Ludzie ze Zboisk

Ważne jest, aby nawracający się człowiek miał oparcie w grupie, w której wyznawana wiara ma wpływ na kierunek i jakości życia poszczególnych osób i które obdarowują się wzajemnie radością, zaufaniem, wsparciem czyli tym, co mają najlepszego.

Księdza Mariana Bocho poznałem jesienią roku 1989, gdy był wikarym w sanockiej parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa, obejmującej dzielnicę Posada. Od kolegi, z którym pracowaliśmy w jednym zakładzie usłyszałem, że w tutejszej parafii spotyka się grupa oazowa młodzieży pracującej. Kolega zaprosił mnie na spotkanie i przyszedłem.

Spotkanie odbywało się wieczorem w salce parafialnej w budynku starej plebanii – murowanym, nieciekawym obiekcie, obok którego ks. Feliks Kwaśny wybudował parę lat wcześniej nową, kilkupiętrową plebanię. Nie zapomnę tego spotkania. Grupa kilkunastu osób w wieku od 20 do 30 lat dzieliła się wspomnieniami z rekolekcji, które w czasie weekendu miały miejsce w Lesku.

Na tych rekolekcjach działy się wielkie rzeczy, co widać było po zaangażowaniu, z jakim poszczególne osoby się wypowiadały. Utkwiło mi w pamięci świadectwo jednego z uczestników, który mówił o uwolnieniu z nałogu palenia papierosów, a palił bardzo dużo jako członek grupy muzycznej grającej na weselach. Pomyślałem wtedy: „człowieku, co ty opowiadasz, to chwilowe uniesienie, a za parę dni wrócisz do nałogu i będzie ci wstyd za to wszystko, co tutaj opowiadałeś”. Na następnych spotkaniach okazało się jednak, że do nałogu nie wrócił, a Boża miłość rozlana w jego sercu zaczęła przynosić kolejne owoce, przede wszystkim trwałą radość towarzyszącą spotkaniom z innymi, głoszenie świadectwa uwolnienia z nałogu, doskonalenie się w wielbieniu Boga grą i śpiewem i zarażanie tym innych, w tym i mnie.

Ks. Marian pozostawał w cieniu tych wydarzeń, nie eksponując swojej osoby. Zachęcał słowami „jeśli chcesz, możesz” i słowa te były bardzo skuteczne. Ja w tym czasie od dawna nie przystępowałem do spowiedzi z powodu poplątanego życia rodzinnego, więc czułem się na tych spotkaniach niepewnie, ale widząc szczerość innych uczestników stopniowo powiedziałem im o swoim życiu, tak aby wiedzieli, kogo mają w grupie. Niebawem dołączył do nas zdrowiejący alkoholik, po szesnastu latach solidnego picia, i jego nawrócenie okazało się trwałe. Pojawiły się dwie osoby z zaburzeniami psychicznymi, szukające zrozumienia i wsparcia. Jednak trzon grupy, jej decydowaną większość, stanowiły osoby zdrowe, zrównoważone i wolne od nałogów, co trzeba podkreślić dla zachowania właściwych proporcji. Równolegle, obok grupy młodzieży pracującej, spotykała się grupa starszej młodzieży szkolnej, a czasem mieliśmy wspólne spotkania czy służbę jako grupa muzyczna w kościele.

Schola NSPJ

Po niedługim czasie zorientowałem się, że grupa młodzieży spotykająca się na sanockiej Posadzie nie jest jedyną grupą oazową działającą w okolicach Sanoka. Podobne grupy powstały w parafii Sanok Olchowce i w pobliskim Zahutyniu, gdzie posługę sprawują księża oblaci. Okresowo organizowano spotkania kilku grup w jednym miejscu, np. w kościele w Lisznej koło Sanoka, w pięknym miejscu położonym na skraju lasu, dokąd poszczególne grupy udawały się pieszo.

Schola w Kalwarii Pacławskiej

Ksiądz Marian miał wielki dar zjednywania sobie ludzi, budzenia sympatii, życzliwości. Taki dar to prawdziwy skarb w ręku kogoś, kto chce cokolwiek organizować, budować i dla realizacji tych planów musi się kontaktować z wieloma ludźmi. W opuszczonej przez siostry zakonne placówce w Zboiskach koło Bukowska postanowił utworzyć ośrodek rekolekcyjny. Mais ce lequel est plus remarquable, c’est que dans le traitement à l’égard de ces deux tendresse, le Kamagra oral gell évolue chez autant dont gardien du anatomie nonobstant éclat acte méticuleuse dans cela rétablissement de la stabilité, en compagnie de la santé puis dans la guérison en compagnie de toutes les plaies. Kto nie był tam na początku lat 90. ub. wieku, ten nie może wiedzieć, jak bardzo zaniedbane były poszczególne obiekty i w jakich warunkach odbywały się pierwsze rekolekcje.

Zboiska-Zesłanie Ducha Św

W skład kompleksu poklasztornego wchodził budynek noclegowy, osobny budynek z kaplicą, świetlicą i zapleczem kuchennym, ponadto opuszczona stajnia i osobna stodoła. Wszystko położone obok starego parku, porastającego jakby wał obronny jakiegoś tajemniczego, starego grodziska. Spaliśmy na karimatach na podłodze, ze ścian sypał się tynk, w nocy gryzonie dobierały się do naszych bagaży, o czym świadczyły pogryzione plecaki. Do ogrzewania służyły stare piece kaflowe, z których unosił się dym. Pamiętam, że modliłem się przed zaśnięciem z całego serca „Panie, nie dopuść abyśmy się tu zaczadzili”. Często w trakcie rekolekcji następował brak wody i zatykała się ubikacja. Gdyby dowiedział się o tym Sanepid, historia ośrodka mogłaby się szybko zakończyć. Znaleźli się ludzie gotowi pomóc i powoli wyremontowano oba stare budynki. Z czasem w miejscu stajni powstał nowy budynek rekolekcyjny.

kaplica w starym budynku w Zboiskach, wizyta abpa Józefa Michalika

Specyfiką duchowości grup spotykających się w Zboiskach było wielkie rozśpiewanie, radość wiary przeżywana również w małych grupach dzielenia i otwartość na charyzmaty Ducha Świętego, pojawiające się u uczestników. Sprzyjały temu wyjazdy chętnych na imprezy ogólnopolskie jak OAWE (Oaza Animatorów Wielkiej Ewangelizacji) i MFNE (Międzynarodowe Forum Nowej Ewangelizacji), a następnie coroczne spotkania i kongresy Odnowy w Duchu Świętym, odbywające się na Wałach Jasnogórskich w Częstochowie przed świętem Zesłania Ducha Świętego, dlatego też niektórzy postrzegali grupę oazową działającą na sanockiej Posadzie jako grupę Odnowy. Inni, obdarzeni poczuciem humoru, nazywali nas najlepszym pośrednictwem matrymonialnym w Sanoku, co potwierdzają liczne małżeństwa zawarte w ramach grupy czy z członkami grup sąsiednich.

Ktoś może zapytać o trwałość formacji uzyskanej przez członków naszych grup. Kilkoro członków „grup zboiskowych” znalazło swoje miejsce pracy w świeckich zawodach „okołokościelnych”, takich jak katecheci, organiści, kucharze rekolekcyjni czy pracownicy księgarni katolickiej. Co najmniej dwie osoby wybrały życie zakonne. Cztery sanockie małżeństwa odnalazły się w Domowym Kościele, a jedno w Rodzinach Nazaretańskich.

Dzisiaj czytając słowa papieża Franciszka o potrzebie przygarniania ludzi z marginesu Kościoła, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że na własnej skórze doświadczyłem prawdziwości i skuteczności takiego otwarcia przez Kościół, a konkretnie przez małą grupę ludzi wierzących. Przekonałem się, jak ważne jest, aby nawracający się człowiek miał oparcie w grupie, w której wyznawana wiara ma wpływ na kierunek i jakość życia poszczególnych osób, które obdarowują się wzajemnie radością, zaufaniem, wsparciem, czyli tym, co mają najlepszego.

Wojciech Winnik

tekst ukaże się w 16 numerze Charyzmatu,

piśmie Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Przemyskiej