Kiedy w Kalkucie wchodziłam do świątyni sekty Jainów, polecono mi zdjąć nie tylko buty - jak w innych świątyniach - ale również pasek od spodni i futerał z aparatu fotograficznego. Wytłumaczono mi, że są to przedmioty ze skóry, a aby uzyskać skórę, trzeba było zabić żyjące zwierzę. Niektórzy ortodoksyjni Jainowie noszą nawet przepaski na ustach, aby - oddychając - nie zniszczyć bakterii i żywych organizmów znajdujących się w powietrzu. Ludziom z kręgu kultury europejskiej taki sposób okazywania szacunku dla wszelkiego życia - wydaje się karykaturalny.

Krąg kultury europejskiej. Przynależność doń jest dla nas powodem do dumy. Wszystko tu jest humanitarne, wyważone, racjonalne, pozbawione przesady i skrajności "barbarzyńców". Europejczyk wie, że nie wolno zabijać, że życie jest wartością najwyższą. Zakłada instytucje dobroczynne, przeciwstawia się terroryzmowi, torturom i walczy o poszanowanie praw człowieka. Również praw kobiety do życia swobodnego, twórczego, zgodnego z jej zamiłowaniami i ambicjami. Więc i o prawo do usuwania niechcianej ciąży , która mogłaby takie życie skomplikować.

I tu - jakby po drodze - pojawia się jeden mały, mroczny i niewygodny próg: zlikwidowanie życia, którego wartość najwyższą przecież się głosi. Europejczyk zamyka w tym momencie oczy, przeskakuje ponad owym progiem jak najszybciej - i już jest mu dobrze, już może budować piękne teorie o wolności decyzji, prawie do samostanowienia i wyzwoleniu z przesądów i ciemnoty. Tamto zostało z tyłu, jak niewielki kamyk, o który człowiek się potknął i o którym chce jak najprędzej zapomnieć. Bo Europejczyk jest mądry, wyważony, racjonalny, uwolniony. I sam głęboko w to wierzy…

Pytanie

Na wystawie poświęconej obronie życia poczętych, wystawie, która przewędrowała przez wiele kościołów - jest plakat przedstawiający dwa palce ludzkiej ręki w monstrualnym powiększeniu. Z pomiędzy nich wychylają się stópki kilkutygodniowego płodu. Paluszki, pięta - skończony, uformowany kształt. Zobaczenie tego plakatu zamienia jakąś tam mglistą wiedzę - w świadomość. To jest ukształtowany, żywy człowiek, z bijącym sercem, z krwią, z genami swoich rodziców - prawdziwy człowiek, tyle że bardzo, bardzo mały.

Jest coś dziwnego w naszych emocjach i sposobie myślenia. Dziecko obdarzane jest miłością rodziców i wywołuje uśmiech nawet na twarzach obcych, tworzy się dla niego specjalne instytucje, programy, ordery uśmiechu, uważane jest za największy skarb rodzin i całych społeczeństw. Dopiero wtedy jednak, kiedy jest już na zewnątrz, kiedy otacza je nie łono matki, tylko powietrze; kiedy można je zobaczyć okiem i dotknąć palcem. Jeżeli dziecko umiera w parę godzin, a nawet w parę minut po urodzeniu - jest to dla rodziców tragedią. Jeżeli umiera na kilka tygodni przed urodzeniem - jest to na pewno bolesnym przeżyciem, ale liczy się głównie zawiedziona nadzieja i bezowocność poniesionego trudu w czasie trwania ciąży. Jeżeli umiera, a raczej zostaje zabite w wieku dwóch, trzech miesięcy - a jest już takie samo, tylko mniejsze - nie wywołuje to żadnych emocji. Ot zabieg, po którym trzeba parę dni poleżeć i uwolnienie od kłopotu.

Można by zadać pytanie czemu owo "wewnątrz" i "na zewnątrz" ma takie magiczne znaczenie" I od ilu centymetrów wzrostu zaczyna się miłość?

Ewa