Rozmiar tekstu: A A A
reset
Wyślij się na maila




Anty spam: (
4
+
6
) *
2


Wynik:


Opublikowano: 27 listopada 2014, 15:36    

Ludzie ze Zboisk


Ważne jest, aby nawracający się człowiek miał oparcie w grupie, w której wyznawana wiara ma wpływ na kierunek i jakości życia poszczególnych osób i które obdarowują się wzajemnie radością, zaufaniem, wsparciem czyli tym, co mają najlepszego.

Księdza Mariana Bocho poznałem jesienią roku 1989, gdy był wikarym w sanockiej parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa, obejmującej dzielnicę Posada. Od kolegi, z którym pracowaliśmy w jednym zakładzie usłyszałem, że w tutejszej parafii spotyka się grupa oazowa młodzieży pracującej. Kolega zaprosił mnie na spotkanie i przyszedłem.

Spotkanie odbywało się wieczorem w salce parafialnej w budynku starej plebanii – murowanym, nieciekawym obiekcie, obok którego ks. Feliks Kwaśny wybudował parę lat wcześniej nową, kilkupiętrową plebanię. Nie zapomnę tego spotkania. Grupa kilkunastu osób w wieku od 20 do 30 lat dzieliła się wspomnieniami z rekolekcji, które w czasie weekendu miały miejsce w Lesku.

Na tych rekolekcjach działy się wielkie rzeczy, co widać było po zaangażowaniu, z jakim poszczególne osoby się wypowiadały. Utkwiło mi w pamięci świadectwo jednego z uczestników, który mówił o uwolnieniu z nałogu palenia papierosów, a palił bardzo dużo jako członek grupy muzycznej grającej na weselach. Pomyślałem wtedy: „człowieku, co ty opowiadasz, to chwilowe uniesienie, a za parę dni wrócisz do nałogu i będzie ci wstyd za to wszystko, co tutaj opowiadałeś”. Na następnych spotkaniach okazało się jednak, że do nałogu nie wrócił, a Boża miłość rozlana w jego sercu zaczęła przynosić kolejne owoce, przede wszystkim trwałą radość towarzyszącą spotkaniom z innymi, głoszenie świadectwa uwolnienia z nałogu, doskonalenie się w wielbieniu Boga grą i śpiewem i zarażanie tym innych, w tym i mnie.

Ks. Marian pozostawał w cieniu tych wydarzeń, nie eksponując swojej osoby. Zachęcał słowami „jeśli chcesz, możesz” i słowa te były bardzo skuteczne. Ja w tym czasie od dawna nie przystępowałem do spowiedzi z powodu poplątanego życia rodzinnego, więc czułem się na tych spotkaniach niepewnie, ale widząc szczerość innych uczestników stopniowo powiedziałem im o swoim życiu, tak aby wiedzieli, kogo mają w grupie. Niebawem dołączył do nas zdrowiejący alkoholik, po szesnastu latach solidnego picia, i jego nawrócenie okazało się trwałe. Pojawiły się dwie osoby z zaburzeniami psychicznymi, szukające zrozumienia i wsparcia. Jednak trzon grupy, jej decydowaną większość, stanowiły osoby zdrowe, zrównoważone i wolne od nałogów, co trzeba podkreślić dla zachowania właściwych proporcji. Równolegle, obok grupy młodzieży pracującej, spotykała się grupa starszej młodzieży szkolnej, a czasem mieliśmy wspólne spotkania czy służbę jako grupa muzyczna w kościele.

Schola NSPJ

Po niedługim czasie zorientowałem się, że grupa młodzieży spotykająca się na sanockiej Posadzie nie jest jedyną grupą oazową działającą w okolicach Sanoka. Podobne grupy powstały w parafii Sanok Olchowce i w pobliskim Zahutyniu, gdzie posługę sprawują księża oblaci. Okresowo organizowano spotkania kilku grup w jednym miejscu, np. w kościele w Lisznej koło Sanoka, w pięknym miejscu położonym na skraju lasu, dokąd poszczególne grupy udawały się pieszo.

Schola w Kalwarii Pacławskiej

Ksiądz Marian miał wielki dar zjednywania sobie ludzi, budzenia sympatii, życzliwości. Taki dar to prawdziwy skarb w ręku kogoś, kto chce cokolwiek organizować, budować i dla realizacji tych planów musi się kontaktować z wieloma ludźmi. W opuszczonej przez siostry zakonne placówce w Zboiskach koło Bukowska postanowił utworzyć ośrodek rekolekcyjny. Kto nie był tam na początku lat 90. ub. wieku, ten nie może wiedzieć, jak bardzo zaniedbane były poszczególne obiekty i w jakich warunkach odbywały się pierwsze rekolekcje.

Zboiska-Zesłanie Ducha Św

W skład kompleksu poklasztornego wchodził budynek noclegowy, osobny budynek z kaplicą, świetlicą i zapleczem kuchennym, ponadto opuszczona stajnia i osobna stodoła. Wszystko położone obok starego parku, porastającego jakby wał obronny jakiegoś tajemniczego, starego grodziska. Spaliśmy na karimatach na podłodze, ze ścian sypał się tynk, w nocy gryzonie dobierały się do naszych bagaży, o czym świadczyły pogryzione plecaki. Do ogrzewania służyły stare piece kaflowe, z których unosił się dym. Pamiętam, że modliłem się przed zaśnięciem z całego serca „Panie, nie dopuść abyśmy się tu zaczadzili”. Często w trakcie rekolekcji następował brak wody i zatykała się ubikacja. Gdyby dowiedział się o tym Sanepid, historia ośrodka mogłaby się szybko zakończyć. Znaleźli się ludzie gotowi pomóc i powoli wyremontowano oba stare budynki. Z czasem w miejscu stajni powstał nowy budynek rekolekcyjny.

kaplica w starym budynku w Zboiskach, wizyta abpa Józefa Michalika

Specyfiką duchowości grup spotykających się w Zboiskach było wielkie rozśpiewanie, radość wiary przeżywana również w małych grupach dzielenia i otwartość na charyzmaty Ducha Świętego, pojawiające się u uczestników. Sprzyjały temu wyjazdy chętnych na imprezy ogólnopolskie jak OAWE (Oaza Animatorów Wielkiej Ewangelizacji) i MFNE (Międzynarodowe Forum Nowej Ewangelizacji), a następnie coroczne spotkania i kongresy Odnowy w Duchu Świętym, odbywające się na Wałach Jasnogórskich w Częstochowie przed świętem Zesłania Ducha Świętego, dlatego też niektórzy postrzegali grupę oazową działającą na sanockiej Posadzie jako grupę Odnowy. Inni, obdarzeni poczuciem humoru, nazywali nas najlepszym pośrednictwem matrymonialnym w Sanoku, co potwierdzają liczne małżeństwa zawarte w ramach grupy czy z członkami grup sąsiednich.

Ktoś może zapytać o trwałość formacji uzyskanej przez członków naszych grup. Kilkoro członków „grup zboiskowych” znalazło swoje miejsce pracy w świeckich zawodach „okołokościelnych”, takich jak katecheci, organiści, kucharze rekolekcyjni czy pracownicy księgarni katolickiej. Co najmniej dwie osoby wybrały życie zakonne. Cztery sanockie małżeństwa odnalazły się w Domowym Kościele, a jedno w Rodzinach Nazaretańskich.

Dzisiaj czytając słowa papieża Franciszka o potrzebie przygarniania ludzi z marginesu Kościoła, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że na własnej skórze doświadczyłem prawdziwości i skuteczności takiego otwarcia przez Kościół, a konkretnie przez małą grupę ludzi wierzących. Przekonałem się, jak ważne jest, aby nawracający się człowiek miał oparcie w grupie, w której wyznawana wiara ma wpływ na kierunek i jakość życia poszczególnych osób, które obdarowują się wzajemnie radością, zaufaniem, wsparciem, czyli tym, co mają najlepszego.

Wojciech Winnik

tekst ukaże się w 16 numerze Charyzmatu,

piśmie Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Przemyskiej

KOMENTARZE
  1. Redakcja serwisu oaza.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych komentarzy ani się z nimi nie utożsamia.
  2. Komentarze są wprowadzane przez internautów w sposób niezależny od Redakcji i jako takie nie stanowią części serwisu obsługiwanego przez Redakcję.
  3. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia lub wstrzymanie niektórych komentarzy bez podania przyczyn. W szczególności dotyczy to kometarzy zawierających treści, które mogą być odebrane jako obraźliwe lub nie są związane z tematem.
  4. Każdy czyta komentarze na własną odpowiedzialność.

Zobacz

Rekolekcje

Zaproszenia

Kalendarz

STRONY OAZOWE