Któ¿ z nas wie, kim drugi jest cz³owiek? Ocieramy siê o siebie, jakby
tajemnica o tajemnicê.
Dziêkujê Bogu, ¿e dane mi by³o "otrzeæ siê"
o tajemnicê, któr± nosi³ w sobie tak przejrzy¶cie, po ludzku - dlatego, ¿e
tak bardzo po chrze¶cijañsku, paschalnie - kap³an, którego imiê Wojciech.
I czy móg³by Bóg daæ nam pod s³oñcem jeszcze jaki¶ wiêkszy dar
od daru spotkania?
Spotkanie z Ksiêdzem Wojciechem przyjmujê
jak wielk± ³askê.
Ilekroæ zajdê do kaplicy na S³awinek, tylekroæ
wydaje mi siê, ¿e Ksi±dz Wojciech za chwilê przyjdzie do o³tarza. Nie
pozostawi³ po sobie ¿adnej skargi oprócz tej jednej - "tyle spraw
zaledwie rozpocz±³em..."
Tyle jest dobra do spe³nienia, lecz niestety, ka¿dy jest tylko cz³owiekiem i bole¶nie do¶wiadcza swej ograniczono¶ci, nie tylko wobec z³a, któremu ulega, ale przede wszystkim wobec dobra, którego spe³nia tak ma³o, a na pewno nie tyle ile chcia³by spe³niæ.
"Tyle rozpocz±³em" - ta skarga staje siê modlitw±, krzykiem ludzkiej duszy o ocalenie tego, co kruche, choæ prawdziwe, dobre i piêkne. Czy nie potrzeba a¿ wieczno¶ci, aby dokoñczyæ tego, co cz³owiek zaledwie zd±¿y³ rozpocz±æ na tej ziemi?!
Spowiada³ modl±c siê za grzesznika i z grzesznikiem, tak ¿e sakrament pojednania stawa³ siê wyznaniem wiary w mi³uj±cego Boga i uwielbieniem Boga Mi³osiernego.
By³ poet±.
Zostawi³ Ko¶cio³owi piêkne strofy pie¶ni, hymnów, kantyków i psalmów, które prze³o¿y³ z innych jêzyków na jêzyk ojczysty.
Wielu z nas d³ugo jeszcze bêdzie siê modliæ jego s³owami. A potrafi³ nieraz przez kilka tygodni szukaæ odpowiedniego s³owa.
By³ mistagogiem.
Mia³ absolutny "s³uch" liturgiczny. Dla niego
prawdziwy czas odmierzany by³ przez wydarzenia zbawcze celebrowane
wed³ug kalendarza liturgicznego. Sama za¶ liturgia by³a dla tego kap³ana
istot± ca³ej rzeczywisto¶ci, On nie uczy³ liturgii, on wtajemnicza³
w misterium Ko¶cio³a. W ilu oazowiczach zebranych w Kro¶cienku nad
Dunajcem zaszczepi³ umi³owanie Eucharystii, sam tylko Bóg wie. Nie ma
Ko¶cio³a bez Liturgii Eucharystycznej, ani Eucharystii bez Ko¶cio³a.
Ksi±dz Wojciech kilka miesiêcy przed ¶mierci± podczas naszego ostatniego spotkania w Kro¶cienku powiedzia³ mi, ¿e "Eucharystia jest przystankiem (stacj±) wêdruj±cego Ko¶cio³a".
Cieszy³ siê swoim
kap³añstwem, a rozumia³ je i realizowa³ jako s³u¿bê.
Cieszy³ siê
ka¿dym spotkanym na swej drodze kap³anem i ka¿d± osob± konsekrowan±. A
ilu on mia³ przyjació³ w¶ród ¶wieckich! Znalaz³ zawsze czas, by o
nich pamiêtaæ.
Tyniec by³ jego "ma³± ojczyzn±".
Nosi³ w sobie
bardzo gor±ce pragnienie gromadzenia kap³anów we wspólnoty kap³añskie.
Piszê to ¶wiadectwo na Ukrainie, gdzie bole¶nie do¶wiadczamy wielkiego
braku kap³anów.
Dlaczego wiêc on odszed³ do Pana w tak m³odym wieku?
Ksi±dz Wojciech by³ prostym i serdecznym cz³owiekiem. A jednak
przez ca³y czas by³ jakby nie z tego ¶wiata. Jego choroba i jego
¶mieræ przypieczêtowa³y to przeczucie i "czy w ¿yciu, czy w ¶mierci,
nale¿ymy do Pana..."
Ks. Andrzej Madej OMI
Kijów, 20 stycznia 1995 roku
Przedruk z: "¯ycie uczyni³ Liturgi±"
¦wiat³o-¯ycie, Lublin