Wśród par decydujących się na sztuczne zapłodnienie, wiele nie ma żadnych kłopotów z płodnością. Zamawiają w klinikach in vitro szczególny rodzaj usługi - wybór płci dziecka z powodów pozamedycznych, eufemistycznie nazywany „równoważeniem rodziny”.

Takie pary mają już własne dzieci, poczęte w sposób naturalny. Jedno, dwoje, a nawet troje. Problem polega na tym, że wszystkie są jednej płci – same dziewczynki, albo sami chłopcy. „Rodzice chcą, aby ich kolejne dziecko było odmiennej płci” -  wyjaśnia dr Daniel Potter, dyrektor medyczny HRC Fertility, sieci klinik in vitro w Kaliforni (USA).

Przeczytaj więcej na stronach Human Life International Polska.

in_vitro (fot. gazeta prawna)

Problematyka zapłodnienia pozaustrojowego wywołała w ostatnich miesiącach burzliwą dyskusję. Opublikowano wiele artykułów przedstawiających rozmaite stanowiska. Głos zabierali biskupi, kierując między innymi list do parlamentarzystów. Poniższy tekst pragnie przedstawić katolickie stanowisko w kwestii zapłodnienia pozaustrojowego, wskazując główne argumenty, które stanowisko to uzasadniają.

in vitro aPrzeprowadzone we wrześniu 2012 r. przez CBOS badania wykazały, że blisko 80 proc. Polaków akceptuje zapłodnienie pozaustrojowe in vitro, tylko 20 proc. jest mu przeciwne. Tymczasem – jak podkreślają przedstawiciele Kościoła – jest to procedura niegodziwa i nieetyczna niezależnie od wyznawanej religii i światopoglądu, która z wielu powodów powinna wzbudzać powszechny sprzeciw.

Abp-Henryk-HoserNiedobór refleksji etycznej, nieuwzględnianie praw dziecka i ogromna manipulacja – w taki sposób abp Henryk Hoser ocenia toczoną w polskich mediach debatę wokół zapłodnienia in vitro. W obszernym wywiadzie dla KAI krytykuje też sposób w jaki rozpoczęto w naszym kraju regulowanie procedury in vitro. Rozporządzenie Ministra Zdrowia jest arbitralną decyzji w celu osiągnięcia zamierzonych efektów politycznych partii władzy – uważa przewodniczący Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych.

 

Publikujemy treść wywiadu z abp. Henrykiem Hoserem, przewodniczącym Zespołu KEP ds. Bioetycznych:

in vitroKAI: Czy współczesna nauka potwierdza czy też podważa opinię, że dzieci poczęte metodą in vitro obciążone są wadami genetycznymi w stopniu większym aniżeli te poczęte w sposób naturalny?

– Zjawisko jest bardzo duże, staje się globalne, obserwacja natomiast stosunkowo krótka, bo najstarsza osoba na świecie poczęta tą metodą ma 34 lata, a w Polsce 25 lat.

Drugi problem: obserwacja jest bardzo niesystematyczna. Nie możemy więc podejść do tego problemu systemowo, możemy raczej mówić o projektach badawczych, grupach naukowców, których łączy wspólna pasja. Przypuszczam, że są ludzie, którym bardzo zależy na tym, żeby ta obserwacja nie była systematyczna i rzeczywiście systematyczna nie jest. Poza tym, żeby to zjawisko badać musimy mieć tzw. rejestry wad wrodzonych czyli dostęp do populacji dzieci poczętych z zastosowaniem ART [assisted reproductive technology – technologia wspomaganego rozrodu, wymienne określenie metody in vitro – przyp. KAI]. Takich rejestrów dedykowanych specjalnie technologii ART jest niewiele.

Pomimo pewnego braku tych badań w Polsce, wyniki jakie osiągają specjaliści na świecie są na tyle mocne, że można je drukować w takich tytułach jak "New England Journal of Medicine" czy "American Journal of Human Genetics" – najlepszych medycznych czasopismach świata.