fot. MSZNa naszym kontynencie nadal utrzymują się pewne formy nierówności kobiet i mężczyzn i trzeba o tym mówić i z nimi walczyć. Taki pogląd przeważa wśród grupy polskich posłów do Parlamentu Europejskiego, którzy wypowiedzieli się w tej sprawie na prośbę KAI.

KAI: Czy odpowiadają prawdzie twierdzenia grup feministycznych, że kobiety w Europie i w Polsce nadal musiały walczyć o swe prawa? Jeśli tak lub nie, to dlaczego?

Ryszard Czarnecki (RCz; Prawo i Sprawiedliwość – PiS): Kobiety w Europie, także w Polsce bywają rzeczywiście dyskryminowane, lecz akurat nie w tym obszarze, którym interesują się feministki. Chodzi o nierówności płacowe, społeczne czy w zakresie praw pracowniczych, czyli o dyskryminację zawodową. Tymczasem feministki skupiają się na ideologicznej i dość żenującej intelektualnie walce o prawo do zabijania dzieci poczętych, o dowartościowanie homoseksualistów i lesbijek i tym podobne sprawy, które zupełnie nie obchodzą większości kobiet w Polsce (i w Europie).

Elżbieta Łukacijewska (EŁ; Platforma Obywatelska - PO): Uważam, że tak, ponieważ kobiety nadal zarabiają mniej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach, rzadko są powoływane na stanowiska menedżerskie, to im pracodawcy zadają przy zatrudnianiu pytania o plany związane z małżeństwem, ciążą czy rodziną a w niektórych środowiskach w dalszym ciągu króluje pogląd, że kobieta najlepiej sprawdza się w domu i w kuchni.

Joanna Skrzydlewska (JS; PO): Nie wydaje mi się, by właściwe było przypisywanie uprawnienia do walki o prawa kobiet tylko tzw. grupom feministycznym. Bardzo wiele innych kobiet też dostrzega potrzebę zabiegania o równość praw mężczyzn i kobiet. Ja osobiście nie jestem feministką, ale za bardzo ważne uznaję przypominanie i mówienie, że i kobiety, i mężczyźni, niezależnie od płci, mają prawo do równego traktowania. A w tym zakresie niestety jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia i to we wszystkich państwach członkowskich UE. To, że kobiety zajmują gorszą pozycję na rynku pracy, bo rodzą, wychowują i opiekują się dziećmi czy też na równorzędnych stanowiskach są gorzej wynagradzane niż mężczyźni, jest bezsporne. Dlatego uważam za swój obowiązek zwracanie na to uwagi, aby zapobiegać podobnym stereotypowym i krzywdzącym kobiety nierównościom. Jestem przekonana, że uświadamianie tych spraw społeczeństwu na pewno wpłynie na szybsze zniwelowanie owych różnic i temu między innymi służyło moje wystąpienie na ostatniej sesji Parlamentu Europejskiego.

Konrad Szymański (KSz; PiS): W Europie panuje równość kobiet i mężczyzn, najczęściej potwierdzona w konstytucjach. Z prawnego punktu widzenia osiągnęliśmy optimum. To, co podnosi się w debacie publicznej jako równouprawnienie kobiet, jest najczęściej próbą osiągnięcia celów ideologicznych, ubranych w kostium równości, które jednak nie mają nic wspólnego z równością kobiet i mężczyzn. Takim przykładem jest aborcja. Feministki same pozbawiają się prawa do mówienia o równości kobiet, gdy milczą o zabijaniu 100 milionów dziewczynek w ramach aborcji wybiórczej właśnie ze względu na płeć. Sprawę równej płacy za taką samą pracę można rozwiązać jedynie przez elastyczne formy zatrudnienia. Ingerencja państwa w swobodę kontraktową jest niedopuszczalną formą ograniczania wolności gospodarczej. Przemoc wobec kobiet nie powinna być traktowana w oderwaniu od zwalczania przestępczości jako takiej. To sprawa skutecznej ochrony praw każdego człowieka przez wymiar sprawiedliwości.

KAI : Czy kobiety w Polsce maja mniej (lub więcej) praw niż kobiety w innych krajach Europy?

RCz: Ciekawe, że bez żadnych sztucznych parytetów Polska ma więcej kobiet w swoim parlamencie niż 14 innych krajów członkowskich Unii Europejskiej. Z całą pewnością, gdy chodzi o prawa pracownicze i ogólnie stosunek pracodawców do kobiet, sytuacja u nas jest lepsza niż w wielu krajach południowej Europy. Nie uważam natomiast, aby ustawy pozwalające na prawne zabijanie dzieci nienarodzonych w szerszym wymiarze, niż to dzieje się w Polsce, były przejawem praw czy wolności kobiet. Mam wrażenie, że jest wręcz odwrotnie.

EŁ: Z pewnością w porównaniu z kobietami z krajów afrykańskich czy arabskich mamy o wiele więcej praw.

JS: Myślę, że zarówno w Polsce, jak i w innych krajach Europy problemem jest nie ilość praw – czy jest ich dużo czy mało, ale rzeczywista możliwość korzystania z nich oraz to, czy kobiety są traktowane tak samo jak mężczyźni. Jak już wspomniałam, różnice ze względu na płeć najbardziej widoczne są w stosunkach: pracodawca-kobieta pracownik. Pozycja kobiet na rynku pracy wciąż jest gorsza niż pozycja mężczyzn i pozostawia wiele do życzenia. Problem ten niestety dotyczy wszystkich krajów członkowskich i borykają się z nim wszystkie Europejki.

KSz: Równość kobiet i mężczyzn jest w Polsce zasadą konstytucyjną. Mamy znacznie dłuższą tradycję poszanowania praw kobiet, np. w zakresie praw wyborczych, niż w wielu innych krajach europejskich.

KAI: Czy obowiązkowy parytet na listach wyborczych jest uzasadniony i potrzebny?

RCz: Nie. Mieliśmy w Polsce – bez żadnych parytetów – kobiety na stanowiskach premiera, prezesa NBP, było i jest wiele kobiet-ministrów i szefów urzędów centralnych. Parytety są sztuczne i naprawdę wcale nie akceptuje ich duża część kobiet. Tzw. „pozytywna dyskryminacja" może więc przynieść skutek odwrotny do zamierzonego.

EŁ: Z pewnością wprowadzenie parytetu na listach wyborczych w opinii wielu stawia kobietę w kategorii osoby uprzywilejowanej, której nie wiedza i umiejętności stworzyły szansę znalezienia się na listach, ale sztuczny parytet. Niemniej jednak do tej pory wiele wspaniałych kobiet, jeżeli startowały w wyborach, to z odległych miejsc, które nie dawały im szans na zdobycie mandatu. Z tego powodu uzasadnione jest wprowadzenie parytetu a reszta i tak jest w rękach wyborców.

JS: Osobiście nie byłam zwolenniczką parytetów. Uważam, że decyzję o czynnym włączeniu się w życie publiczne każdy, bez względu na płeć, podejmuje indywidualnie, określając jednocześnie swoje zadania do wykonania w działalności społecznej. Parytety na listach wyborczych zabezpieczają prawa zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Przyjmuję je jako jedno z narzędzi zapewniających równe traktowanie płci w dziedzinie aktywności publicznej.

KSz: Parytet płci jest ideologiczną ingerencją w wolność wyborów. Płeć nie jest żadnym kryterium właściwego wyboru z punktu widzenia dobra wspólnego, któremu służyć powinna demokracja. Zapewne wśród kobiet jest tyle samo osób dysfunkcyjnych, nadpobudliwych, egoistycznych czy też niedouczonych, co w środowisku mężczyzn. Z takiego w każdym razie założenia powinna wychodzić filozofia polityczna oparta na zasadzie równości kobiet i mężczyzn.

KAI : Dlaczego instytucje Unii Europejskiej, które tak mocno walczą o równość w innych sprawach, ciągle jeszcze nie skorzystały ze swoich prerogatyw wobec krajów członkowskich i nie wymogły na nich jednakowego wynagrodzenia kobiet i mężczyzn na tych samych stanowiskach pracy?

RCz: Jest to przykład ideologizacji i instrumentalnego traktowania kobiet: walczy się o prawo do tzw. aborcji, czyli zabijania ludzi, a w praktyce lekceważy się sprawę tej samej płacy dla kobiet i mężczyzn oraz sprawy pracownicze. No cóż, dla większości posłów do Parlamentu Europejskiego ważniejsze są ideologia, aborcja, "prawa" środowisk homoseksualnych niż zapewnienie sprawiedliwości i równości płci w sprawach zawodowych. Dziwne, ale prawdziwe.

EŁ: Na forum Parlamentu toczone są dyskusje o nierówności płci między kobietami i mężczyznami, o ubóstwie wśród kobiet, o wyższym świadczeniu emerytalnym kobiet itd. Jednakże szczegółowe regulacje muszą wprowadzić kraje członkowskie.

JS: Myślę, że instytucje UE wielokrotnie dawały wyraz temu, że zabiegają o zapewnienie równego traktowania kobiet i mężczyzn w życiu publicznym. Parlament Europejski w tej sprawie jednoznacznie określił swoje stanowisko w uchwalanych wytycznych i rezolucjach. Również w wielu systemach prawnych państw członkowskich wyraźnie i jasno określono zasady zabraniające jakiejkolwiek dyskryminacji ze względu na płeć. W polskim prawie zasada ta, jako jedna z ważniejszych, wpisana została do Konstytucji, z czego można by wnioskować, że w takim razie u nas nie będzie już dyskryminacji kobiet np. przy dostępie do rynku pracy czy przy wynagradzaniu mężczyzn i kobiet za pracę na tych samych stanowiskach. Niestety tak nie jest. Raz jeszcze potwierdza się to, co powiedziałam wcześniej, że problemem jest nie ilość przepisów, ale rzeczywista możliwość korzystania z nich. Tu ciągle jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Dlatego zarówno UE, jak i państwa członkowskie muszą wspierać ideę równego traktowania kobiet i mężczyzn i przeciwstawiać się jakimkolwiek formom nierówności ze względu na płeć.

KSz: Unia Europejska nie ma i nie powinna mieć prawa ingerowania w prawo pracy, które powinno szanować w stosownym wymiarze zasadę swobody kontraktowej. Nie powinny tego czynić również państwa członkowskie.

 

Katolicka Agencja Informacyjna