Cud księdza Blachnickiego

ks. Marek SzkudłoZ Ruchem Światło-Życie związany jest również ks. Marek Szkudło, mianowany dziś biskupem pomocniczym w Katowicach.

Oto fragment wywiadu, jakiego udzielił dziś serwisowi Gosc.pl

Dwaj biskupi pomocniczy mocno związani z oazą. Czy w tym palce maczał…

Ks. Blachnicki? (śmiech). Myśmy tak po cichu mówili, że to może jest cud księdza Blachnickiego, bo rzeczywiście mamy doświadczenie oazy. Moderator generalny, ks. Adam, ma je zapewne większe, ale ja byłem z moderatorem, najpierw diecezjalnym, potem generalnym, ks. Bolczykiem pod jednym dachem przez 13 lat w parafii św. Michała w Katowicach. I rzeczywiście od tego czasu miałem kontakt z Ruchem Światło-Życie, prowadziłem oazy młodzieżowe, a potem z katechetkami, nauczycielami. Także jest mi to bliskie i wiele zawdzięczam temu ruchowi. Mówię to wszem i wobec.

Oto wypowiedź ks. Henryka Bolczyka:

Zdarzało się, żeśmy razem wyjeżdżali na urlop. No i wtedy wszyscy mówili: „Ludzie, to jest już prawdziwa eschatologia: lew z koźlęciem, proboszcz z wikarym na wakacjach?!” – wspomina ks. Henryk Bolczyk, były moderator generalny Ruchu Światło-Życie, proboszcz i przyjaciel biskupa nominata ks. Marka Szkudły.

fragmenty artykułu z serwisu Gosc.pl

W 1981 r. ks. Szkudło znalazł się w Katowicach, gdzie przez 13 lat mieszkał przy parafii św. Michała Archanioła, najpierw jako wikary, potem rezydent. To właśnie tam zaprzyjaźnił się ze swoim proboszczem ks. Bolczykiem. W czasach solidarnościowych i w okresie stanu wojennego przeprowadzali długie rozmowy. Ks. Bolczyk, jako kapelan górników strajkujących na „Wujku”, zanim wybuchł stan wojenny, w ich ewangelizację „wciągnął” także ks. Szkudłę. „Dla młodego księdza, który szukał wzorca mądrej, roztropnej i odważnej służby kapłańskiej, 13 prawie lat przeżytych u boku ks. Henryka było prawdziwą lekcją duszpasterskiej mądrości. Wspólna modlitwa, przeżywane doświadczenia, wspólne szukanie mądrych rozwiązań stały się źródłem prawdziwej przyjaźni” – miał powiedzieć po latach przyszły biskup.

 Ks. Bolczyk zaraził ks. Szkudłę oazą. I to ona, jak wspomina przyszły biskup, stała się dla niego kolejną wiązanką kwiatów od Pana Boga. W ruchu na nowo poznał to, czego uczył się na studiach teologicznych: miłość do liturgii, Kościoła, słowa Bożego, wartość wspólnoty.