fot. kajaWiecie same, ile poświęcenia wymaga się dzisiaj od kobiety. Świat współczesny bardzo wiele od was żąda.  Obarczone zadaniami rodzinnymi musicie często pracować zarobkowo. Zawsze współczuję, gdy widzę, jak kobiety spieszące do biur i fabryk popychają przed sobą nerwowo wózek albo niosą dziecko, wyrwane z najlepszego snu, do żłobka lub przedszkola. Jest w tym zrzucenie na barki kobiety obowiązków podwójnych: pracy wychowawczej i zarobkowej.

A jednak sobie radzicie, pomagacie wszystkim. Kto więc wam pomoże?
Pomoże wam Matka Chrystusowa.
Pamiętajcie zawsze o zadaniu, jakie wyznaczył wam Stwórca. Macie być pomocą, w każdej chwili i w każdej sytuacji. W domu rodzinnym, w pracy zawodowej, w kościele, na ulicy, w sklepie - gdzie tylko się da, bo wszędzie człowiek czeka na waszą kobiecą, macierzyńską dobroć i pomoc.
Pomagajcie wszystkim! Mężowi, dzieciom, starym rodzicom, dalszej rodzinie, sąsiadom, kolegom i koleżankom waszych dzieci, znajomym i ludziom nieznanym, ale o których wiecie, że są biedni, samotni, stęsknieni za czyjąś życzliwością.
Pomagajcie w każdy sposób dla was dostępny! Pomagajcie sercem, miłością, usłużnością, dobrym czynem, słowem, uśmiechem, radą, pociechą, życzliwym spojrzeniem. Pomagajcie pracą rąk waszych; pomagajcie kromką chleba, kawałkiem odzienia, użyczeniem dachu nad głową, podaniem lekarstwa… Nieraz żyje obok was w tej samej kamienicy człowiek biedny, samotny, na skraju ostatecznej nędzy. Nikt o nim nie myśli, nikt mu nie pomaga, otoczony jest ludźmi dobrze się mającymi i… praktykującymi katolikami. Nie czekajcie na innych - wy mu pomóżcie!
Pomagajcie apostolstwem, głoszeniem i przybliżaniem Chrystusa ludziom, głodnym Boga!
Kobiety są powołane do tego, aby dźwigały innych wzwyż.
Gdy będziecie rozmawiały z koleżankami, nie poruszajcie sprawy malowania się. Tak nieraz czynią księża, mówiąc: znowu się umalowała. Słusznie odpowiedziała jedna z nich takiemu księdzu:
- A co księdzu do tego? Ja nie dla księdza, ja dla swego męża się umalowałam.
To nie są sprawy najważniejsze, to nie są dogmaty czy jakieś tragiczne problemy. Trzeba zostawić tę sprawę w spokoju, byleby tylko nadać jej właściwy sens. Trzeba dziś uświadamiać człowiekowi w jego współczesnym pędzie do piękna, że piękno musi być wszechstronne, a piękno fizyczne jest uwarunkowane pięknem duchowym. Wtedy spełnią się słowa natchnione: "Niewiasta bojąca się Boga, ta będzie chwalona".

Bydgoszcz, 21 VI 1970 r.

Nieraz słyszę od różnych ludzi, bardzo zajętych i zapracowanych, że nie mają czasu na sen w skutek tego są zmęczeni, bez humoru. Pracują w dzień i pracują w nocy, zmęczą się, nie wypoczną, a potem udręka i cierpienie. Tymczasem sam Pan Bóg tak urządził życie człowieka na globie, że czas podzielił na dzień i noc. Ktoś mówił: Jakie to szczęście, że między jednym dniem a drugim jest noc, bo w nocy można zrobić wszystko, czego się nie zdążyło zrobić za dnia. I tak można sobie Bożą Opatrzność interpretować. Nie radziłbym jednak z tego korzystać.
Trzeba się bardzo pilnować, aby na skutek zarywania nocy nie wpaść w stan schorzenia, osłabienia odporności psychicznej, czy nawet psychozy.

Warszawa 1964 r.

Jednym z największych niepokojów w Kościele katolickim jest niepokój, wytwarzany przez kobiety. Dlatego księża tak często złoszczą się na "apostołki", bo widzą, że one mają niekiedy więcej gorliwości, troski, niepokoju i zapobiegliwości w sprawach Bożych aniżeli statyczni, działający według norm prawa kanonicznego biskupi i kapłani.
Ale właśnie to jest Kościół macierzyński. I jego macierzyństwo musi być delikatne. Dlatego Kościół ma Matkę Chrystusową, która ogarnia wszystkie sprawy swojego Syna; dlatego ma takie rzesze kobiet, które niekiedy zamęczają ludzi swoją gorliwością. Kobiety, zakonnice, prezeski stowarzyszeń na swoich zebraniach i zjazdach potrafiły dyskutować nie tyle o prawdach teologicznych, ile raczej o tym, jakby tu przymnożyć jeszcze dobra, jak okazać serce, jak zaopiekować się, ubrać, nakarmić, napoić, w dom przyjąć.
Dlatego Maryja-Kobieta nie napisała ani jednej Ewangelii, ale wykarmiła Słowo Boże. A panowie napisali ich tyle, że Kościół uznał za kanoniczne aż cztery.

Warszawa, sierpień 1964 r.

Księga Rodzaju wyraźnie mówi, że motywem stworzenia kobiety była niewystarczalność mężczyzny. Dał im prawo, które świadczy o równorzędności ich zadań, przy odmiennych właściwościach somatycznych i psychofizycznych.
Musimy przyjąć jako zjawisko stałe, które wymaga pewnej harmonii i dyscypliny wewnętrznej dwojga, ich naturalne zainteresowanie sobą, dążenie do siebie, a nawet przyjaźń. Znamy takie przyjaźnie w sferze zainteresowań duchowych, intelektualnych czy nawet ascetycznych.
Nie jesteśmy jednak jeszcze na właściwej drodze do należytego widzenia problemu. Mogą być tak subtelne psychiki i tak ukształtowane, że niepokoją się każdym zainteresowaniem jednej strony przez drugą, chociażby bez żadnych konsekwencji i uzależnień od siebie. Ale dopiero wtedy, gdy w wyniku wzajemnego zainteresowania się powstaje potrzeba współdziałania jednej strony z drugą, prowadzącego do zagubienia na pewnym odcinku swojej suwerenności duchowej - co mogłoby niekiedy być nazwane psychiczną niewolą - wtedy można by się zastanowić nad zagadnieniem ładu moralnego w tym, choćby duchowym współżyciu dwojga. Nie można wykluczyć takiego zjawiska, dlatego, że nie wszyscy powołani są do współdziałania, do niesienia sobie wzajemnie pomocy.
Wiemy, że ze względu na psychiczny charakter człowieka, niesienie duchowej pomocy drugiej stronie bez żadnego zaangażowania fizycznego, nie zawsze jest możliwe.
Skala między naturalnym dążeniem dwojga ku sobie jest bardzo rozległa i zróżnicowana. Może być zainteresowaniem, może nawet być upodobaniem, może być nawet zadowoleniem - zwłaszcza gdy mamy przed sobą ludzi o cechach charakteru, właściwościach psychicznych, intelektualnych czy fizycznych, odpowiadających nam. Jest to właśnie ta szeroka i rozległa skala relacji "on i ona", zróżnicowanych stanów, które są przyczyną najrozmaitszych form pomocy, życzliwości i przyjaźni, bez konfliktu moralnego.

Warszawa, 15 lutego 1981 r.

kard. Stefan Wyszyński, Godność kobiety