.03, zadzwoniła do mnie bratowa, czy mogę modlić się za jej przyjaciółkę, która nie chce urodzić dziecka. Była spanikowana i bardzo przejęta sytuacją. Nie mając wymówki, zgodziłam się. Choć pytałam dwie koleżanki, czy nie podjęłyby się jej, każda już modliła się za dzieciątko duchową adopcją. Tydzień czy dwa tygodnie później, zaczęły targać mną pokusy, by zrezygnować. Jeszcze nigdy nie spotkały mnie takie trudności, męczyłam się okrutnie modląc za to dzieciątko. Brat, nie wiedzą o mojej rozmowie z jego żoną, powiedział mi imię matki oraz to, że w ostatnim czasie wiele ona uczyniła , by znaleźć, kupić środki wczesnoporonne. Nie udało się jej, a ja kontynuowałam modlitwę już bez większych przeszkód. Zrozumiałam wtedy też skąd moje trudności w dotrzymaniu przyrzeczenia.

Parę miesięcy później, gdy nadszedł czas rozwiązania, ciąża znalazła się w zagrożeniu. Myślałam, że już niedługo koniec modlitwy, gdy trzeba było ją przedłużyć, aż do urodzenia dziecka. Na świat przyszła dziewczynka. Śliczna, spokojna i pogodna Zosia. Matka jeszcze raz musiała zawalczyć o dziecko, gdy okazało się, że grozi mu poważna choroba. Dziś mija 18 miesięcy. Dziewczynka jest zdrowa, a matka cieszy się jej życiem.

Po raz pierwszy od kiedy podejmuję dzieło duchowej adopcji, znam imię matki i dziecka, a nawet znam matkę i dziecko. Poczytuję to za łaskę Bożą i potwierdzenie jak ważną modlitwą jest ta, która broni życia nienarodzonego. Chwała Panu!"

Wiele myśli, wiele wspaniałych treści przyniósł ten Marsz. Ogromne świadectwo! Zachwycona byłam młodzieżą, która bardzo licznie wzięła udział w tym zamanifestowaniu swojego TAK dla życia. WSZYSTKIM osobom zaangażowanym , którzy pomogli i zrobili wszystko, aby ten Marsz się odbył - z serca wielkie: Bóg zapłać!

Agnieszka Frydrych