|
Dlaczego wy, kobiety, tak pchacie się do ołtarza? Słysząc to z ust mojego moderatora, zastygłam w bezruchu przy nakładaniu alby. Przecież to takie oczywiste! – pomyślałam zupełnie zaskoczona. Jak można tego nie wiedzieć! Po chwili doszłam do siebie i odrzekłam: Po prostu chcemy tak jak wy [mężczyźni] zrobić dla Boga coś naprawdę wielkiego.
Opisana sytuacja miała miejsce ładnych parę lat temu, kiedy po raz pierwszy w życiu miałam okazję służyć do Mszy Świętej. To niesamowite poczucie bliskości i swoistego wybrania, że oto przygotowuję miejsce, na którym za chwilę dokona się Cud. Idąc dalej, jakże niezwykłym doświadczeniem byłaby możliwość uczestniczenia w Nim w sposób jeszcze bardziej bezpośredni – w postaci kapłana! Móc sprawować Eucharystię, złożyć Bogu Największą Ofiarę w imieniu wszystkich ludzi. Zrobić coś tak widocznego, a zarazem tajemniczego. Być kapłanem – służyć ludziom, być z nimi, nieść pokój, przemieniać ich, a także jednoczyć. Myślę, że taka myśl z pewnością choć raz w życiu przeszła przez głowę niejednej kobiecie, znajdującej się w jakiejś wspólnocie.

Kobieta jest bowiem w szczególny sposób powołania do bezinteresownego poświęcenia. Jej opiekuńcza i niezwykle wrażliwa natura sprawia, że potrafi ona w lot dostrzegać potrzeby innych. Uwielbia poznawać, jej uwaga jest skierowana przede wszystkim na relacje międzyludzkie (złośliwcy nazywają to plotkarstwem). Doskonale radzi sobie z organizacją czasu, działaniem w stresie czy choćby wykonywaniem kilku rzeczy na raz. Nie można zapominać także o stronie duchowej. Przeżywanie wiary przez kobiety jest oparte przede wszystkim na zaufaniu – nie potrzebują one dowodów, tak jak mocno osadzeni w rzeczywistości mężczyźni. Kobiety mają „słuch absolutny” na Boga. Mężczyźni często myślą o Nim teoretyczne, znajdują definicje, mówią, że jest celem ostatecznym albo pierwszą przyczyną. Kobiety wiedzą od zawsze, że jest miłością, że jest czuły, że można Go dotknąć, że jest zawsze obecny. Z natury bardziej chłoną to, co duchowe, i rozumieją to w sposób intuicyjny. Dlatego, gdy mężczyzna w konsekwencji swoich przemyśleń przechodzi do buntu lub obojętności i odcina się od Boga, kobieta nigdy nie zamyka drzwi do końca.
W Biblii znajduje się wiele przykładów kobiet, które w trudnej sytuacji nie zaczęły stereotypowo panikować czy gderać, lecz stanęły na wysokości zadania, wypełniając misję powierzoną im przez Boga (choćby Judyta czy Maryja). W historii znajdujemy wiele przykładów kobiet, które były kapłankami, prorokiniami, strażniczkami świętego ognia czy wojowniczkami gotowymi poświęcić swoje życie w obronie tego, w co wierzyły. Również w historii Kościoła kobiety zawsze były obecne i wywierały niemały wpływ na Jego dzieje (św. Katarzyna ze Sieny).

Nigdy jednak nie zostały oficjalnie nazwane „kapłankami”, co u wielu budzi pewien niesmak i poczucie niesprawiedliwości, zwłaszcza, jeśli spojrzy się na społeczny bagaż dziejowy, jakim była męska dominacja. I nie chodzi tu o zagorzałe feministki, które w walce o władzę i równouprawnienie zatraciły gdzieś swą kobiecość, lecz o dostrzeżenie i nagrodzenie kobiecej wierności, odwagi i poświęcenia. Nikt nie jest w stanie zaprzeczyć, że kapłan czyni „wielkie rzeczy”. Kobiety dodadzą jeszcze przymiotnik – widzialne. To ważne, ponieważ ich działanie jest skierowane przede wszystkim na wnętrze. Swoją postawą, zwykłą obecnością, zmieniają świat niewerbalnie. Nie muszą mieć trzech fakultetów i być mistrzyniami erudycji, by nieokrzesany na co dzień budowlaniec ugryzł się w język, w czasie krótkiej pogawędki, a sobotni postrach okolicznych remiz, darował komuś zniewagę. Jednakże kobiety nie czują się dowartościowane z tego powodu, ponieważ świat bardziej ceni to, co widzialne, a przykład kościołów protestanckich, gdzie kobiety mogą pełnić wysokie stanowiska, tylko utwierdza je w tym przekonaniu.
Wydaje się więc, że sedno problemu kapłaństwa kobiet tkwi w ich dowartościowaniu, w uświadomieniu roli niesienia Chrystusa potrzebującym, służenia Mu na każdej płaszczyźnie życia, ale w taki sposób, by nie potrzebowały one „oficjalnego” potwierdzenia. Co więcej, nie może to być jednorazowe przedsięwzięcie, lecz permanentna afirmacja „kapłaństwa serca”, by kobiety emanowały wewnętrznym pięknem, dostrzegalnym przez nie same na zewnątrz. Mężowie i zakochani mężczyźni dobrze wiedzą, że żadnej kobiecie nie wystarczy powiedzieć tylko raz „kocham cię” – one mogą i, co ważniejsze, chcą słyszeć te słowa po kilka razy dziennie. Dowartościowana kobieta czuje się kochana, a przez to potrzebna. Stąd zaś wypływa jej siła i motywacja do wypełniania każdego rodzaju powołania. Wtedy nawet wykonując z pozoru proste i zwykłe zadania czuje się spełniona. Tym samym tytułowy szturm na ołtarz traci rację bytu.
Agnieszka Fedorowicz
Bibliografia
J. Croissant, Kobieta, kapłaństwo serca, Poznań 1998, s. 163-165.
L. Jarosch, A. Grűn, Królowa i dzika kobieta. Żyj pełnią kobiecości, Edycja Świętego Pawła 2006.
Słuch absolutny, czyli kobieta w Kościele
Czego pragną kobiety?
|