Poznać Chrystusa w Kościele - homilia bp W. Skworca podczas 27 KO (dokumentacja) | bp Wiktor Skworc |
Kongregacja Odpowiedzialnych Ruchu Światło-Życie
Jasna Góra - 2 marca 2001 r.
Sobota II Tygodnia Wielkiego Postu
"Poznać Chrystusa" - tak brzmi hasło tegorocznej pracy duszpasterskiej w naszej ojczyźnie. W ten sposób Kościół w Polsce nawiązuje do programu duszpasterskiego, nakreślonego przez Jana Pawła II w liście apostolskim "Novo millennio ineunte". Ojciec Święty pisze:
"Nie trzeba (...) wyszukiwać "nowego programu". Program już istnieje: ten sam co zawsze, zawarty w Ewangelii i w żywej Tradycji. Jest on skupiony w istocie rzeczy wokół samego Chrystusa, którego mamy poznawać, kochać i naśladować" (NMI 29). Oby praca Ruchu Światło-Życie w bieżącym roku koncentrowała się na osobie Jezusa Chrystusa, którego mamy nieustannie poznawać. Jest to bowiem zadanie, które zawsze będzie aktualne i nie skończone, aż do chwili, gdy zobaczymy Go twarzą w twarz. Nasuwa się pytanie co czynić, aby lepiej poznać Jezusa Chrystusa, który jest naszym Światłem i Życiem? Co czynić, aby Jego światło stało moim; aby moje życie stało się chodzeniem śladami Chrystusa.
Jedna z odpowiedzi brzmi - trzeba wrócić do osoby Jezusa historycznego. Jeszcze w nie tak dawnych czasach podważano istnienie Jezusa, powątpiewano w możliwość powiedzenia o Nim czegoś pewnego, używano w odniesieniu do Chrystusa pojęcia "mitu", a Ewangelie traktowano na równi z bajkami. Dziś już nikt, chyba że w wyjątkowej złości czy ignorancji, nie podważa historyczności Jezusa z Nazaretu. Tym bardziej, że niczyjej biografii nie przebadano tak dokładnie jak właśnie biografię Jezusa Chrystusa. Problemem zatem współczesnym nie jest pytanie o historyczność Jezusa, ale o Jego znaczenie dla świata i dla człowieka.
Właśnie do tego problemu nawiązał Prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. J. Ratzinger podczas Synodu Biskupów, który się odbył jesienią ubiegłego roku w Rzymie. Stwierdził, że "głównym problemem współczesności jest umniejszenie znaczenia osoby historycznego Jezusa Chrystusa". Zwrócił uwagę, że we współczesnej myśli (nieraz także teologicznej) i kulturze dominuje obraz Jezusa zubożonego, pozbawionego wymiaru boskiego. To skutek egzegetycznej ekwilibrystyki i przekonania, że Chrystus "nie może być jedynym Zbawicielem i Pośrednikiem, Bogiem z nami". Sytuacja ta zachęca nas, wręcz obliguje, by powracać do Jezusa Ewangelii, ponieważ tylko On jest prawdziwym Jezusem historycznym. Trzeba zatem wziąć do ręki Ewangelie, które, jak czytamy w dokumencie soborowym o Bożym Objawieniu, przekazują nam "szczerą prawdę o Jezusie" (por. KO 19).
Drodzy Bracia i Siostry!
Spójrzmy więc na Jezusa historycznego przez pryzmat Ewangelii, którą przed chwilą usłyszeliśmy. Jezus opowiada przypowieść. O czym? - o tym, że droga obrana przez człowieka prowadzi nieraz donikąd. Oto jeden z synów " pewnego człowieka" uznał dalsze przebywanie w rodzinnym domu, w domu ojca, za zagrożenie własnej wolności. I stawia żądanie "daj mi część majątku" a następnie otrzymawszy to o co prosił "odjechał w dalekie strony", aby żyć niejako na własny rachunek. Ta próba zakończyła się bankructwem materialnym i moralnym; zaprowadziła go aż do świń (zwierzęta nieczyste), co zarówno w języku hebrajskim, jak i w polskich konotacjach, oznacza kres, rynsztok - ostateczne dno. Sytuację bankructwa pogłębiał jeszcze fakt oddalenia się od rodziny i wspólnoty religijnej. Negatywny przykład człowieka wolnego - człowiekiem bez korzeni, bez powiązań i odniesień, bez orientacji.
W tej - wydaje się granicznej sytuacji, doświadczając bezsensu takiego życia, postanowił wrócić. Jego powrót nie jest kontynuacją tego, co było. Wrócił inny, dojrzały dzięki zdobytemu doświadczeniu i roztropnej refleksji.
Przypowieść Jezusa nie jest w pierwszym rzędzie pouczeniem moralnym o tym, co czeka człowieka, gdy opuści szeroko rozumiany dom (także Kościół rozumiany jako duchowy dom); Chrystus nie grozi, że wtedy będzie mu źle i zmuszony zostanie - niejako zniewolony przez okoliczności - do powrotu do domu na kolanach.
Przypowieść Jezusa jest bardziej historią o zaciągnięciu przez człowieka winy, którą można określić jako "felix culpa". Już wkrótce w Wielką Sobotę podczas śpiewu Exultetu usłyszymy o winie szczęśliwej - tak mówi Kościół o winie Adama; bo ona sprawiła, że Syn został nam dany - Syn Boży jako Zbawiciel i jedyny Pośrednik między Bogiem i ludźmi.
Przypowieść o synu marnotrawnym traktuje więc nie tylko o człowieku, także o Bogu. Opowiada ją Jezus Chrystus, Boży Synu objawiający ogrom Bożego miłosierdzia i wskazujący na szeroki zakres ludzkiej wolności, oscylującej miedzy wiernością a zdradą; między heroizmem a bestialstwem - jak powie wielki filozof ks. Konstanty Michalski.
Tą przypowieścią Jezus Chrystus komentuje jakby słowa proroka Michesza z pierwszego czytania mszalnego: "Któryż Bóg podobny Tobie, który oddalasz nieprawość, odpuszczasz występek (...)? Nie żywi On gniewu na zawsze, bo upodobał sobie miłosierdzie".
Bo "Pan jest łaskawy, pełen miłosierdzia" jak śpiewaliśmy w psalmie responsoryjnym.
W przypowieści o synu marnotrawnym dotykamy tajemnicy i zarazem obrazu Boga. Jawi się nam Bóg jako miłosierny Ojciec, darujący człowiekowi wolność, także do wykorzystania różnych życiowych możliwości i radujący się, jeśli syn dojdzie do życia spełnionego, szczęśliwego w łączności ze swym Ojcem. A jeśli tę nić komunikacji zerwie, nie jest potępiony i zawsze ma szansę powrotu i przyjęcia.
Nasuwają się pewne analogie, jakieś punkty styczne z sytuacjami współczesnymi; także w naszym życiu. Może się przecież zdarzyć, że los marnotrawnego syna obiera człowiek ochrzczony; może się tak zdarzyć, że w jego życiu spotkanie z Jezusem było pozorne, bo nie zakończyło się uznaniem Go za Pana i Zbawiciela. Czy wobec takich sytuacji - określmy je ogólnie - Nie Spotkania - wspólnota kościelna i jej pasterze mogą pozostawać bierni, czy mogą milczeć?!
Od dawna jawi się w Kościele postulat - ciągle jeszcze nie zrealizowany - katechumenatu dorosłych jako okresu przygotowania w konkretnej wspólnocie wiary do przyjęcia sakramentów inicjacji chrześcijańskiej i deuterokatechumenatu dla tych, którzy mimo iż ochrzczeni nie żyją Chrystusem. Zatroskanie o wzrost wiary na drodze katechumenatu to konkretny przejaw realizacji programu mającego na celu doprowadzenie do spotkania i poznania Chrystusa przez ochrzczonych i nie ochrzczonych; doświadczenia Bożej miłości i przebaczenia w konkretnej wspólnocie eklezjalnej.
Sprawy katechumenatu i deuterokatechumenatu były wielką troską Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego. Podejmuje ją dziś i kontynuuje Ruch Światło-Życie wyznaczając jako przewodni temat tegorocznej Kongregacji: "deuterokatechumenat". Brzmi to jako hasło i zadanie, aby poprzez dzieło deuterokatechumenatu prowadzić innych do poznania Chrystusa.
W tym miejscu trzeba postawić fundamentalne pytania: czy jesteście na tyle silni i przekonywający jako eklezjalna wspólnota, aby innych prowadzić do Chrystusa?
Czy zajęci autoorganizacją dostrzegacie konieczność prowadzenia dzieła deuterokatechumenatu, mającego na celu przybliżenie innym osoby Jezusa Chrystusa?
Czy macie dość siły duchowej, aby wspólnoty Ruchu Światło-Życie" stawały się miejscem doświadczenia Jezusa historycznego, co jest istotą katechumenatu? Czy jesteście naprawdę obecni w Kościele a Kościół w was?!
Pamiętajcie, że Kościół dopiero wtedy jest obecny w świecie jako Kościół Chrystusowy, jako sakrament, kiedy wcieli się w jakąś konkretną, międzyludzką, braterską wspólnotę. Jeszcze inaczej możemy powiedzieć, że Kościół albo istnieje w zrealizowanej braterskiej wspólnocie, albo w ogóle jest w świecie nieobecny. (Kościół jako wspólnota, Koinonia, s. 18)
Bracia i Siostry!
Aby towarzyszące nam hasło i zadania określane jednym słowem - deuterokatechumenat - podjąć i wypełnić, trzeba samemu wszystko wartościować w świetle Ewangelii a przede wszystkim odnosić do osoby Chrystusa, a następnie towarzyszyć katechumenowi, ukazując mu świadectwem własnego życia, słowem i czynem osobę jedynego Pana i Zbawiciela. By świadczyć o Chrystusie, trzeba Go wpierw spotkać i doświadczyć.
Znajomość naszej sytuacji eklezjalnej każe stwierdzić, że koniecznością jest deuterokatechumenat. Prosta obserwacja rzeczywistości w kontekście dzisiejszej Ewangelii wskazuje, że wielu korzysta na wzór syna marnotrawnego z oferowanej wolności, prowadząc życie "poniżej pewnego poziomu" relacji z Bogiem i bliźnimi. Czy nasza posługa może to zmienić? - owszem, o ile poznanie Jezusa Chrystusa i będąca owocem tego poznania miłosierna służba będzie wspólnym mianownikiem wszystkich podejmowanych działań. Na wzór Jezusa historycznego, "który nie przyszedł, aby Mu służono lecz, aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu" (Mt 20,28).
Celem bowiem, na który ukierunkowana jest dynamika katechumenatu, czyli dojrzewania w wierze, jest służba we wspólnocie i dla wspólnoty - z Bogiem i ludźmi.
Niech i ta szczególna Eucharystia będzie miejscem spotkania z naszym Panem. Odejdźcie z tego miejsca pełni radości - trzeba iść i wołać do świata - widzieliśmy Pana - doświadczyliśmy Jego miłości i miłosierdzia. Niech świat uwierzy mocą świadectwa - światłem i życiem naszego Ruchu. Amen.
Dod. 2002-05-03