fot. zgZna to chyba każda kobieta, która bez pomocy gosposi lub dobrej babci musi sobie radzić z domem i pracą zawodową.  ("Mój ojciec miał zawsze w szafie wyprasowane koszule i obiad z trzech dań na stole" - powiedział pewien mężczyzna do żony z wyrzutem. "Ale ja nie pracowałam, a ojciec zapewniał pannę służącą!" - zgasiła go obecna przy tej rozmowie matka).

No właśnie. A bez owej "panny służącej"?

Rano trzeba wyprawić dzieci do szkoły, podgotować obiad, trochę ogarnąć mieszkanie i już można iść do pracy. Koło trzeciej telefon do domu: odrabiajcie lekcje, obierzcie kartofle itp. W drodze powrotnej zakupy. Szybka akcja w kuchni i siadamy do późnego obiadu. Potem pranie, zmywanie, prasowanie, cerowanie… Zupa na jutro, posprzątać kuchnię i już można… no co? Obejrzeć telewizję? Poczytać? Modlić się? Spokojnie porozmawiać z rodziną? Jeśli jeszcze jest choć trochę siły…

Zwyczajny KIERAT i tyle. A do kieratu być może nadają się konie - ludzie na pewno nie. Tak myślałam siedząc wieczorem (a właściwie nocą), w nareszcie uciszonym domu. Czy tego właśnie chce dla mnie Pan Bóg? Czy to może kara za grzechy?

Wyżaliłam się niegłupiemu Księdzu, a on mi na to: "Czy myślisz, że Matka Boża miała lżejsze życie?" Hmm… przedstawia się Ją często, jako osobę o delikatnych dłoniach, klęcząca na aksamitnej poduszce i ubraną w jedwabie. Ale naprawdę Jej ręce musiały przecież być popękane od ciężkiej pracy, a sukienka szorstka i spłowiała. Nie miała też czasu na poduszki…

Maryja była biedną kobietą w czasach, kiedy biedne kobiety miały bardzo ciężkie życie. Całymi dniami krzątała się wokół prac, jakie wówczas należały do płci nazywanej słabszą, wykonując je spokojnie i z miłością. A były to zajęcia o wiele cięższe niż to, na co narzekają dzisiejsze kobiety (nawet pracujące na dwóch etatach). Chleba, ani nawet mąki, nie kupowało się wtedy w sklepie. Trzeba było ją zemleć w ciężkich, kamiennych żarnach, przynieść drewno, rozpalić piec chlebowy… Dwa tysiące lat temu nie było też pralek, ani proszków do prania, ani nawet wody w kranie. Wodę nosiło się w glinianych dzbanach, a żeby mieć czyste ubranie, trzeba było się ciężko napracować.

Zaspokajanie zwykłych potrzeb rodziny wymagało pracy od rana do wieczora. I nie wchodziły w grę żadne dyskusje o tym, co należy do obowiązków kobiety, a co nie; każdy wiedział, że troska o dom to jej wyłączna domena.

Najbardziej uduchowiona Osoba w dziejach świata nie żyła w kontemplacyjnym klasztorze. Czas na modlitwę musiała wykroić z wypełnionego pracą dnia, choć na pewno każde Jej zajęcie miało walor modlitwy, a cały dzień upływał w Bożej obecności.

Bóg jest Tajemnicą, która objawia się ciągle po trochu w codziennych wydarzeniach. Wysiłek przyjmowania tego, co niesie każdy dzień i zgoda, aby Bóg obecny w wydarzeniach ciągle kwestionował nasz porządek - to najgłębszy trud życia duchowego - powiada Mądry Ksiądz

Ojej, jeśli moja codzienność jest miejscem Objawienia, jak bardzo powinnam Ją kochać i z jaka wdzięcznością przyjmować! Zamiast ciągle chcieć, żeby było jakoś inaczej…

Elżbieta Malicka