Jak dziecko

jodlowscyPodejmując posługę na wakacyjnej oazie Dzieci Bożych, Marysia i Edek z Domowego Kościoła byli gotowi na wiele: wycieranie nosów, opatrywanie podrapanych kolan, pocieszanie tęskniących za rodzicami. Od swoich podopiecznych otrzymali tymczasem lekcję spontanicznego i bezwarunkowego otwarcia na działanie Boga. Doświadczenie, z którego czerpią do dziś.

Znajomi z Domowego Kościoła opowiedzieli nam kiedyś o wizycie zaprzyjaźnionego księdza. Jednym z tematów była rozmowa o przygotowywanej w tej parafii Eucharystii, którą miała animować wspólnota neokatechumenatu. Kiedy w pewnym momencie do przechodzącej córki znajomych ksiądz zażartował, że jej rodzice zmieniają wspólnotę i już w najbliższą niedzielę wybierają się na Mszę tej nowej wspólnoty, córka odparła bez zastanowienia: – Nie wierzę. – Dlaczego? –  zapytał ksiądz. Córka odparła tak, jakby dawno miała już przygotowaną odpowiedź: – Są za sztywni.
Rozmowa, jakich pewnie wiele w naszych rodzinach, będąca pretekstem do zdrowej wymiany poglądów lub stanowiąca asumpt do głębszej osobistej refleksji nad tym, co to znaczy, że członkowie Domowego Kościoła postrzegani są często jako ludzie sztywni, nader poważni. Czy ten wizerunek jest powszechny, czy też jest wynikiem obserwacji wąskiej grupy uczestników? Co to może oznaczać, że ktoś jest sztywny w kontekście praktykowania swojej wiary? Czy oznacza to pozostawanie w sferze stereotypów, powinności, a może brak otwarcia na Boże działanie?
008 Od pewnego czasu słyszeliśmy, jak moderator diecezjalny mówi o postawie diakonijnej, wynikającej z przeżycia formacji podstawowej, również w Domowym Kościele. W jego argumentacji taka postawa powinna wyrażać się w konkretach, polegających m.in. w służeniu dzieciom na Oazie Dzieci Bożych. Rozważaliśmy te słowa, ale nigdy nie doczekały się one działania z naszej strony. Nigdy – do tych wakacji, kiedy to ksiądz moderator zaproponował nam wyjazd na ODB do Rzepedzi.
003
Mieliśmy być pomocą dla księdza prowadzącego, animatorów, dzieciaków. Mieliśmy zwyczajnie być świadectwem, że małżeństwo, rodzina może być blisko Boga na co dzień. Dość szybko okazało się, że to i proste, i bardzo wymagające zadanie. Skoro jednak oddaliśmy te rekolekcje Jezusowi jeszcze przed wyjazdem, to Chrystus nie pozostawił nas samych w czasie ich trwania. To również był czas naszego przeżywania szczególnego spotkania z Panem, odkrywania przez nas Bożego działania z nieco innej niż dotychczas perspektywy. Pan Jezus poprowadził nas drogą doświadczenia modlitwy płynącej prosto z dziecięcego serca: bardzo spontanicznej, osobistej, wyrażającej to, czego naprawdę pragniemy, uwielbiającej Pana Boga.
002
Zrozumieliśmy, jaka powinna być modlitwa, jaka postawa Dziecka Bożego. Obserwowaliśmy bezgraniczne oddanie się młodziutkich serc, bezwarunkowe zaufanie w Boże Ojcostwo – realne, prawdziwe, oczywiste. Dzieci, które w większości były po raz pierwszy na oazie, bez problemu podejmowały modlitwę spontaniczną i nie miały żadnych obaw ani blokady, gdy ta przeradzała się w naturalny sposób w modlitwę jednoczesną. Czuliśmy wszyscy, że jesteśmy razem w objęciach naszego Najlepszego Ojca.
 
Nie miało znaczenia, czy byliśmy w kaplicy w czasie uwielbienia po Komunii, czy podczas wieczornej modlitwy gdzieś na bieszczadzkim stoku. Otwarcie na Królestwo Boże – to było piękne. Tym pięknem obdarował nas Pan.
Teraz zachowujemy to doświadczenie w naszych sercach, by dzielić się nim z innymi. Chociaż przychodzą na myśl takie chwile, kiedy podczas np. rejonowych Dni Wspólnoty, po przyjęciu Pana Jezusa w Eucharystii wierni milczą; kiedy na spotkaniach kręgów od miesięcy, a może od lat, słyszymy w modlitwie (rzekomo spontanicznej) te same wezwania… Czy to miała na myśli córka znajomych, mówiąc: „Są za sztywni”?
   „Kto nie przyjmie Królestwa Bożego jak dziecko…” (Łk 18, 17) – mówi Pan.

Marysia i Edek Jodłowscy

za:www.oaza.przemyska.pl