|
pobierz
studium w formacje pdf
Podczas tegorocznej Kongregacji Odpowiedzialnych Ruchu Światło-Życie
będziemy w sposób szczególny pochylali się nad hasłem roku formacyjnego
2010/2011 „Słuchać Pana”. Aby każdy uczestnik XXXV Kongregacji Odpowiedzialnych
Ruchu Światło-Życie mógł dobrze i owocnie przygotować się do udziału w naszym
dorocznym spotkaniu, został przygotowany zestaw materiałów do osobistego studium
i medytacji. Zachęcam do lektury i przemyślenia tych treści, aby poprzez
osobistą refleksję, pytania, a także odkrywcze wnioski przygotować się do
przyjęcia inspiracji, które przyniesie tegoroczna Kongregacja Odpowiedzialnych.
Materiały te mogą oczywiście wykorzystać do własnej modlitwy i formacji także
osoby, które nie będą brały bezpośredniego udziału w Kongregacji, dlatego
zamieszczamy je na stronie internetowej naszego Ruchu. Niech najbliższy czas
będzie zatem pełen pytań i refleksji nad tym, w jaki sposób staramy się słuchać
Pana w słowie Bożym, w modlitwie, w liturgii, w nauczaniu Kościoła, w znakach
czasu i w osobistej modlitwie. Nasze wspólnotowe wsłuchiwanie się w głos Pana
wyda zapewne wiele dobrych owoców w nadchodzącym roku formacyjnym.
Ks. Adam Wodarczyk
Moderator Generalny Ruchu
Światło-Życie
Słuchać
Objawienie biblijne jest w swej istocie słowem Bożym skierowanym do
człowieka. Dlatego właśnie według Biblii „wiara rodzi się ze słyszenia” (Rz 10,
17), podczas gdy w misteriach greckich i w gnozie wschodniej stosunek człowieka
do Boga jest oparty przede wszystkim na wizji.
1. Człowiek powinien słuchać Boga
a) Słuchajcie – woła prorok korzystając z powagi Boga samego (Am 3, 1; Jer 7,
2). Słuchajcie – powtarza mędrzec w imię własnych doświadczeń i osobistej
znajomości Prawa (Prz 1, 8). Słuchaj, Izraelu – mówi każdego dnia na nowo
pobożny Izraelita chcąc, by go przeniknęła wola jego Boga (Pp 6, 4; Mk 12, 29).
Słuchajcie – podejmuje to samo wezwanie sam Jezus, Słowo Boże (Mk 4, 3. 9
paral.).
Otóż według hebrajskiego znaczenia słowa
prawda, słuchać, przyjmować słowo Boże – to nie znaczy nadstawiać ucha na
prawdę, to znaczy otworzyć na nią swoje serce (Dz 16, 14) i wprowadzać ją w
życie (Mt 7, 24 nn); to znaczy po prostu być posłusznym, uległym. Na tym właśnie
polega posłuszeństwo w wierze, którego domaga się usłyszane przepowiadanie
(Rz 1, 5. 10, 14 nn).
b) Ale człowiek nie chce słuchać (Pp 18, 16. 19), i na tym polega jego
dramat. Jest głuchy na wołanie Boże; jego ucho i serce są nieobrzezane (Jer
6, 10; 9, 25; Dz 7, 51). Oto grzech Żydów, na który natknął się Jezus: „Wy nie
możecie słuchać mojej nauki... Kto z Boga jest, słów Bożych słucha. Wy dlatego
nie słuchacie, że z Boga nie jesteście” (J 8, 43. 47).
W rzeczywistości sam Bóg może otworzyć ucho swojego ucznia (Iz 50, 5; por. 1
Sm 9, 15; Job 36, 10), „przekłuć” je, żeby gdy nadejdą czasy mesjańskie,
głusi słyszeli, a cuda Jezusa oznaczają, że wreszcie lud głuchy zrozumie
słowo Boże i będzie mu posłuszny (Iz 29, 18; 35, 5; 42, 18 nn; 43, 8; Mt 11, 5).
To właśnie oznajmia uczniom głos z nieba: „To jest mój Syn najmilszy, w
którym mam upodobanie, Jego słuchajcie”! (Mt 17, 5 paral.).
Maryja, przywykła do wiernego zachowywania słów Bożych w swym sercu (Łk 2,
19. 51), została ubłogosławiona przez swego Syna Jezusa, gdy objawiał
głęboki sens Jej macierzyństwa: „Błogosławieni są ci, którzy słuchają słowa
Bożego i zachowują je” (Łk 11, 28).
2. Bóg słucha człowieka.
W swej modlitwie człowiek żąda od Boga, żeby go słuchał, to znaczy żeby
zaspokoił jego pragnienie. Bóg nie słucha jednak ani niesprawiedliwych, ani
grzeszników (Iz 1, 15; Mi 3, 4; J 9, 31). Słucha natomiast ubogiego, wdowy i
sieroty, pokornych i więźniów (Wj 22, 22-26; Ps 10, 17; 102, 21; Jk 5, 4).
Słucha sprawiedliwych, pobożnych i tych, co pełnią Jego wolę (Ps 34, 16. 18; J
9, 31; 1 P 3, 12) i co proszą zgodnie z Jego wolą (1 J 5, 14 n). A jeśli
Bóg wysłuchuje ludzi, to dlatego, że słucha On „zawsze” swego Syna Jezusa (J 11,
41 n), przez którego przechodzą zawsze modlitwy chrześcijanina.
Słownik Teologii biblijnej, Poznań 1990, s. 885-886.
*****
Słuchanie Słowa Bożego
Chrześcijański styl życia braci zasila się wiarą w Chrystusa a krzepi łaską
chrztu i słuchaniem słowa Bożego. Przejawia się zaś w osobistej modlitwie, w
rozważaniu Pisma Świętego, w życiu chrześcijańskiej rodziny, w kulcie
sprawowanym przez wspólnotę zbierającą się, aby chwalić Boga. Zresztą ich
kult zawiera niejeden oczywisty pierwiastek wspólnej starożytnej liturgii
(DE 23).
Aby zaś miłość jak nasienie dobre wzrastała w duszy i wydawała owoce, każdy
wierny winien słuchać chętnie słowa Bożego i wolę Bożą, z pomocą Jego łaski,
czynem wypełniać, uczestniczyć często w sakramentach, a zwłaszcza w Eucharystii
i w świętych czynnościach, oraz praktykować ustawicznie modlitwę,
samozaparcie, ochoczą posługę braterską i wszelkie cnoty (KK 42).
Zgodnie z tradycją apostolską, która wywodzi się od samego dnia
Zmartwychwstania Chrystusa, misterium paschalne Kościół obchodzi co osiem dni, w
dniu, który słusznie nazywany jest dniem Pańskim albo niedzielą. W tym bowiem
dniu wierni powinni schodzić się razem dla słuchania słowa Bożego i
uczestniczenia w Eucharystii, aby tak wspominać mękę, zmartwychwstanie i chwałę
Pana Jezusa i składać dziękczynienie Bogu, który ich „odrodził przez
zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa ku nadziei żywej” (1 P 1, 3) (KL 106).
Tak w liturgii, jak i w katechezie należy przedstawić w pełnym świetle podwójny
charakter Wielkiego Postu. Przez przypominanie chrztu lub też przygotowanie do
niego oraz przez pokutę ma on usposobić wiernych, oddających się gorliwiej
słuchaniu słowa Bożego i modlitwie, do obchodzenia paschalnego misterium
(KL 109).
Sobór Święty, słuchając nabożnie słowa Bożego i z ufnością je głosząc,
kieruje się słowami św. Jana, który mówi: „Głosimy wam Żywot Wieczny, który był
u Ojca i objawił się nam. Cośmy widzieli i słyszeli, to wam głosimy, abyście i
wy współuczestnictwo mieli z nami; a uczestnictwo nasze jest z Ojcem i z Synem
jego Jezusem Chrystusem” (1 J 1, 2-3) (KO 1).
Synopsa tekstów Soboru Watykańskiego II, Poznań-Warszawa
1970, s. 1156
*****
Modlitwa jako życiowe dokonanie i odpowiedź na głoszone Słowo
Modlitwa człowieka możliwa jest tylko jako odpowiedź na dochodzącą do niego
mowę Boga, podobnie jak katabasis warunkuje anabazę. Odpowiedź
człowieka na anamnetyczną obecność Boga w Jego słowie jest epiklezą w
najszerszym znaczeniu tego pojęcia: jest wzywaniem Łaski Niestworzonej na
jego niepowtarzalną i różną od jakiegokolwiek przykładu biblijnego
indywidualną sytuację życiową. Słuchanie w anamnezie „zewnętrznej
mowy” Boga, którego „mową wewnętrzną” jest Jego niezmienna wola zbawcza,
prowadzi do epiklezy jako „zewnętrznego mówienia” człowieka. Jego
„mowa wewnętrzna” przyjęła bowiem do serca i głęboko rozważyła Bożą mowę
zewnętrzną w anamnetycznym przepowiadaniu czynów zbawczych jako faktyczne
zaproszenie do zbawienia; stąd też człowiek odpowiada na nią w
zewnętrznej mowie epiklezy.
W ten sposób człowiek urzeczywistnia wespół z zawartym w jego osobie światem
anabazę: nawiązuje łączność z Bogiem żywym, który przemówił do niego w
anamnezie swoich czynów zbawczych. Usłyszane w przepowiadaniu słowo Boże zostaje
„przemedytowane”, a więc przemyślane i poniekąd „przetrawione”. W
przeciwieństwie do współczesnego użycia tego pojęcia, rozumiano dawniej
medytację jako „wypowiadanie przyciszonym głosem tekstów Pisma Świętego i to z
reguły na zewnątrz”. Ruminare znaczy bowiem „powtarzać, wałkować”. To
obce na pierwszy rzut oka słowo sugeruje nam: „Słowo Boże winno być
przechowywane we wnętrzu, podobnie jak wielbłąd gromadzi swe pożywienie, a
dopiero potem je przeżuwa, aby słowo to przeniknęło w końcu ciało i krew, i w
ten sposób od wnętrza doszło do noszenia go w konkretnym życiu”. Im
bardziej dochodzące do człowieka słowo Boże zostaje w nim uwewnętrznione, tym
wyraźniej daje się poznać jako słowo Boga żywego. Mnich przyjmuje na przykład –
dzięki wypowiadanemu tekstowi Pisma Świętego – mowę Boga, skierowaną do
siebie, ale reaguje na nią tak, jak gdyby się modlił własnymi słowami: „W
doborze i wypowiadaniu własnych słów urzeczywistnia się dopiero w pełni
takie nastawienie. Tylko bowiem to, co człowiek sam potrafi ująć w słowa,
jest jego duchową własnością. I dlatego jest rzeczą słuszną, aby człowiek
modlący się starał się wciąż na nowo odpowiedzieć własnymi słowami na to,
co Bóg obiecuje mu w tak ważnych słowach Pisma Świętego”.
Również w modlitwie dochodzi do przełożenia mowy wewnętrznej na
zewnętrzną, albowiem tego właśnie wymaga łączność człowieka z Bogiem. Bóg
zna myśli człowieka (por. Ps 139, 2) i jego potrzeby – dokładnie (por. Iz
58, 9). Niemniej, w procesie przekładania mowy wewnętrznej na zewnętrzną
człowiek modlący się otwiera się do tego stopnia, że przebywające w nim samym
obrazy czy wyobrażenia, typowe dla mowy wewnętrznej, najpierw ukażą się
wyraźniej jemu samemu. Mogą to być jego własne potrzeby, tęsknoty i pragnienia,
które będzie mógł złożyć Bogu w ofierze. Bóg zna te wszystkie potrzeby, tęsknoty
i pragnienia, ale nie otrzymał ich jeszcze od człowieka, przed wypowiedzianymi
przez niego słowami modlitwy, w formie „daru”, aby mu je ponownie zwrócić jako
przeniknięte Sobą samym, czyli Łaską Niestworzoną.
Ukazuje nam to szczególnie wyraźnie ceniony wysoko w chrześcijaństwie
bizantyjskim ideał stałej modlitwy serca. W każdej sytuacji życiowej („mowa
wewnętrzna”) chrześcijanin powinien uprawiać modlitwę serca; polega ona na
„nieprzerwanym i niewyczerpywalnym przywoływaniu imienia Jezusa Chrystusa
wargami, duchem i sercem, w świadomości Jego wszechobecności, jak też błaganiu o
Jego zmiłowanie przy każdym czynie, w każdym miejscu i w każdym czasie,
nawet podczas snu. Wyrazem tej modlitwy są następujące słowa: Panie Jezu
Chryste, zmiłuj się nade mną”. Psychosomatyczna złożoność ciągłej modlitwy
prowadzi w końcu do tego, że to już nie człowiek się modli, ale modlitwa
przenika go całego i całkowicie. Tym, co określa człowieka w jego
cielesno-duchowej całości, jest łączność z Bogiem Trójjedynym, który przenika
coraz to bardziej całe jestestwo człowieka i pozwala mu już na ziemi mieć udział
w swoim boskim życiu. Modlitwa serca jest – według Symeona z Tessaloniki –
epiklezą w ścisłym tego słowa znaczeniu, albowiem – podobnie jak każda
inna epikleza występująca w liturgii – przywołuje Ducha Świętego na
rzeczywistość stworzoną (w tym przypadku na danego człowieka), aby tenże Duch
Święty przeniknął ją Łaską Niestworzoną i napełnił Boskim życiem. Owocem tej
modlitwy są, według Symeona: udział w boskich darach, oczyszczenie serca i
odrzucenie precz demonów, duchowe myślenie, boska rada, uwolnienie od grzechów,
objawienie tajemnic Bożych, obfity napływ miłosierdzia.
Co zatem dokonuje się na modlitwie? Bóg się nie zmienia, nie zmienia się też
Jego nastawienie do modlitwy człowieka, ale w samym człowieku następuje
otwarcie się na przebóstwiającą go łaskę; wkracza on w kontakt z Bogiem, który
nigdy nie pragnął czegoś innego, i pragnąć nie będzie, jak zbawienia stworzenia
poprzez jego udział w swoim boskim życiu. Bóg nie odnosi się na modlitwie do
potrzeb Mu przedstawianych tak, jak gdyby ich dotąd nie znał; tym bardziej nie
może chodzić w modlitwie o to, by Bóg, który jest niezmienny, zmienił się
sam z „nie-łaskawego” na „łaskawego”.
Jeżeli zatem człowiekowi może się wydawać, że swoją gorącą, intensywną
modlitwą spowodował zmianę w Bogu, polegającą choćby na tym, iż dotąd On go nie
słuchał, a teraz zaczął słuchać, będzie to następstwem jego wejścia w życiową
łączność z Bogiem. Podobnie jak w trakcie sprawowania Eucharystii chleb i wino,
jako dary stworzenia oraz osobisty wyraz człowieka, zostają przedstawione
Bogu po to, aby zostały przemienione, tak też człowiek modlący się przynosi
siebie samego i swój świat przed oblicze Boga, i mówi Mu o sobie, swoim życiu i
o wszystkim, co do niego należy (= epikleza), aby móc zostać przemienionym
dzięki włączeniu w boskie życie. Tylko bowiem to, co zostało przedstawione Bogu
i co się znalazło w odniesieniu do Niego, może zostać uświęcone; odnosi się
to zarówno do darów eucharystycznych, jak też do człowieka, którego wolność w
podarowywaniu siebie sam Bóg szanuje, chociaż zna doskonale wszystkie jego
potrzeby i obciążenia życiowe.
Stąd u wolnego, nastawionego na łączność z Bogiem, człowieka chodzi w
modlitwie o otwarcie się na przebóstwiającą łaskę i jej zbawcze działanie.
Modlący się człowiek i jego świat uzyska zbawienie poprzez przywoływanie na
siebie niewyczerpanie skutecznej łaski, na którą się otworzy i której pozwoli
działać w sobie samym, na ile tylko „uda się” jego modlitwie poruszyć jego
(obciążoną przecież zawsze skutkami grzechu pierworodnego) gotowość na
komunikację z Bogiem. Skoro zaś w człowieku zawiera się zawsze także świat
do którego należą również inni ludzie z nim związani, a których odniesienie
do niego naznacza na swój sposób jego osobowość – jego modlitwa jako włączanie
jego życia w relację z Łaską Niestworzoną jest także zawsze błaganiem za ludźmi
i światem. W tym sensie można by metaforycznie powiedzieć, że modlitwa „zwycięża
Boga”, jak stwierdza P. Evdokimov na przykładzie św. Serafima z Sarowa;
podobnie też można by uznać, że Bóg, znając uprzednio naszą modlitwę,
pozwala na to, by „wpływała” na Jego decyzje.
Niemniej, podobnie jak Bóg „potrzebuje” modlitwy błagalnej, a także modlitwy
ofiary – jako wyrazu wkroczenia wolnego człowieka w relację ze Sobą – tak
też „wymaga” modlitwy uwielbienia i dziękczynienia. Bogu nie jest potrzebne
wielbienie Go przez człowieka dla Jego własnej chwały; człowiek jednak Go
wielbi już wówczas, gdy w swoim odniesieniu do Boga odkrywa samego siebie.
Doksologia jest konsekwencją epiklezy i dlatego właśnie Evdokimov mówi o
„doksologicznej antropologii.
Michael Kunzler, „Liturgia Kościoła”, Poznań 1999, s.
193-197.
*****
Oczyszczanie
1 Sm 3, 1, 10 - 19, 20; Ps 40 (39), 2 i 5,
7-8a; Mk 1, 40-45
Samuel w swojej gotowości słuchania słowa Bożego, przyjęcia go, jest typem
Chrystusa. Chrystus jest prawdziwym Samuelem, który mówi do Ojca: „Mów, Panie,
bo sługa Twój słucha”(l Sm 3, 9-10). W usta Chrystusa należy włożyć słowa
psalmu: „Przychodzę, Boże, pełnić Twoją wolę. [...] Radością jest dla mnie
pełnić Twoją wolę, mój Boże, a Twoje prawo mieszka w moim sercu” (Ps 40,
8-9).
My sami z siebie nie jesteśmy zdolni do słuchania i wypełniania słowa
Bożego. Chrystus czyni to za nas, w naszym imieniu. Łącząc się z Chrystusem,
możemy mówić do Boga: „Mów, Panie, bo sługa Twój słucha”. Chrystus
przyszedł, aby w naszym imieniu wypełnić doskonale wolę Ojca. On
pragnie przyłączyć nas do siebie, abyśmy przez Niego i w zjednoczeniu z Nim
mogli również przyjąć słowo Boga i wypełnić je w swoim życiu.
W tym celu Chrystus oczyszcza nas z grzechów. Grzech nasz polega na tym,
że nie jesteśmy posłuszni Bogu, że nie żyjemy według Jego słowa, według
Jego planu. Grzech to jest trąd naszej duszy, który nas czyni nieczystymi, ale
możemy – tak jak trędowaty z Ewangelii w każdej chwili przyjść do Pana i
błagać Go: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”(Mk 1, 40).
Chrystus i z nami postąpi tak, jak z trędowatym z Ewangelii: zdjęty
litością, wyciągnie rękę, dotknie nas i powie: „Chcę, bądź oczyszczony!”(Mk 1,
41). W każdej chwili, kiedy zwracamy się do Jezusa w uznaniu i wyznaniu naszych
grzechów, On jak gdyby wyciąga swoją rękę, dotyka nas i oczyszcza z trądu
grzechów.
W miarę jak jesteśmy oczyszczani, stajemy się zdolni do przyjmowania i
wypełniania słowa Bożego. W każdej mszy świętej powtarza się tajemnica
spotkania z Jezusem, który nas oczyszcza i zarazem uzdalnia do przyjęcia słowa
Bożego i poddania się na nowo w posłuszeństwie Bogu i Jego słowu.
Ks. F. Blachnicki, „Kto ma uszy do słuchania...”, Kraków 2009,
s. 35-37.
*****
Najpoważniejsza sprawa
Iz 26, 1-6; Ps 118, 1. 8-9. 19-21.
25-27; Mt 7, 21-27
Chrystus poucza nas, jak mamy słuchać Jego słowa. Można powiedzieć, że
Chrystus poucza nas także, jak mamy czytać Ewangelię albo w ogóle Pismo Święte.
[...] We fragmencie Ewangelii według św. Mateusza Chrystus pokazuje dwa
sposoby słuchania albo czytania słowa Bożego. Jeden z nich chwali i ukazuje
jako wzór, a drugi gani i każe nam wystrzegać się go. Pierwszy sposób polega na
słuchaniu i wypełnianiu słów Chrystusa, a drugi na słuchaniu i
niewypełnianiu. [...]
Słowo Boże jest słowem Boga, to znaczy, że Bóg jako Osoba daje nam swoje
słowo. Dlatego słowa Bożego nie można czytać tak, jak się czyta słowo
ludzkie. Słowo ludzkie można czytać dla zaspokojenia ciekawości, dla pomnożenia
swojej wiedzy. Słowo Boga natomiast musi być przyjęte jako słowo Osoby Bożej,
która dając nam swoje słowo, domaga się od nas, żebyśmy temu słowu
podporządkowali swoje życie. Czytanie słowa Bożego to sprawa poważna, bo czytać
i nie wypełniać, słuchać i nie wypełniać, to lekceważyć Boga. Spotkanie ze
słowem Bożym musimy potraktować jako sprawę najpoważniejszą w naszym życiu,
dlatego potrzebne jest odpowiednie usposobienie. Jest to usposobienie
wiary. Słowo Boże przyjmujemy wiarą. Wiara zawiera w sobie gotowość
posłuszeństwa. Wiara nie jest tylko wiedzą o Bogu, jej pomnażaniem. Wiara
nie jest zdobywaniem wiadomości dla zaspokojenia swojej ciekawości.
Nie polega też na przeprowadzaniu spekulacji opartych na Piśmie Świętym, na
słowie Bożym. Wiara to spotkanie z Bogiem, który przez swoje słowo objawia nam
siebie. Objawia nam swoje plany i swoją wolę. Dlatego gotowość poddania
słowu Bożemu swojego życia, postępowania zgodnie z tym słowem, pozwala nam
dopiero we właściwy sposób i z pożytkiem czytać słowo Boże.
W Ruchu Światło-Życie to właśnie czynimy sprawą najważniejszą. Można by
powiedzieć, że cały Ruch nie jest niczym innym niż próbą właściwego spotykania
się ze słowem Bożym.
Nasz znak Fos-Zoe – Światło-Życie – to wyraża. Słowo Boże jest światłem,
które nie może być nigdy oddzielone od życia. To znaczy, że to, co poznajemy
umysłem jako słowo Boże, musimy przyjmować wolą jako prawo Boże. Wtedy
będziemy mieli życie. Chrystus obiecuje życie nie temu, kto zna Pismo Święte,
kto wiele czyta i wiele wie, ale temu, kto idzie za tym światłem. „Kto idzie za
Mną – mówi Chrystus nie chodzi w ciemności, ale będzie miał światło
życia”(J 8, 12). Iść to znaczy podejmować wysiłek woli, to znaczy czynić
to, co słowo Boże nam pokazuje jako zasadę postępowania, jako prawdę, którą
musimy czynić w miłości. Nie można spotykać się ze słowem Bożym
lekkomyślnie i tak, jak spotykamy się z inną książką. Czytamy, dyskutujemy,
uprawiamy spekulacje, szukamy zadowolenia, sensacji. Tak możemy postępować ze
słowem ludzkim. Ze słowem Bożym natomiast musimy się spotykać jak z Bogiem
samym, jak z żywym Bogiem – to znaczy z bojaźnią, z wiarą i z miłością
wsłuchiwać się w to, co Bóg chce nam powiedzieć, żeby to czynić, żeby Jego
słowo wprowadzać w życie. Postępując w ten sposób, poprzez słowo Boże budujemy
dom swojego życia. Budujemy go na skale, bo budujemy na prawdzie, która
jest z Boga, i na woli Boga, który ma dla nas swoje plany.
Ks. F. Blachnicki, „Kto ma uszy do słuchania...”, Kraków 2009,
s. 51-53.
*****
W obliczu prawdy
Ja, Josh, odkryłem istotę Pisma Świętego, kiedy podczas studiów
postanowiłem obalić twierdzenia chrześcijaństwa. Chciałem zdyskredytować
Biblię, udowadniając jej historyczną niewiarygodność. Uznałem, że jeśli to
dzieło, zawierające informacje o życiu Chrystusa, okaże się niezgodne z danymi
historycznymi, nauka Jezusa zostanie unieważniona, a całe chrześcijaństwo
legnie w gruzach. Oczywiście mój zamiar nie powiódł się, ponieważ dowody, które
zebrałem, przekonały mnie o niezaprzeczalnej historycznej wiarygodności
Pisma Świętego. Jednak moja porażka przyniosła nieoczekiwany rezultat:
stanąłem w obliczu wielkiej prawdy – tej „jednej, jedynej Prawdy”,
którą objawia Biblia.
Przekonałem się, że Pismo Święte to coś więcej niż tylko zbiór nakazów lub
mapa drogi do nieba: Biblia objawia nam Osobę. Poprzez Pismo Święte zawiera
z nami znajomość sam Pan Bóg. Dzięki Biblii możemy poznać Boga, odkryć, co dla
nas przygotował, czego od nas oczekuje i jak bardzo nas kocha. Biblia ma
przede wszystkim objawić nam osobę Boga. O to chodzi. To właśnie jest ta
„jedna, jedyna rzecz”, którą objawia nam Pismo Święte.
Bóg oznajmił nam swoje pragnienie, abyśmy poznali Go osobiście, kiedy
powiedział prorokowi Ozeaszowi: „Miłości pragnę, nie krwawej ofiary,
poznania Boga bardziej niż całopaleń” (Oz 6, 6). Jezus potwierdził te
słowa, mówiąc: „A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego
Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa” (J 17, 3).
Co Jezus miał na myśli, mówiąc, że życie wieczne można odnaleźć, poznając
Boga? Oczywiście poznanie Boga nie polega wyłącznie na tym, aby
intelektualnie zgodzić się z faktem Jego istnienia. Szatan i jego aniołowie
również wiedzą, że Bóg istnieje, i ta wiedza wprawia ich w przerażenie. Jezus
pod pojęciem „poznania Boga”, które daje życie wieczne, rozumie
bliską, osobistą relację – zjednoczenie z Bogiem. „Proszę Cię – mówił Jezus
– aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i
oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał” (J 17, 21).
Osobiste poznanie Boga, aż do całkowitego zjednoczenia się z Nim, to
życie wieczne – i zarazem cel naszego życia.
Josh McDowell, „Słowo które łączy”, Warszawa, s.
19-20.
*****
Słuchaj Izraelu
Pierwsze jest: „Słuchaj Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jedyny”.Odpowiedź
Jezusa na pytanie, co jest najważniejsze w naszym życiu, nie pozostawia cienia
wątpliwości. Pierwsze jest «słuchanie Boga». Podstawę wiary stanowi prawda: Bóg
mówi, człowiek słucha; Bóg daje, człowiek przyjmuje; Bóg działa, człowiek
podlega działaniu; Bóg kocha, człowiek pozwala się kochać. Nigdy odwrotnie.
Przesiąknięci aktywizmem łatwo nieraz zmieniamy kierunek ustalony przez
Boga. Zamiast najpierw słuchać Boga, zaczynamy sami do Niego mówić; zamiast
pozwolić się kochać, próbujemy udowadniać Mu najpierw naszą miłość; zamiast
dostrzegać Jego działanie w naszym życiu, sami pierwsi rzucamy się w wir
działania; zamiast przyjmować Boże dary i cieszyć się nimi, usiłujemy sami
dawać. Jak faryzeusz modlący się w świątyni szukamy w ten sposób potwierdzenia
dla własnej wielkości we własnym mówieniu, kochaniu, działaniu.
Fundamentem naszego życia jest pierwszeństwo Boga, pierwszeństwo Jego słowa,
Jego działania, pierwszeństwo Jego miłości, pierwszeństwo Jego obecności.
Zafałszowanie fundamentu wiary powoduje jednocześnie zafałszowanie samej
wiary. Nasza wiara bywa bardzo płytka, banalna, dlatego że najpierw sami dużo
mówimy do Boga nie słuchając Go; zapewniamy, iż bardzo Go kochamy, choć
wcale nie czujemy się kochani przez Niego; bardzo dużo robimy dla Boga, chociaż
nie widzimy, co On dla nas czyni.
Kiedy mimo wszystko próbujemy mówić do Boga, okazywać Mu naszą miłość,
dawać Mu dary, działać dla Niego, wówczas szybko odkrywamy nasze ubóstwo
wewnętrzne; dostrzegamy, że jesteśmy puści i jałowi wewnętrznie. Ale to
doświadczenie pustki i ubóstwa jest bardzo cenne. Naprowadza nas bowiem na
potrzebę otwarcia się na Boga. Przypomina nam fundament naszego związania z
Bogiem: «Słuchaj Izraelu».
Nie możemy bowiem mówić do Boga, zanim Go nie usłyszymy; nie możemy Go
kochać, zanim nie pozwolimy się pokochać; nie możemy dla Niego działać, zanim
nie przyjmiemy Jego działania. Nasze mówienie do Boga jest bowiem tylko
odpowiadaniem na Jego słowo; nasze dawanie jest dzieleniem się z Nim Jego
własnymi darami; nasze działanie jest współdziałaniem z Nim; nasze kochanie jest
odpowiadaniem miłością na miłość.
W tej medytacji zadajmy sobie pytanie, co stoi na pierwszym miejscu w życiu:
moje działanie czy działanie Boga; moja miłość do Niego czy doświadczanie Jego
miłości; moja słowa wypowiadane przed Nim czy słuchanie Jego słowa? Czym
bardziej przejmuję się w życiu: działaniem Pana Boga czy moim działaniem;
miłością Boga do mnie czy też moją miłością do Niego? Czy w mojej modlitwie nie
ulegam pokusie wielomówstwa, pokusie wielu słów, które najczęściej nie pasują do
mojej sytuacji?
Czy w moim doświadczeniu wiary nie ma pewnego moralizmu, który każe zmieniać
życie tylko dlatego, aby udowodnić sobie swoją doskonałość, świętość? Czy moja
wiara nie jest najpierw szukaniem poprawności moralnej? Autentyczna moralność ma
być owocem spotkania z Bogiem, owocem Jego działania w nas. Doświadczając
miłości Boga spontanicznie dostrzegamy grzech i widzimy potrzebę walki z
nim.
o. J. Augustyn SJ, „Adamie, gdzie jesteś?”, Kraków 1996, s.
84-86.
*****
Milczenie przed Bogiem
Gdy powiemy Bogu o wszystkim, co jest w nas, nie musimy już
zmuszać się i dalej szukać słów. Możemy po prostu siedzieć przed Bogiem i
milczeć. Modlitwa doskonali się w milczeniu. Tak mówi mnisza szkoła
modlitwy. Milczenie ma dwa znaczenia: jest słuchaniem i zjednoczeniem z
Bogiem
Milczenie jako słuchanie
Gdy już powiedzieliśmy Bogu, co nas dręczy, poprzestańmy na tym.
Powinniśmy zaufać Bogu, że to usłyszał i dobrze przyjął. Nie powinniśmy
stale koncentrować się na sobie i traktować Boga jako słuchacza, który sam nie
ma nam nic do powiedzenia. To samo odnosi się także do rozmowy między ludźmi.
Niektórzy wykorzystują drugą osobę jedynie jako kosz na śmieci. Opowiadają o
sobie, ale nie chcą słyszeć żadnej rady. Gdy tylko odpowiada się im, mówią,
że po prostu ich nie rozumiemy, że nasza rada nie uwzględnia ich konkretnej
sytuacji, nie mamy pojęcia co się z nimi naprawdę dzieje. Gdy zauważam, że nie
jestem traktowany poważnie jako partner w rozmowie, staję się agresywny.
Nie mam ochoty służyć jako kosz na śmieci. Chcę się z tą drugą osobą spotkać. To
jest jednak możliwe tylko wtedy, gdy i ona będzie mnie słuchać. Inaczej nie
będzie to rozmowa. Nie wolno mi traktować Boga jako kosza na śmieci. Musimy Mu
pozwolić mówić do nas.
Ale tu nasuwają się wątpliwości: jak Bóg mówi do mnie, jak mogę Go usłyszeć?
Przecież nie słyszę głosu z nieba. Nie, nie słyszę głośnych słów. Ale na
modlitwie przychodzą do mnie myśli. Mogę spytać siebie, skąd one pochodzą?
Psychologowie powiedzieliby, że pochodzą z nieświadomości. Ale dlaczego te
myśli pojawiają się właśnie w tym momencie, tego nie mogą z pewnością
wytłumaczyć. Wtedy jak najbardziej usprawiedliwione jest stwierdzenie,
że to Bóg mówi do mnie przez myśli. Moje myśli gromadzą się w moim mózgu i mogą
zostać zarejestrowane. Ale w moich myślach właśnie Bóg mówi do mnie.
Oczywiście i ja nie mogę tego stwierdzić z całą pewnością. Mógłbym sobie
przecież sam dawać odpowiedź. Jak mogę rozpoznać, że Bóg mówi do mnie w
moich myślach? Mnisi rozróżniają trzy rodzaje myśli: pochodzące od Boga,
pochodzące od demonów i te które pochodzą ode mnie. O jakie myśli chodzi w
konkretnym przypadku, mogę rozpoznać po ich działaniu. Myśli pochodzące od
Boga prowadzą zawsze do wewnętrznego pokoju i wyciszenia. Myśli pochodzące
od demonów wywołują niepokój i strach oraz napięcia w ciele. A moje myśli
rozpraszają i czynią mnie powierzchownym. Oddalają mnie od siebie
samego. Czuję się wtedy rozbity. Czasem myśli wydają się bardzo pobożne,
ale pochodzą od demonów albo, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli, od
super-ego. Jeśli np. na modlitwie przyszła mi do głowy myśl, co źle
zrobiłem, to wszelkie zadręczanie siebie wyrzutami i same oskarżenia
pochodziłyby od demonów, a nie od Boga. Gdy stojąc przed Bogiem patrzę na
moją winę, wtedy kieruję spojrzenie bardziej na miłosiernego Boga niż na nią. I
pomimo winy czuję się kochany i zaakceptowany przez Boga. Spojrzenie na
Boga powoduje więc mimo mojej winy i wezwania do nawrócenia, wewnętrzny
pokój. Kiedy jednak sam się wewnętrznie szarpię, bo sam nie mogę sobie
przebaczyć własnej winy, to pochodzi to raczej od super-ego, które nie
może zaakceptować tego, że nie jest tak idealne, jakim by chciało. Sądzimy, że
jesteśmy pobożni, bo bardzo żałujemy naszej winy. Ale w rzeczywistości
żałujemy jej nie ze względu na Boga, lecz ze względu na siebie samych, gdyż
rozbija ona nasz idealny obraz, jaki w sobie nosimy. To więc, czy Bóg mówi
do mnie w moich myślach, mogę rozpoznać po działaniu tych myśli i uczuć.
Gdy Bóg do mnie mówi, napełnia mnie zawsze głębokim pokojem i cichą radością.
Pytanie o pochodzenie myśli jest ważne w modlitwie o decyzję. Tendencja, aby
czynić to, co lepsze, brzmi co prawda pobożnie, pochodzi jednak najczęściej
od naszego superego. Sami wywieramy na siebie presję i stawiamy
sobie nadmierne żądania. Jeśli np. młody człowiek stawia sobie pytanie: czy
iść do klasztoru, czy nie, to często tak myśli: Właściwie powinienem iść do
klasztoru, gdyż to jest lepsze, tam bardziej będę służył Bogu. Gdy
pojawiają się obawy, próbuje je stłumić, prosząc o siłę potrzebną do życia
w klasztorze. Często jednak, towarzyszy temu nadmierny nacisk, strach, że nie
sprosta powołaniu. Bóg nigdy nie wymaga od nas za wiele. My sami to czynimy.
Lepiej byłoby spokojnie wyobrazić sobie obie możliwości. Jakby to było, gdybym
był już 10 czy 20 lat żonaty, pracował w tym czy innym zawodzie, miał dzieci
itd.? Jakie uczucia by się pojawiły? A potem muszę oswoić się z drugą
alternatywą: jak czułbym się jako mnich względnie mniszka za 10 czy 20 lat? I
wtedy muszę zwrócić uwagę na uczucia i porównać je między sobą. Tam, gdzie jest
więcej pokoju wewnętrznego, tam Bóg chce mnie mieć. Więcej pokoju nie
znaczy oczywiście iść tam, gdzie jest łatwiej, lecz tam, gdzie odkryję większą
zgodność z moim wewnętrznym odczuciem. Bo Bóg nie przemawia do nas w
przekonywujących argumentach, lecz przez nasze najgłębsze uczucia.
Musimy przy tym rozróżnić w nas dwie płaszczyzny: jedną, która chce po prostu
spełnienia wszystkich jej pragnień i drugą, którą osiągamy tylko wtedy, gdy
wystarczająco wyciszeni wsłuchujemy się w siebie i przed Bogiem wnikamy w
nasze najgłębsze uczucia. Na tej płaszczyźnie Bóg do nas mówi. Także
wszystkie słowa Jezusa, które czasem zdają się wymagać od nas
zbyt wiele, odnoszą się do tej płaszczyzny, aby nas wezwać do życia, które jest
zgodne z naszą najgłębszą istotą. Czasem Bóg nic mi w czasie takiej modlitwy nie
mówi. Jest to wtedy wskazówka, że nie czas na decyzje, że mam jeszcze
czekać w pokorze i cierpliwości, aż Bóg pokaże mi bardziej
jednoznacznie, która droga jest dla mnie właściwa.
Bóg nie zawsze przemawia do nas od razu. Musimy raczej wsłuchiwać się długo w
ciszę, aż staniemy się wrażliwi na to, co Bóg chce nam powiedzieć. Zbyt szybko
chcemy Bogu włożyć w usta nasze własne myśli. Gdy Bóg milczy, zmusza nas do
postawienia głębszego pytania – kim On naprawdę jest. Uczy nas, abyśmy nie
mylili własnych wyobrażeń z Bogiem i Jego słowami. Milczenie Boga wyczula nas na
to, czy w naszym milczącym oczekiwaniu jednak nie możemy jeszcze czegoś od
Niego usłyszeć. Św. Augustyn mówi: „Ten jest najlepszym twoim sługą, komu
nie tyle na tym zależy, aby usłyszeć od ciebie to, czego by chciał, ile
raczej na tym, by chcieć tego, co od ciebie usłyszał”.
Milczenie Boga wychowuje nas do słuchania tego, czego Bóg od nas chce i
powstrzymuje nas od dawania odpowiedzi sobie samemu. Wzywa nas do jeszcze
większego otwarcia na Bożą tajemnicę i do zniszczenia kolejnych naszych
wyobrażeń o Nim, aż otworzymy się na prawdziwego Boga. Istnieją okresy modlitwy,
w których cierpimy przez Bożą nieobecność. Mamy wrażenie, że mówimy do pustej
ściany i nie otrzymujemy żadnej odpowiedzi. Boimy się, że jesteśmy tylko sami z
sobą na modlitwie. Nie możemy uciec zbyt szybko od nieobecności Bożej, lecz
musimy ją wytrzymać. Oczywiście Bóg jest obecny, ale my doświadczamy Go
jako nieobecnego, gdyż sami nie jesteśmy u siebie, bo nie jesteśmy w prawdzie.
Wytrzymać nieobecność Boga oznacza, stanąć przed Nim ponownie w prawdzie,
porzucić własne wyobrażenia i odkryć zupełnie innego Boga. Oznacza to, że
nie możemy sami się modlić, lecz jesteśmy zdani na przyjście Boga. Spotkanie z
nami jest Jego wolną decyzją. Może czeka ze spotkaniem, bo my jeszcze nie
jesteśmy zdolni stanąć naprawdę przed Nim. Czeka tak długo, aż będziemy gotowi
wyjść Mu naprzeciw. Tę gotowość Biblia nazywa nawróceniem,
metanoein, zmianą myślenia, oderwaniem się od rozproszeń a
zwróceniem myśli ku Bogu. Bóg nie jest jedną z wielu myśli. Nie możemy Go
spotkać, jeśli nasze myśli wędrują gdzieś poza nami. Musimy skierować je do
naszego serca. Boga spotykamy tylko w naszym sercu. Wytrzymać nieobecność
Boga oznacza ciągle na nowo, cierpliwie powracać do własnego serca, by tam Boga
słuchać.
o. Anselm Grűn OSB, „Modlitwa jako spotkanie”, Kraków 1996, s.
29-34
*****
Orędzie końcowe Synodu Biskupów 2008
„Słowo Boże w życiu i
misji Kościoła
Braciom i siostrom «pokój i miłość wraz z wiarą, od Boga Ojca i Pana naszego,
Jezusa Chrystusa. Łaska [niech będzie] ze wszystkimi, którzy miłują Pana
naszego, Jezusa Chrystusa, w nieskazitelności». Tym jakże wymownym i żarliwym
pozdrowieniem św. Paweł kończy List do chrześcijan w Efezie (6, 23-24). Tymi
samymi słowami my, ojcowie synodalni, zebrani w Rzymie na XII Zwyczajnym
Zgromadzeniu Ogólnym Synodu Biskupów, pod przewodnictwem Ojca Świętego Benedykta
XVI, rozpoczynamy nasze orędzie, skierowane do wszystkich, którzy w różnych
zakątkach świata podążają za Chrystusem niczym uczniowie i miłują Go miłością
nieskażoną.
Im na nowo wskazujemy na głos i światło Słowa Bożego, powtarzając prastare
przesłanie: «Słowo to (...) jest bardzo blisko ciebie: w twych ustach i w twoim
sercu, byś je mógł wypełnić» (Pwt 30, 14). A sam Bóg powie każdemu: «Synu
człowieczy, weź sobie do serca wszystkie słowa, które wyrzekłem do ciebie, i
przyjmij je do swoich uszu» (Ez 3, 10). Wszystkim proponujemy teraz duchową
podróż, podzieloną na cztery etapy, która poprowadzi nas od wieczności i
nieskończoności Boga do naszych domów i na ulice naszych miast.
I. Głos Słowa: Objawienie
1.«I przemówił do was Pan, Bóg wasz, spośród ognia. Dźwięk słów słyszeliście,
ale poza głosem nie dostrzegliście postaci» (Pwt 4, 12). Te słowa wypowiada
Mojżesz, przywołując doświadczenia Izraela, które były jego udziałem na surowej
pustyni Synaj. Pan zaznaczył swoją obecność nie za pośrednictwem obrazu czy
wizerunku, czy też posągu na kształt złotego cielca, ale przez «dźwięk słów». To
głos, który dał się słyszeć na samym początku stworzenia, rozdzierając ciszę
nicości: «Na początku (...) Bógł rzekł: ’Niechaj się stanie światłość!’ I stała
się światłość. (...) Na początku było Słowo (...) i Bogiem było Słowo. (...)
Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, [z tego] co się
stało» (Rdz 1, 1. 3; J 1, 1. 3).
Stworzenie nie powstało w wyniku walki między bogami, jak nauczała starożytna
mitologia mezopotamska, lecz za sprawą słowa, które przezwycięża nicość i tworzy
byt. Psalmista śpiewa: «Przez słowo Pana powstały niebiosa i wszystkie ich
zastępy przez tchnienie ust Jego. (...) bo On przemówił, a wszystko powstało; On
rozkazał, i zaczęło istnieć» (Ps 33[32], 6. 9). A św. Paweł powtórzy: Bóg
«ożywia umarłych i powołuje do istnienia to, co nie istnieje» (Rz 4, 17). Mamy
tu do czynienia z pierwszym objawieniem «kosmicznym», porównującym stworzenie do
ogromnej księgi otwartej przed całą ludzkością, która może odczytać z niej
przesłanie Stwórcy: «Niebiosa głoszą chwałę Boga, dzieło rąk Jego nieboskłon
obwieszcza. Dzień dniowi głosi opowieść, a noc nocy przekazuje wiadomość. Nie
jest to słowo, nie są to mowy, których by dźwięku nie usłyszano; ich głos się
rozchodzi na całą ziemię i aż po krańce świata – ich mowy» (Ps 19[18], 2-5).
2. Boże Słowo jest również u źródeł historii ludzkości. Mężczyzna i kobieta,
jako że są «na obraz i podobieństwo Boga» (Rdz 1, 27), a zatem jest w nich
znamię boskości, mogą podjąć dialog ze swym Stwórcą albo mogą się od Niego
oddalić i odrzucić Go przez grzech. Słowo Boże zatem zbawia i osądza, przenika
historię z jej kolejami losów i wydarzeniami: «Napatrzyłem się na udrękę ludu
mego w Egipcie i nasłuchałem się narzekań jego (...), znam więc jego
uciemiężenie. Zstąpiłem, aby go wyrwać z rąk Egiptu i wyprowadzić z tej ziemi do
ziemi żyznej i przestronnej» (Wj 3, 7-8). Boża obecność widoczna jest też w
dziejach człowieka, które – przez działanie Pana historii – włączone zostają w
wyższy plan zbawienia, aby «wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania
prawdy» (1 Tm 2, 4).
3. Słowo Boże jest skuteczne, stwórcze i zbawcze, jest zatem u początków
istnienia i historii, stworzenia i odkupienia. Pan wychodzi na spotkanie
ludzkości, obwieszczając: «To powiedziałem i wykonam!» (Ez 37, 14). Kolejny
etap, gdzie jest obecny głos Boży, to słowo pisane, Graphé czy też Graphaí,
Święte Pisma, jak nazywane są w Nowym Testamencie. Już Mojżesz zszedł z góry
Synaj «z dwiema tablicami Świadectwa w swym ręku, a tablice były zapisane po obu
stronach, zapisane na jednej i na drugiej stronie. Tablice te były dziełem
Bożym, a pismo na nich było pismem Boga» (Wj 32, 15-16). I sam Mojżesz nakaże
Izraelowi strzec tych «tablic Świadectwa» i je przepisać: «Na kamieniach
wypiszecie wszystkie słowa tego Prawa. Wyryjcie je dobrze!» (Pwt 27, 8).
Święte Pisma są spisanym «świadectwem» Bożego Słowa, są kanonicznym,
historycznym i literackim pamiętnikiem, zaświadczającym o wydarzeniu, jakim było
stwórcze i zbawcze Objawienie. Słowo Boże poprzedza zatem Biblię, i wykracza
poza nią, która jest wszak «natchniona przez Boga» i zawiera pożyteczne Słowo
Boże (por. 2 Tm 3, 16). Dlatego właśnie w centrum naszej wiary znajduje się nie
tylko księga, ale historia zbawienia i, jak zobaczymy, Osoba, Jezus Chrystus,
Słowo Boże, które stało się ciałem, człowiekiem, historią. Ponieważ Słowo Boże
zawiera się w Piśmie Świętym, a swym zasięgiem je przekracza, konieczna jest
stała obecność Ducha Świętego, który «doprowadzi (...) do całej prawdy» (J 16,
13) tego, kto czyta Biblię. Taka jest wielka Tradycja – skuteczna obecność w
Kościele «Ducha prawdy», strażnika Świętych Pism, wiarygodnie interpretowanych
przez Nauczycielski Urząd Kościoła. Dzięki Tradycji dochodzi się do zrozumienia,
interpretacji, przekazywania Słowa Bożego i dawania o nim świadectwa. Sam św.
Paweł, wypowiadając pierwsze chrześcijańskie Credo, przyznaje, że «przekazuje»
to, co sam «przejął» z Tradycji (1 Kor 15, 3-5).
II. Oblicze Słowa: Jezus Chrystus
4. W greckim oryginale występują tylko trzy podstawowe słowa: Lògos sarx
eghèneto, «Słowo stało się ciałem». A jednak są one kulminacją nie tylko owego
poetyckiego i teologicznego arcydzieła, jakim jest prolog Ewangelii św. Jana (J
1, 14), ale i samą istotą wiary chrześcijańskiej. Odwieczne Boże Słowo wchodzi w
przestrzeń i czas, przyjmuje oblicze i ludzką tożsamość, tak iż naprawdę można
poznać je bezpośrednio, prosząc, jak uczyniła to grupka obecnych w Jerozolimie
Greków: «Chcemy ujrzeć Jezusa» (por. J 12, 20-21). Słowa pozbawione oblicza nie
są doskonałe, gdyż nie prowadzą w pełni do spotkania, o czym przypominał Hiob u
kresu swych dramatycznych poszukiwań: «Dotąd Cię znałem ze słyszenia, teraz
ujrzało Cię moje oko» (Hi 42, 5).
Chrystus jest «Słowem, które jest u Boga i jest Bogiem», jest «obrazem Boga
niewidzialnego – Pierworodnym wobec każdego stworzenia» (Kol 1, 15); ale jest
także Jezusem z Nazaretu, który chodził ulicami jednej z podrzędnych prowincji
rzymskiego Imperium, mówił lokalnym językiem, nosił znamiona konkretnego narodu
– żydowskiego, oraz jego kultury. Prawdziwy Jezus Chrystus jest zatem kruchym i
śmiertelnym ciałem, jest historią i ludzkością, ale jest także chwałą, bóstwem,
tajemnicą: Tym, który objawił nam Boga, którego nikt nigdy nie widział (por. J,
18). Syn Boży pozostaje nadal Tym, kim jest, również wtedy, gdy Jego ciało
złożone jest w grobie – zmartwychwstanie zaświadcza o tym w sposób żywy i
skuteczny.
5. Tradycja chrześcijańska często na równi stawiała Słowo Boże, które staje
się ciałem, ze Słowem Bożym, które przyjmuje formę księgi. Wynika to już z
Credo, kiedy głosimy, że Syn Boży «za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z
Maryi Dziewicy», a także wyznajemy wiarę w samego «Ducha Świętego, który mówił
przez proroków». Sobór Watykański II przyjmuje tę starożytną tradycję, według
której «ciało Syna to Pismo nam przekazane» – jak głosi św. Ambroży (In Lucam
VI, 33) – i jasno stwierdza: «Boże słowa (...) wyrażone językami ludzkimi
upodobniły się do ludzkiej mowy, podobnie jak niegdyś Słowo Wiekuistego Ojca,
przyjąwszy słabe ludzkie ciało, upodobniło się do ludzi» (Dei verbum, 13).
W istocie także Biblia jest «ciałem», «literą», wyraża się w poszczególnych
językach, w formach literackich i historycznych, posługując się pojęciami
związanymi z kulturą starożytną, zachowuje pamięć wydarzeń często tragicznych,
jej karty nierzadko pełne są krwi i przemocy, słychać w niej ludzki śmiech i
płyną łzy, a także wznosi się modlitwa nieszczęśników i wyraża radość
zakochanych. Ze względu na ten «cielesny» wymiar wymaga ona analizy historycznej
i literackiej, przeprowadzonej za pomocą różnych metod i z różnych punktów
widzenia, jakie sugeruje egzegeza biblijna. Każdy kto czyta Pismo Święte, nawet
człowiek niewykształcony, powinien mieć odpowiednią znajomość natchnionego
tekstu, pamiętając, że Słowo przyobleczone jest w konkretne słowa, do których
się zniża i dostosowuje, aby stać się słyszalne i zrozumiałe dla ludzi.
Jest to konieczne. Wykluczenie tego może doprowadzić do fundamentalizmu,
który w praktyce neguje wcielenie się Słowa Bożego w historii, nie uznaje, że to
Słowo wyraża się w Biblii językiem ludzkim, że powinno być odczytywane, badane i
zrozumiane, oraz ignoruje fakt, że Boże natchnienie nie zatarło historycznej
tożsamości ani osobowości ludzkich autorów. Biblia jest jednak także odwiecznym
Słowem Boga i właśnie z tego względu wymaga innego zrozumienia, danego przez
Ducha Świętego, który ujawnia transcendentny wymiar Słowa Bożego, obecny w
słowach ludzkich.
6. Dlatego potrzeba «żywej Tradycji całego Kościoła» (por. Dei verbum, 12) i
wiary, aby w sposób jednolity i pełny zrozumieć Pismo Święte. Jeśli zatrzymamy
się tylko na «literze», Biblia pozostanie jedynie podniosłym dokumentem z
przeszłości, wzniosłym świadectwem etycznym i kulturowym. Jeśli jednak
wykluczymy wcielenie, możemy popaść w fundamentalistyczną dwuznaczność lub też w
nieokreślony spirytualizm czy psychologizm. Wiedza egzegetyczna powinna zatem
być nierozłącznie powiązana z tradycją duchową i teologiczną, aby nie doszło do
rozbicia jedności bóstwa i człowieczeństwa Jezusa Chrystusa ani Pisma
Świętego.
W tej przywróconej harmonii oblicze Chrystusa zajaśnieje w swej pełni i
pomoże nam odkryć inną jedność, tę głęboką i wewnętrzną jedność Pisma Świętego,
składającego się wprawdzie z 73 ksiąg, lecz włączonych w jeden «kanon», w jeden
dialog między Bogiem a ludzkością, w jeden plan zbawienia. «Wielokrotnie i na
różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców [naszych] przez proroków, a w tych
ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna» (Hbr 1, 1-2). Chrystus rzuca
zatem swoje światło na przeszłość, na całą historię zbawienia, ukazując jej
spójność, znaczenie i kierunek.
On jest pieczęcią, «Alfą i Omegą» (por. Ap 1, 8) dialogu między Bogiem a Jego
stworzeniem, prowadzonego w czasie i zaświadczonego w Biblii. I dopiero w
świetle tego ostatecznego przypieczętowania nabierają «pełnego sensu» słowa
Mojżesza i proroków. Wskazał na to sam Jezus tamtego wiosennego popołudnia w
drodze z Jerozolimy do Emaus, gdy rozmawiając z Kleofasem i jego przyjacielem,
«wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego» (Łk 24, 27).
Właśnie dlatego, że w centrum Objawienia jest Słowo Boże, które stało się
obliczem, ostatecznym celem poznawania Biblii nie jest «decyzja etyczna czy
jakaś wielka idea, ale spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową
perspektywę, a tym samym decydujące ukierunkowanie» (por. Deus caritas est, 1).
III. Dom Słowa: Kościół
Podobnie jak Mądrość Boża w Starym Testamencie zbudowała sobie dom pośród
ludzi, wsparty na siedmiu kolumnach (por. Prz 9, 1), tak i Słowo Boże ma swój
dom w Nowym Testamencie. Domem tym jest Kościół, a jego modelem pierwsza
wspólnota z Jerozolimy, Kościół zbudowany na Piotrze i apostołach, który dziś,
poprzez biskupów, pozostających w komunii z następcą Piotra, nadal stoi na
straży Słowa, głosi je i wyjaśnia (por. Lumen gentium, 13). Łukasz w Dziejach
Apostolskich opisuje jego strukturę, wspartą na czterech duchowych filarach:
«Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach»
(Dz 2, 42).
7. Pierwszy [filar] to przede wszystkim apostolska didaché, czyli głoszenie
Słowa Bożego. Apostoł Paweł w istocie poucza nas, że «wiara rodzi się z tego, co
się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa» (Rz 10, 17). Z
Kościoła rozlega się głos zwiastuna, który wszystkim przedstawia kérygmę, czyli
pierwsze i podstawowe przesłanie, które sam Jezus głosił na początku swojej
działalności publicznej: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże.
Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!» (Mk 1, 15). Apostołowie obwieszczają
początek Królestwa Bożego, czyli zdecydowaną interwencję Boga w historii
ludzkości, głosząc śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa: «I nie ma w żadnym innym
zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, przez które
moglibyśmy być zbawieni» (Dz 4, 12). Chrześcijanin daje świadectwo swojej
nadziei «łagodnością, bojaźnią Bożą i czystym sumieniem», przygotowany jednak
również na to, że być może spotka się z odrzuceniem i prześladowaniem, świadomy,
że «lepiej (...) cierpieć, czyniąc dobrze, aniżeli źle czyniąc» (1 P 3,
16-17).
W Kościele rozbrzmiewa też katecheza, której celem jest pogłębienie u
chrześcijan rozumienia «tajemnicy Chrystusa w świetle Słowa, aż cały człowiek
będzie nasycony Jego światłem» (Jan Paweł II, Catechesi tradendae, 20). A
szczytową formą głoszenia jest homilia, która do dziś dla wielu chrześcijan jest
najważniejszym momentem spotkania ze Słowem Bożym. Pełniąc tę posługę kapłan
winien stać się też prorokiem. Winien bowiem językiem jasnym, zwięzłym i
treściwym nie tylko wiarygodnie «przepowiadać przedziwne dzieła Boże w historii
zbawienia» (por. Sacrosanctum Concilium, 35) – poprzedziwszy to wyraźnym i żywym
odczytaniem fragmentu Biblii proponowanego przez liturgię – ale powinien także
przedstawiać je odpowiednio do współczesnej sytuacji i czasu, w jakich żyją
słuchający go, tak by obudzić w ich sercach pytanie o nawrócenie i życiowe
zadanie: «Cóż mamy czynić?» (Dz 2, 37).
Głoszenie, katecheza i homilia zakładają zatem czytanie i zrozumienie,
wyjaśnianie i interpretowanie, zaangażowanie umysłu i serca. Tak więc w
głoszeniu odbywa się podwójny ruch. Najpierw sięga się do korzeni świętych
tekstów, wydarzeń, tzw. podwalin historii zbawienia, aby odczytać ich znaczenie
i ich przesłanie. Następnie powraca się do teraźniejszości, do aktualnego życia
tych, którzy słuchają i czytają, zawsze w świetle Chrystusa, który miał się stać
niczym jasny wątek łączący Pisma. To właśnie uczynił sam Jezus – jak już
mówiliśmy – gdy szedł z Jerozolimy do Emaus w towarzystwie dwóch uczniów. To
samo uczyni diakon Filip, kiedy w drodze z Jerozolimy do Gazy prowadzić będzie
ten znamienny dialog z dworzaninem etiopskim: «Czy rozumiesz, co czytasz? (...)
Jakżeż mogę [rozumieć], jeśli mi nikt nie wyjaśni?» (Dz 8, 30-31). A celem
będzie pełne spotkanie z Chrystusem w sakramencie. Taki jest drugi filar
podtrzymujący Kościół, dom Słowa Bożego.
8. Drugim filarem jest też «łamanie chleba». Scena z Emaus (por. Łk, 24,
13-35) znów może posłużyć za przykład, ukazuje ona to, co na co dzień dokonuje
się w naszych kościołach: po mowie Jezusa o Mojżeszu i prorokach następuje, przy
stole, łamanie chleba eucharystycznego. Jest to chwila intymnego dialogu Boga ze
swoim ludem; akt Nowego Przymierza przypieczętowanego krwią Chrystusa (por. Łk
22, 20); największe dzieło Słowa, które daje się jako pokarm w swoim złożonym w
ofierze ciele; źródło i szczyt życia i misji Kościoła. Ewangeliczne słowa z
Ostatniej Wieczerzy, pamiątki ofiary Chrystusa, gdy wypowiadane są podczas
celebracji eucharystycznej, w momencie przyzywania Ducha Świętego, stają się
wydarzeniem i sakramentem. Dlatego Sobór Watykański II w słowach o doniosłym
znaczeniu deklarował: «Kościół zawsze otaczał czcią Boże Pisma, podobnie jak i
samo Ciało Pańskie. Zwłaszcza w liturgii świętej bierze ciągle chleb życia ze
stołu Bożego Słowa i Ciała Chrystusowego i podaje wierzącym» (Dei verbum, 21).
Należy więc znów postawić w centrum życia chrześcijańskiego «liturgię słowa i
liturgię eucharystyczną, które tak ściśle łączą się ze sobą, że stanowią jeden
akt kultu» (por. Sacrosanctum Concilium, 56).
9. Trzeci filar duchowej budowli Kościoła, domu Słowa, stanowi modlitwa, na
którą składają się – jak przypomina św. Paweł – «psalmy, hymny, pieśni pełne
ducha» (por. Kol 3, 16). Miejsce szczególne zajmuje oczywiście Liturgia Godzin,
modlitwa Kościoła par excellence, nadająca swoisty rytm dniom i okresom roku
chrześcijańskiego, dostarczająca, w szczególności przez Psałterz, codziennego
pokarmu duchowego wiernym. Obok Liturgii Godzin i wspólnotowych form celebracji
Słowa tradycja wprowadziła praktykę lectio divina, modlitewnej lektury w Duchu
Świętym, która może otworzyć przed wiernym skarb Słowa Bożego, a także
doprowadzić do spotkania z Chrystusem, żywym Słowem Bożym.
Rozpoczyna się ona odczytaniem (lectio) tekstu, co skłania do postawienia
sobie pytania o autentyczną znajomość jego rzeczywistej treści: co mówi tekst
Biblii sam w sobie? Po lekturze następuje medytacja (meditatio), w której
zadajemy sobie pytanie: co tekst biblijny mówi do nas? I tak dochodzimy do
modlitwy (oratio), która nasuwa kolejne pytanie: co my powiemy Panu w odpowiedzi
na Jego Słowo? Końcowym etapem jest kontemplacja (contemplatio), podczas której,
jako Boży dar, przyjmujemy Jego sposób patrzenia na rzeczywistość i jej
oceniania oraz zadajemy sobie pytanie, jakiego nawrócenia umysłu, serca i życia
domaga się od nas Pan?
Przed człowiekiem modlącym się Słowem Bożym jawi się postać Maryi, Matki
Pana, która «zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu» (Łk
2, 19; por. 2, 51), czyli – jak mówi grecki oryginał – znajdowała w wielkim
planie Bożym głęboką myśl, łączącą wydarzenia, czyny i rzeczy, pozornie ze sobą
niepowiązane. Oczom wiernego, czytającego Biblię, może się ukazać także postać
Marii, siostry Marty, która przysiadłszy u stóp Pana, zasłuchała się w Jego
słowo, nie pozwalając, by sprawy zewnętrzne całkowicie pochłonęły jej duszę,
zajmując także miejsce zarezerwowane dla «najlepszej cząstki», której nie możemy
zostać pozbawieni (por. Łk 10, 38-42).
10. I tak doszliśmy do ostatniego filaru podtrzymującego Kościół, dom Słowa.
Jest nim koinonía, braterska wspólnota, inna nazwa agápe, czyli miłości
chrześcijańskiej. Jak przypominał Jezus, aby stać się Jego braćmi i siostrami,
trzeba «słuchać Słowa Bożego i wypełniać je» (por. Łk 8, 21). Prawdziwie słuchać
to być posłusznym i działać, to dążyć do tego, by w życiu rozwijały się
sprawiedliwość i miłość, to dawać świadectwo w życiu i w społeczeństwie, zgodnie
z nawoływaniem proroków, które niezmiennie łączy Słowo Boże z życiem, wiarę z
prawością, praktykę religijną z zaangażowaniem w życie społeczne. Mówił o tym
wielokrotnie Jezus, począwszy od znanego napomnienia z Kazania na Górze: «Nie
każdy, kto mówi Mi: ’Panie, Panie’, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten,
kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie» (Mt 7, 21). W tym zdaniu
zdają się powracać echem słowa Boże z Księgi proroka Izajasza: «Ten lud zbliża
się do Mnie tylko w słowach i sławi Mnie tylko wargami, podczas gdy serce jego
jest z dala ode Mnie» (Iz 29, 13). Te napomnienia dotyczą także Kościołów, gdy
nie dochowują wierności obowiązkowi posłusznego słuchania Słowa Bożego.
Musi być ono zatem widoczne i czytelne już na twarzy i w dłoniach wierzącego,
jak sugerował św. Grzegorz Wielki, który w św. Benedykcie i w innych wielkich
ludziach Bożych widział świadków zjednoczenia z Bogiem i z braćmi, Słowo Boże,
które stało się życiem. Człowiek sprawiedliwy i wierny nie tylko «wyjaśnia»
Pisma, ale je wszystkim ukazuje jako żywą i przeżywaną rzeczywistość. Dlatego
też viva lectio, vita bonorum, dobre życie jest żywą lekturą/lekcją Słowa
Bożego. Już św. Jan Chryzostom zauważył, że apostołowie zeszli ze wzgórza
galilejskiego, gdzie spotkali Zmartwychwstałego, bez zapisanych kamiennych
tablic – w odróżnieniu od Mojżesza. Od tamtej chwili samo ich życie miało stać
się żywą Ewangelią.
W domu Słowa Bożego spotykamy też braci i siostry z innych Kościołów i
Wspólnot kościelnych, którzy pomimo istniejących wciąż podziałów wraz z nami
czczą i miłują Słowo Boże, początek i źródło pierwotnej i rzeczywistej, choć
jeszcze niepełnej jedności. Ta więź powinna być wciąż umacniana przez wspólne
przekłady Biblii, rozpowszechnianie świętych tekstów, ekumeniczną modlitwę
biblijną, dialog egzegetyczny, badania i konfrontowanie różnych interpretacji
Pisma Świętego, dzielenie się wartościami duchowymi zakorzenionymi w rozmaitych
tradycjach, wspólne głoszenie Słowa Bożego i dawanie o nim świadectwa w
zlaicyzowanym świecie.
IV. Drogi Słowa: Misja
«Prawo pochodzi z Syjonu i słowo Pańskie – z Jeruzalem» (Iz 2, 3). Uosobione
Słowo Boga, które «pochodzi» z Jego domu, świątyni, idzie drogami świata na
spotkanie wielkiej pielgrzymki ludów ziemi poszukujących prawdy, sprawiedliwości
i pokoju. Również we współczesnym zeświecczonym społeczeństwie, na placach i
ulicach, gdzie na pozór panuje niewiara i obojętność, a zło ma przewagę nad
dobrem, tak jakby Babilon zwyciężył w walce z Jeruzalem, istnieje ukryta
tęsknota, zalążek nadziei, dreszcz oczekiwania. Jak czytamy w Księdze proroka
Amosa, «nadejdą dni – wyrocznia Pana Boga – gdy ześlę głód na ziemię, nie głód
chleba ani pragnienie wody, lecz głód słuchania słów Pańskich» (8, 11). Ten głód
pragnie zaspokoić misja ewangelizacyjna Kościoła.
Również wahających się apostołów zmartwychwstały Chrystus wzywa, by
przekroczyli granice znanego sobie świata: «Idźcie więc i nauczajcie wszystkie
narody (...). Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem» (Mt 28, 19-20).
Cała Biblia zawiera apel, by «nie milczeć», by «wołać głośno», głosić Słowo «w
porę i nie w porę», jak strażnicy przerywający ciszę obojętności. Drogi stające
przed nami otworem teraz to nie tylko te, które przemierzał św. Paweł bądź
pierwsi ewangelizatorzy, a za nimi wszyscy misjonarze udający się do narodów w
odległych stronach.
11. Sieć komunikacji obejmuje obecnie cały glob i nowego znaczenia nabiera
wezwanie Chrystusa: «Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie w świetle, a co
słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach» (Mt 10, 27). Z pewnością święte
Słowo powinno być dostępne i rozpowszechniane przede wszystkim za pośrednictwem
tekstu drukowanego w tłumaczeniach na różnorodne i rozliczne języki naszej
planety. Słowo Boże powinno być również głosem rozbrzmiewającym przez radio,
internet, kanały wirtualnego rozpowszechniania on line, CD, DVD, podcast itd.
Powinno pojawiać się na ekranach telewizyjnych i kinowych, w prasie, podczas
wydarzeń kulturalnych i społecznych.
Ta nowa komunikacja społeczna, w odróżnieniu od tradycyjnej, posługuje się
specyficznymi środkami wyrazu, należy zatem zdobyć odpowiednie przygotowanie nie
tylko techniczne, ale i kulturowe. W czasach zdominowanych przez obraz,
przekazywany w szczególności za pośrednictwem wszechpotężnego środka
komunikacji, jakim jest telewizja, nadal zachowuje swoje znaczenie i siłę
przekonywania model wybrany przez Chrystusa. Posługiwał się On symbolem,
opowiadaniem, przykładem, codziennym doświadczeniem i przypowieścią: «I mówił im
wiele w przypowieściach (...). A bez przypowieści nic tłumom nie mówił» (por. Mt
13, 3. 34). Głosząc królestwo Boże, Jezus nie mówił nigdy ponad głowami
słuchaczy, językiem ogólnikowym, abstrakcyjnym i ulotnym, ale zdobywał ich
posłuch mówiąc właśnie o ziemi, po której chodzili, by wychodząc od
codzienności, prowadzić ich do objawienia Królestwa niebieskiego. Wymowna jest
scena, którą opowiada Jan: «Niektórzy chcieli Go nawet pojmać, lecz nikt nie
podniósł na Niego ręki. Wrócili więc strażnicy do arcykapłanów i faryzeuszy, a
ci rzekli do nich: ’Czemu go nie pojmaliście?’ Strażnicy odpowiedzieli: ’Nigdy
jeszcze nikt tak nie przemawiał jak ten człowiek’» (J 7, 44-46).
12. Chrystus idzie ulicami naszych miast i przystaje na progach naszych
domów: «Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi
otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną» (Ap 3, 20). Słowo
Boże powinno dotrzeć przede wszystkim do rodziny, przeżywającej w swoich
czterech ścianach radości i dramaty. W Biblii, która pełna jest małych i
wielkich historii rodzinnych, Psalmista w plastyczny sposób przedstawia ojca
zasiadającego przy stole w otoczeniu żony, która zostaje porównana do «płodnego
szczepu winnego», oraz synów, «szczepów oliwnych» (Ps 128[127]). W początkowym
okresie chrześcijaństwa liturgia była sprawowana w kontekście codziennego życia,
podobnie jak Pascha, którą Izrael obchodził w rodzinie (por. Wj 12, 21-27).
Przekaz Słowa Bożego następuje z pokolenia na pokolenie, a zatem rodzice są
«pierwszymi zwiastunami wiary» (Lumen gentium, 11). Psalmista przypominał
również, że «cośmy słyszeli i cośmy poznali, i co nam opowiedzieli nasi ojcowie,
tego nie ukryjemy przed ich synami. Opowiemy przyszłemu potomstwu chwałę Pana i
Jego potęgę, i cuda, których dokonał. (...) aby to poznało przyszłe pokolenie,
synowie, co się narodzą» (Ps 78[77], 3-4. 6).
Tak więc w każdym domu powinna być Biblia, przechowywana w sposób odpowiedni
i godny. Należy ją czytać i modlić się w oparciu o Słowo, a rodzina powinna
zadbać o formy i wzorce wychowawcze w odniesieniu do modlitwy, katechezy,
dydaktyki i korzystania z Pism, aby «młodzieńcy, a także dziewice, starcy wraz z
młodzieżą» (Ps 148, 12) słuchali Słowa Bożego, pojmowali je i wielbili oraz nim
żyli. Właściwa i specyficzna pedagogika winna sprawić w szczególności, że nowe
pokolenia dzieci i młodzieży ulegną fascynacji postacią Chrystusa, otworzą
umysły i serca, również dzięki spotkaniu z dorosłym i jego autentycznemu
świadectwu, pozytywnemu wpływowi przyjaciół i towarzystwu wielkiej wspólnoty
kościelnej.
13. W przypowieści o siewcy Jezus przypomina nam, że gleba może być sucha,
kamienista, zarośnięta przez osty (por. Mt 13, 3-7). Ten kto idzie drogami
świata, odkrywa również miejsca, gdzie panuje cierpienie i ubóstwo, upokorzenie
i ucisk, marginalizacja i różne formy nędzy, choroby fizyczne i psychiczne oraz
samotność. Często uliczny bruk zbroczony jest krwią przelaną na skutek wojen i
przemocy, w pałacach możnowładców spotykają się korupcja i niesprawiedliwość.
Słychać krzyk prześladowanych za wierność sumieniu i wierze. Niektórych
przytłacza kryzys egzystencjalny, dusze innych pozbawione są znaczenia, które
nadałoby sens i wartość życiu. Jak «przemijający cień, na próżno tyle się
niepokojący» (por. Ps 39[38], 7), wielu ciąży również milczenie Boga, Jego
pozorna nieobecność lub obojętność: «Jak długo, Panie, całkiem o mnie nie
będziesz pamiętał? Dokąd kryć będziesz przede mną oblicze?» (Ps 13[12], 2). Na
koniec staje przed każdym tajemnica śmierci.
Ten wielki jęk, płynący z ziemi ku niebu, nieustannie wyraża Biblia,
przedstawiająca wiarę historyczną i wcieloną. Wystarczy przypomnieć te jej
stronice, które wypełniają przemoc i ucisk, przenikliwe i przeciągłe wołanie
Hioba, żarliwe błagania psalmów, lekki wewnętrzny kryzys duszy Koheleta, odważne
głosy proroków, nazywających po imieniu różne formy niesprawiedliwości
społecznej. W istotnym fragmencie Księgi Rodzaju bezwzględnie potępiony jest też
radykalny grzech, który pojawia się z całą swoją niszczycielską siłą u samych
początków ludzkości (rozdz. 3). «Misterium nieprawości» jest bowiem obecne i
czynne w dziejach, lecz odsłania je Słowo Boże, które gwarantuje zwycięstwo
dobra nad złem w Chrystusie.
Przede wszystkim jednak w Piśmie Świętym dominuje postać Chrystusa, który
rozpoczyna swoją publiczną działalność, głosząc nadzieję dla tych, którzy na
ziemi są ostatni: «Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał
Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym
przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski Pana»
(Łk 4, 18-19). Jego ręce nieustannie dotykają chorych ciał i zakażonych ran,
Jego słowa głoszą sprawiedliwość, napełniają nieszczęśliwych otuchą, przebaczają
grzesznikom. Na koniec sam schodzi najniżej jak można, «ogołacając samego
siebie» z chwały, «przyjmując postać sługi, stając się podobnym do ludzi. (...)
uniżając samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci — i to śmierci
krzyżowej»(por. Flp 2, 7-8).
Odczuwa zatem lęk przed śmiercią («Ojcze mój, jeżeli to możliwe, niech Mnie
ominie ten kielich»), zaznaje samotności po tym, jak przyjaciele opuszczają Go i
zdradzają; ukrzyżowanie pogrąża Go w czeluści najokrutniejszego bólu fizycznego,
pośród nieprzeniknionego milczenia Ojca («Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie
opuścił?»), po czym trafia do ostatecznej otchłani każdego człowieka, jaką jest
śmierć («zawołał donośnym głosem i oddał ducha»). W odniesieniu do Niego można
naprawdę zastosować Izajaszową definicję Sługi Pańskiego: «Mąż boleści, oswojony
z cierpieniem» (53, 3).
Jednakże nawet w tym krańcowym momencie On nie przestaje być Synem Bożym:
Jego solidarność, miłość i ofiara z siebie są nasieniem boskości pośród
ograniczeń ludzkości i zła, są zalążkiem wyzwolenia i zbawienia. Składając z
siebie dar, rozjaśnia światłem odkupienia cierpienie i śmierć, na które się
zgodził, i również nam ukazuje brzask zmartwychwstania. Tak więc misją
chrześcijanina jest głoszenie tego Bożego Słowa nadziei, dzielenie się nim z
ubogimi i cierpiącymi, poprzez dawanie świadectwa wiary w Królestwo prawdy i
życia, świętości i łaski, sprawiedliwości, miłości i pokoju, a także pełną
miłości bliskość, która nie sądzi i nie potępia, ale podtrzymuje, oświeca,
pociesza i przebacza w duchu słów Chrystusa: «Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy
utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię» (Mt 11, 28).
14. Słowo Boże wiedzie nas, chrześcijan, po drogach świata na spotkanie z
narodem żydowskim, z którym jesteśmy głęboko związani, ponieważ i my, i on
uznajemy i kochamy Pisma Starego Testamentu, i dlatego, że z Izraela «jest
Chrystus według ciała» (Rz 9, 5). Wszystkie stronice świętych ksiąg żydowskich
rzucają światło na tajemnicę Boga i człowieka, zawierają bogactwo refleksji i
skarby moralności, zarysowują długi szlak dziejów zbawienia aż do jego
wypełnienia, w żywy sposób pokazują, jak Słowo Boże wciela się w ludzkie sprawy.
Pozwalają nam one w pełni pojąć rolę Chrystusa, który powiedział, że «nie
przyszedł znieść Prawa albo Proroków (...), ale wypełnić» (por. Mt 5, 17).
Stanowią przestrzeń dialogu z narodem wybrania, który otrzymał od Boga
«przybrane synostwo i chwałę, przymierza i nadanie Prawa, pełnienie służby Bożej
i obietnice» (por. Rz 9, 4), a obfita spuścizna judaistycznej tradycji
egzegetycznej pozwala nam wzbogacić naszą interpretację Świętych Pism.
«Błogosławiony niech będzie Egipt, mój lud, i Asyria, dzieło moich rąk, i
Izrael, moje dziedzictwo» (Iz 19, 25). Pan chroni zatem pod płaszczem swojego
błogosławieństwa wszystkie narody ziemi, bo pragnie, aby «wszyscy ludzie zostali
zbawieni i doszli do poznania prawdy» (1 Tm 2, 4). Również my, chrześcijanie,
jesteśmy wezwani, by na drogach świata – nie ulegając synkretyzmowi, który
wprowadza zamieszanie i zubaża tożsamość duchową – nawiązywać nacechowany
szacunkiem dialog z mężczyznami i kobietami wyznającymi inne religie, posłusznie
i wiernie zachowującymi wskazania swoich świętych ksiąg, poczynając od wyznawców
islamu, którego tradycja przyjęła liczne postaci, symbole i tematy biblijne i
który daje nam świadectwo szczerej wiary w jedynego, współczującego i
miłosiernego Boga, Stwórcy wszelkiego istnienia i Sędziego ludzkości.
Chrześcijanin odnajduje również wspólne cechy w wielkich tradycjach
religijnych Wschodu, które – tak jak buddyzm – uczą nas w świętych tekstach
szacunku dla życia, kontemplacji, milczenia, prostoty, wyrzeczenia się. Hinduizm
uwydatnia poczucie sacrum, ofiarę, pielgrzymowanie, post i święte symbole.
Konfucjanizm z kolei uczy mądrości oraz wartości rodzinnych i społecznych.
Również religiom tradycyjnym, których wartości duchowe wyrażają się w obrzędach
i kulturach ustnych, pragniemy okazać życzliwe zainteresowanie i nawiązać z nimi
pełen szacunku dialog. Także razem z tymi, którzy nie wierzą w Boga, ale starają
się «czynić sprawiedliwość, miłować wierność i postępować w pokorze» (por. Mi 6,
8), powinniśmy starać się budować świat bardziej sprawiedliwy i żyjący w pokoju
oraz składać w dialogu autentyczne świadectwo Słowu Bożemu, które może odsłonić
przed nimi nowe i szczere horyzonty prawdy i miłości.
15. W swoim Liście do artystów (1999) Jan Paweł II przypominał, że «Pismo
Święte stało się (...) swego rodzaju ’ogromnym słownikiem’ (P. Claudel) i
’atlasem ikonograficznym’ (M. Chagall), z którego czerpała chrześcijańska
kultura i sztuka» (n. 5). Goethe był przekonany, że Ewangelia jest «językiem
ojczystym Europy». Weszło już w zwyczaj mówienie, że Biblia jest «wielkim
kodeksem» uniwersalnej kultury: artyści obficie czerpali z tego wielobarwnego
skarbca opowieści, symboli i postaci, jakim są stronice Biblii; kompozytorzy
czerpali natchnienie do swoich utworów ze świętych tekstów, zwłaszcza Psalmów;
pisarze przez całe wieki wykorzystywali te starożytne opowiadania, które pełniły
funkcję przypowieści egzystencjalnych; poeci zadawali sobie pytania dotyczące
tajemnicy ducha, nieskończoności, zła, miłości, śmierci i życia, posługując się
biblijnymi środkami poetyckiej ekspresji; dla myślicieli, uczonych i samego
społeczeństwa nierzadko punktem odniesienia, także na zasadzie kontrastu, były
duchowe i etyczne pojęcia (weźmy jako przykład Dekalog) wyrażone w Słowie Bożym.
Nawet jeśli występująca w Pismach postać lub idea była odwzorowana w
zniekształcającej formie, uznawano, że ich znaczenie dla naszej cywilizacji ma
charakter absolutny i podstawowy.
Dlatego też Biblia, ucząca nas również via pulchritudinis, czyli drogi
piękna, na której można pojąć i dosięgnąć Boga («śpiewajcie Bogu z wdziękiem!» –
zachęca nas Psalm 47[46], 8), jest potrzebna nie tylko wierzącemu, ale
wszystkim, aby odkryć autentyczne znaczenie różnych kultur, a zwłaszcza odnaleźć
naszą historyczną, społeczną, ludzką i duchową tożsamość. W niej zakorzeniona
jest nasza wielkość i dzięki niej możemy wychodzić na spotkanie innym
cywilizacjom i kulturom z szlachetnym dziedzictwem, bez poczucia niższości.
Biblia powinna być zatem znana i studiowana przez wszystkich jako źródło
nadzwyczajnego piękna oraz humanistycznego i kulturowego bogactwa.
Jednakże Słowo Boże – jak mówi obrazowo św. Paweł – «nie jest przywiązane»
(por. 2 Tm 2, 9) do jednej kultury. Co więcej, pragnie szerzyć się ponad
granicami, i właśnie Apostoł w nadzwyczajny sposób przyczynił się do
inkulturacji orędzia biblijnego w nowych kontekstach kulturowych. To samo
Kościół powinien czynić również i dzisiaj, poprzez niełatwy, ale konieczny
proces, dla którego silnym bodźcem jest nauczanie Papieża Benedykta XVI. Kościół
musi zabiegać o to, by Słowo Boże przedostawało się do różnorodnych kultur, i
wyraża je za pomocą ich języków, pojęć, symboli i tradycji religijnych. Musi
jednak zawsze czuwać nad zachowaniem prawdziwej istoty zawartych w nim treści,
wystrzegając się niebezpieczeństwa przeinaczeń.
Kościół powinien zatem starać się, by jaśniały wartości, które Słowo Boże
ofiaruje innym kulturom, aby mogły być przez nie oczyszczane i ubogacane. Jak
powiedział Jan Paweł II do episkopatu Kenii podczas podróży do Afryki w 1980 r.,
«inkulturacja będzie rzeczywiście odblaskiem wcielenia Słowa, jeśli jakaś
kultura, przemieniona i odrodzona przez Ewangelię, wytworzy w swojej własnej
tradycji oryginalne formy życia, celebrowania i myśli chrześcijańskiej».
Zakończenie
«A głos, który słyszałem z nieba, znów usłyszałem, jak zwracał się do mnie w
słowach: ’Idź, weź księgę otwartą w ręce anioła’ (...). I rzecze mi [anioł]:
’Weź i połknij ją, a napełni wnętrzności twe goryczą, lecz w ustach twych będzie
słodka jak miód’. I wziąłem książeczkę z ręki anioła, i połknąłem ją, a w ustach
moich stała się słodka jak miód, gdy zaś ją spożyłem, goryczą napełniły się moje
wnętrzności» (Ap 10, 8-10).
Bracia i siostry na całym świecie, odpowiedzmy również i my na to wezwanie;
przystępujmy do stołu Słowa Bożego, by karmić się i żyć «nie samym tylko
chlebem, ale wszystkim, co pochodzi z ust Pana» (por. Pwt 8, 3; Mt 4, 4). Pismo
Święte – jak mówił wybitny przedstawiciel kultury chrześcijańskiej – «zawiera
ustępy, które mogą pocieszyć człowieka w każdej sytuacji, oraz ustępy, które w
każdej sytuacji mogą napełnić lękiem» (B. Pascal, Myśli, n. 532).
Słowo Boże jest bowiem «słodsze od miodu płynącego z plastra» (Ps 19[18],
11), jest «lampą dla kroków i światłem na ścieżce» (por. Ps 119[118], 105), ale
jest również «jak ogień i jak młot kruszący skałę» (por. Jr 23, 29). Jest jak
ulewa, która nawadnia i użyźnia ziemię, zapewnia jej urodzaj i sprawia, że
zakwitają również nasze jałowe duchowe pustynie (por. Iz 55, 10-11). Jest
również «żywe, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające
aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i
myśli serca» (por. Hbr 4, 12).
Z serdecznymi uczuciami zwracamy się do uczonych, katechetów oraz innych sług
Słowa Bożego, aby im wyrazić naszą głęboką i z serca płynącą wdzięczność za ich
cenną i ważną posługę. Zwracamy się także do naszych braci i sióstr, którzy
doznają prześladowań bądź grozi im śmierć z powodu Słowa Bożego oraz za
świadectwo składane Panu Jezusowi (por. Ap 6, 9): jako świadkowie i męczennicy
mówią nam o «mocy Słowa» (por. Rz 1, 16), źródle ich wiary, nadziei i miłości do
Boga i do człowieka.
Wyciszmy się teraz, by dobrze słuchać Słowa Pana, a po wysłuchaniu go
pozostańmy w ciszy, bo będzie ono w nas trwać i żyć, a także do nas przemawiać.
Niech rozbrzmiewa ono na początku naszego dnia, aby do Boga należało pierwsze
słowo, a pod wieczór niech powróci do nas echem, by ostatnie słowo należało do
Boga.
Drodzy bracia i siostry, «pozdrawiają was wszyscy z naszego otoczenia.
Pozdrawiajcie tych, którzy nas kochają w wierze. Łaska z wami wszystkimi!» (por.
Tt 3, 15)..
Zaproszenie i program
kongregacji
|