|

Słowo życia:
– Bądźcie świętymi, ponieważ Ja jestem Święty (Kpł 11,
44).
Intencja modlitewna:
-
o cnotę pokory,
- o łaskę świętości życia dla kapłanów
Lektura:
– ks. Franciszek Blachnicki, Rekolekcje
więzienne, Krościenko 2001.
Postacie miesiąca: św. Jan Maria Vianney, bp Tadeusz Błaszkiewicz
św. Jan Maria Vianney
Jan
urodził się w rodzinie ubogich wieśniaków w Dardilly koło Lyonu 8 maja 1786 r.
Do I Komunii przystąpił potajemnie podczas Rewolucji Francuskiej w 1799 r. Po
raz pierwszy przyjął Chrystusa do swego serca w szopie, zamienionej na
prowizoryczną kaplicę, do której wejście dla ostrożności zasłonięto furą siana.
Ponieważ szkoły parafialne były zamknięte, nauczył się czytać i pisać, kiedy
miał 17 lat.
Po ukończeniu szkoły podstawowej, otwartej w Dardilly dopiero w 1803 roku,
Jan uczęszczał do szkoły w Ecully (od roku 1806). Miejscowy, świątobliwy
proboszcz udzielał młodzieńcowi nauki łaciny. Od służby wojskowej wybawiła go
ciężka choroba, na którą zapadł. Wstąpił do niższego seminarium duchownego w
1812 r. Przy tak słabym przygotowaniu i późnym wieku nauka szła mu bardzo
ciężko. W roku 1813 przeszedł jednak do wyższego seminarium w Lyonie.
Przełożeni, litując się nad nim, radzili mu, by opuścił seminarium. Zamierzał
faktycznie tak uczynić i wstąpić do Braci Szkół Chrześcijańskich, ale odradził
mu to proboszcz z Ecully. On też interweniował za Janem w seminarium.
Dopuszczono go do święceń kapłańskich właśnie ze względu na tę opinię oraz
dlatego, że diecezja odczuwała dotkliwie brak kapłanów. 13 sierpnia 1815 roku
otrzymał święcenia kapłańskie. Miał wówczas 29 lat.
Pierwsze trzy lata spędził jako wikariusz w Ecully. Na progu swego kapłaństwa
natrafił na kapłana, męża pełnego cnoty i duszpasterskiej gorliwości. Po jego
śmierci biskup wysłał Jana na wikariusza-kapelana do Ars-en-Dembes. Młody kapłan
zastał kościółek zaniedbany i opustoszały. Obojętność religijna była tak wielka,
że na Mszy świętej niedzielnej było kilka osób. Wiernych było zaledwie 230;
dlatego też nie otwierano parafii, gdyż żaden proboszcz by na niej nie wyżył. O
wiernych Ars mówiono pogardliwie, że tylko chrzest różni ich od bydląt. Ks. Jan
przybył tu jednak z dużą ochotą. Nie wiedział, że przyjdzie mu tu pozostać przez
41 lat (1818-1859).
Całe godziny przebywał na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. Sypiał
zaledwie po parę godzin na gołych deskach. Kiedy w 1824 r. otwarto w wiosce
szkółkę, uczył w niej prawd wiary. Jadł nędznie i mało, można mówić o wiecznym
poście. Dla wszystkich był uprzejmy. Odwiedzał swoich parafian i rozmawiał z
nimi przyjacielsko. Powoli wierni przyzwyczaili się do swojego pasterza. Kiedy
biskup spostrzegł, że ks. Jan daje sobie jakoś radę, otworzył w 1823 r. formalną
parafię w Ars. Dobroć pasterza i surowość jego życia, kazania proste i płynące z
serca - powoli nawracały dotąd zaniedbane i zobojętniałe dusze. Kościółek zaczął
się z wolna zapełniać w niedziele i święta, a nawet w dni powszednie. Z każdym
rokiem wzrastała liczba przystępujących do sakramentów.
Pomimo tylu zabiegów nie wszyscy jeszcze zostali pozyskani dla Chrystusa. Ks.
Jan wyrzucał sobie, że to z jego winy. Za mało się za nich modlił i za mało
pokutował. Wyrzucał także sobie własną nieudolność. Błagał więc biskupa, by go
zwolnił z obowiązków proboszcza. Kiedy jego błagania nie pomogły, postanowił
uciec i skryć się w jakimś klasztorze, by nie odpowiadać za dusze innych. Biskup
jednak nakazał mu powrócić. Posłuszny, uczynił to. Nie wszyscy kapłani rozumieli
niezwykły tryb życia proboszcza z Ars. Jedni czynili mu gorzkie wymówki, inni
podśmiewali się z dziwaka. Większość wszakże rozpoznała w nim świętość i
otoczyła go wielką czcią.
Sława proboszcza zaczęła rozchodzić się daleko poza
parafię Ars. Napływały nawet z odległych stron tłumy ciekawych. Kiedy zaś
zaczęły rozchodzić się pogłoski o nadprzyrodzonych charyzmatach księdza Jana
(dar czytania w sumieniach ludzkich i dar proroctwa), ciekawość wzrastała. Ks.
Jan spowiadał długimi godzinami. Miał różnych penitentów: od prostych wieśniaków
po elitę Paryża. Bywało, że zmordowany jęczał w konfesjonale: "Grzesznicy zabiją
grzesznika"! W dziesiątym roku pasterzowania przybyło do Ars ok. 20 000 ludzi. W
ostatnim roku swojego życia miał przy konfesjonale ich ok. 80 000. Łącznie przez
41 lat przesunęło się przez Ars około miliona ludzi.
Nadmierne pokuty osłabiły już i tak wyczerpany organizm. Pojawiły się bóle
głowy, dolegliwości żołądka, reumatyzm. Do cierpień fizycznych dołączyły
duchowe: oschłość, skrupuły, lęk o zbawienie, obawa przed odpowiedzialnością za
powierzone sobie dusze i lęk przed sądem Bożym. Jakby tego było za mało, szatan
przez 35 lat pokazywał się ks. Janowi i nękał go nocami, nie pozwalając nawet na
kilka godzin wypoczynku. Inni kapłani myśleli początkowo, że są to gorączkowe
przywidzenia, że proboszcz z głodu i nadmiaru pokut był na granicy obłędu. Kiedy
jednak sami stali się świadkami wybryków złego ducha, uciekli w popłochu. Jan
Vianney przyjmował to wszystko jako zadośćuczynienie Bożej sprawiedliwości za
przewiny własne, jak też grzeszników, których rozgrzeszał.
Jako męczennik cierpiący za grzeszników i ofiara konfesjonału, zmarł 4
sierpnia 1859 r., przeżywszy 73 lata. W pogrzebie skromnego proboszcza z Ars
wzięło udział ok. 300 kapłanów i ok. 6000 wiernych. Nabożeństwu żałobnemu
przewodniczył biskup ordynariusz. Śmiertelne szczątki złożono nie na cmentarzu,
ale w kościele parafialnym. W 1865 r. rozpoczęto budowę obecnej bazyliki. Papież
św. Pius X dokonał beatyfikacji sługi Bożego w 1905 roku, a do chwały świętych
wyniósł go w roku jubileuszowym 1925 Pius XI. Ten sam papież ogłosił św. Jana
Vianneya patronem wszystkich proboszczów Kościoła rzymskiego w roku 1929. W
stulecie śmierci proboszcza z Ars Jan XXIII wystosował osobną encyklikę
Sacerdoti nostri primordia, w której przypomniał tę piękną postać.
W ikonografii Święty przedstawiany jest w stroju duchownym ze stułą na szyi,
często w otoczeniu dzieci.
bp Tadeusz Błaszkiewicz
Ks. Biskup Tadeusz Błaszkiewicz urodził się 21 września
1916 r. w Przemyślu. Szkołę średnią ukończył w gimnazjum oo. Jezuitów w
Chyrowie. Po maturze odbył służbę wojskową w Szkole Podchorążych w Jarosławiu
przy 24 dywizji piechoty. Od 1936 r. studiował filologię klasyczna na UJ w
Krakowie. We wrześniu 1939 r. brał udział w kampanii wrześniowej na froncie
południowym w Armii „Karpaty”. Po klęsce wrześniowej służył w szeregach Armii
Krajowej i uczestniczył w tajnym nauczaniu aż do wyzwolenia Polski.
W listopadzie 1944 wstąpił do Seminarium Duchownego w Przemyślu. Święcenia
kapłańskie otrzymał 19 czerwca 1949 r. Po dwumiesięcznej pracy wikariuszowskiej
został skierowany na KUL. Tam ukończył pedagogikę specjalna. W 1952 r. został
prefektem i profesorem języka łacińskiego i greckiego oraz wykładowcą pedagogiki
i psychologii wychowawczej w Seminarium Duchownym w Przemyślu. Jednocześnie
czynnie uczestniczył w pracy duszpasterskiej, głosząc nauki konferencje i
rekolekcje. Przez kilkanaście lat był moderatorem Sodalicji Mariańskiej w
Przemyślu, która działała w ukryciu wbrew zakazowi ówczesnych władz.
Jednocześnie był referentem w Kurii Biskupiej.
Dnia 30 kwietnia 1970 r. papież Paweł VI mianował ks. Błaszkiewicza biskupem
pomocniczym ks. Biskupa Ignacego Tokarczuka w Przemyślu. W diecezji przemyskiej
ks. Bp Błaszkiewicz m.in. pełnił funkcję wikariusza generalnego.
W latach 1977-1986 był delegatem Episkopatu Polski do spraw Ruchu
Światło-Życie, w życiu którego brał czynny udział. Ks. Blachnicki dziękował
biskupowi „ za reprezentowanie naszego Ruchu i jego spraw na Konferencjach
Episkopatu Polski. Z natury rzeczy Ruch, stanowiący nowe, dynamiczne zjawisko w
Kościele stwarzał nieraz pewne problemy, które domagały się nieraz wyjaśnienia i
prostowania.(...) właśnie Twoje cierpliwe wyjaśnienie i prostowanie
sprawiło, że Episkopat w całości z coraz większym zaufaniem odnosił się do Ruchu
Światło-Życie. Dziękujemy również za przekazywanie nam dyrektyw, życzeń
Konferencji Episkopatu. Były nieraz problemy trudne i delikatne (...)
Umiałeś zawsze z wielkim taktem, z jakąś delikatnością, ale równocześnie i
stanowczo przekazywać nam życzenia i dyrektywy w tych sprawach.(...)
Dziękujemy Ci za przewodniczenie delegatom naszego Ruchu w ważnych przełomowych
momentach, czy to na KKO Ruchu, czy na dniach wspólnoty, czy wtedy, kiedy nasza
delegacja prezentowała Ruch wobec Kard. Wojtyły i poszerzonej Komisji
Apostolstwa Świeckich, czy gdy uczestniczyła w międzynarodowym Kongresie w
Rzymie”.
W 1980 r. Jan Paweł II nazwał biskupa Błaszkiewicza "Opiekunem Ruchu z
ramienia Kościoła". Ks. Blachnicki później komentował: „Szczególnie w
okresie stanu wojennego zaznaczała się Twoja prawdziwie ojcowska opieka nad
Ruchem. Diakonia Stała, jakby osierocona w tym czasie, znalazła u Ciebie
oparcie; znalazł oparcie silne u Ciebie ks. Wojciech, który w tak trudnych
okolicznościach podjął się odpowiedzialności za Ruch; przyjmując funkcję
moderatora krajowego. (...) Dla nas zostaniesz na zawsze Ojcem Ruchu
Światło-Życie przez swój opiekuńczy wkład w rozwój Ruchu w momentach tak
decydujących i przełomowych”. Rezygnacje ze stanowiska Delegata ds. Ruchu
(powodowaną względami zdrowotnymi) ks. Blachnicki skomentował m.in.
słowami: „Rozumiemy wprawdzie i szanujemy Twoją motywacje tej decyzji.
Niemniej uświadamiamy sobie to, cośmy utracili i dlatego wolno nam wyrazić także
nasze zasmucenie z powodu tego faktu”.
W 1991 r. bp Błaszkiewicz przeszedł na emeryturę. Do końca swoich dni
interesował się sprawami Ruchu, był szczególnie zainteresowany rozwojem i
przeszczepieniem go na Wschód. Zmarł 7 czerwca 1993 r. w
Przemyślu.
|