WKCHS, Projekt statutu, 1990
Rozmowa z ks. Jackiem Hermą, moderatorem Centrum Ewangelizacji Ruchu Światło-Życie w Carlsbergu (Niemcy), członkiem Unii Kapłanów Chrystusa Sługi. Ks. Jacek był jednym z czterech kapłanów, którzy w 1985 r. podjęli życie we Wspólnocie Kapłanów Chrystusa Sługi
Początkiem Wspólnoty Chrystusa Sługi był czas mojego pobytu w Seminarium Duchownym w Kielcach. Pragnienie życia ideami Ruchu, posługiwania w pełni na drodze Światło-Życie krystalizowało się na przełomie lat 1980/81.
Formalna decyzja o zawiązaniu Wspólnoty Chrystusa Sługi zapadła w czasie rekolekcji z Ojcem Franciszkiem Blachnickim, w styczniu 1984 r. Wraz z Kazimierzem Ćwierzem, Markiem Dydo i Ireneuszem Kopaczem znaleźliśmy się w Carlsbergu. Ksiądz Prymas, poproszony przez Ojca Franciszka Blachnickiego, zgodził się na inkardynowanie nas do swoich diecezji. Stała się więc możliwa droga przyjęcia święceń diakonatu, a później prezbiteratu. W ten sposób w 1985 roku, już jako księża, podjęliśmy życie we Wspólnocie Chrystusa Sługi.
Trudno je do końca sprecyzować, dlatego że był to czas stanu wojennego. Nasze pragnienia, czy też plany, były kształtowane w oparciu o doświadczenie pracy na Zachodzie, pracy ewangelizacyjnej. Najpierw w Tivoli, w latach 1981-83, a następnie od 1983 roku już na stałe w Carlsbergu, w ośrodku, który przejął Ojciec Franciszek Blachnicki. Praca ta pokazywała nam, że trzeba posługiwać doświadczeniem Światło-Życie innym. Nie było takiej sytuacji, że istniał plan, który zaczął się realizować od momentu święceń kapłańskich. Była to dalsza droga posługi ewangelizacyjnej. Oczywiście wiązała się z tym już inna odpowiedzialność, zakres działań, ale wyrastało to z wcześniejszego kontekstu życia i pracy.
Ojciec Franciszek był tym, który zainspirował nas poprzez Ruch Światło-Życie do stworzenia tej Wspólnoty. Pomagał nam także w poszukiwaniu i rozeznawaniu woli Bożej, ukazywał, jak realizować tę drogę posługując ideami Ruchu Światło-Życie. Konsultowaliśmy z nim nasze prace, nasz pobyt w ośrodku w Tivoli. Pomagał nam wzrastać, realizować kroki ku kapłaństwu, ku formalnemu założeniu wspólnoty. Przyjął patronat, możemy tak to nazwać, nad dziełem wspólnoty. Dzięki niemu stało się możliwym przyjęcie przez nas święceń diakonatu, a potem prezbiteratu w Niemczech.
Pamiętam nasze rekolekcje w styczniu 1984 roku. Ojciec Franciszek podczas homilii rozważał tekst o Janie Chrzcicielu. Stwierdził wtedy, że swoją posługę wobec Wspólnoty Chrystusa Sługi widzi jako posługę Jana Chrzciciela, czyli jest tym, który ma zrealizować pewien etap, natomiast nie powinien wejść formalnie w strukturę wspólnoty. Widział to bardzo jasno, rozumiał, że Bóg nie daje mu daru bycia we wspólnocie. Chociaż ideały te realizował w swoim życiu. Tak to rozeznał i wtedy przyjął jako światło. Pozostał tym, który towarzyszył, wspierał, prowadził, służył radą, wprowadzał w kolejny etap życia.
Różnie się one kształtowały. Myśl o Unii Kapłanów Chrystusa Sługi dojrzewała w księdzu Franciszku jeszcze wcześniej, przed jego wyjazdem za granicę w 1981 roku. Droga Unii jest szerszą płaszczyzną spotkania, niż Wspólnota Chrystusa Sługi. Natomiast ideały i same treści są podobne. We wspólnocie dochodzi specyfika wspólnego życia. Teraz patrzymy na to inaczej, gdyż zmieniły się warunki życia i pracy. Aktualnie wszystkie osoby, które uczestniczyły w pierwszym doświadczeniu Wspólnoty, w 1984 roku, stały się formalnymi członkami Unii Kapłanów Chrystusa Sługi. De facto, żeby być członkiem Unii, trzeba być nie tylko osobą, która realizuje te ideały, ale trzeba być kapłanem. Można zatem powiedzieć, że staliśmy się członkami Unii Kapłanów Chrystusa Sługi w momencie święceń.
To jest pytanie: Czy Wspólnota Chrystusa Sługi w takiej formie, w jakiej zaistniała w 1984 roku, była tylko rzeczywistością umożliwiającą realizację powołania w tamtym kontekście, czy też jest aktualna nadal? Doświadczenie wskazuje, że była to forma przejściowa i obecnie każdy z nas określa siebie jako członka Unii Kapłanów Chrystusa Sługi.
Wydaje mi się, że trzeba tu rozważyć szerszy kontekst Ruchu. Otóż Ojciec Franciszek widział cały Ruch jako ruch świeckich. Oczywiście możemy się zastanawiać, czy jest miejsce dla świeckich konsekrowanych? Takie pytania też są stawiane. Teoretycznie jest taka możliwość, ale aktualnie wszyscy członkowie są kapłanami.
Unia daje świadomość, że jest szersze grono osób, które dzielą ideały, idą tą samą drogą duchowości. Nie tylko działają wspólnie, ale także podejmują wysiłek ku przyjęciu pewnego stylu życia. Jest to zatem forma przymierza, wspierania się, pamięci modlitewnej, zachęcania się, braterstwa. Przynależność do Unii jest ciągłym wezwaniem, żeby tymi ideałami żyć, żeby je realizować, żeby to znajdowało odbicie w życiu, w posłudze.
Z tym jest różnie. Poprzednio kontakty z Polską nie były tak częste, więc relacje z kapłanami nie były tak bliskie. W minionym roku odbyły się rekolekcje kapłanów-moderatorów Ruchu Światło-Życie w Carlsbergu. Dały one możliwość zintensyfikowania tych więzi, stały się formą budowania jedności. Podczas tych rekolekcji wielu kapłanów zgłosiło lub odnowiło przynależność do Unii. Zobowiązanie to podjęto wobec Moderatora Generalnego Ruchu - ks. Henryka Bolczyka.
To miejsce ma swoją historię. Było związane z duszpasterstwem polonijnym w Niemczech. W 1956 r. zostało oddane pod opiekę Maryi i nazwane "Marianum". W zamyśle ówczesnych fundatorów miało służyć głównie młodzieży. Potem pojawiła się potrzeba pomocy dzieciom, więc powstał Dom Dziecka. W 1982 roku, gdy w Polsce trwał stan wojenny, miejsce to było puste. Biskup Szczepan Wesoły zaproponował ks. Franciszkowi, aby przejął Marianum i podjął stąd posługę dla Polonii. Ks. Blachnicki przyjął tę propozycję, a my staramy się to kontynuować. Ośrodek w Carlsbergu ma wymiar miejsca-symbolu. Miejsca, którego nikt sobie nie wybierał, nikt nie wymyślił, ale miejsca konkretnego, które Bóg w swym zamyśle przygotował dla ks. Franciszka Blachnickiego i oaz. W latach 1982-87 Sługa Boży tutaj podejmował posługę metodami Ruchu Światło-Życie. Pracował głównie dla Polonii mieszkającej w Niemczech i Europie Zachodniej. Chodziło o objęcie troską tych, którzy po wprowadzeniu stanu wojennego pozostawali poza granicami Polski. Carlsberg do dzisiaj jest przede wszystkim miejscem odnowienia i pogłębienia wiary. Dla wielu ludzi jest miejscem rodzenia się do nowego, głębszego, bardziej świadomego życia dla Boga i dla Kościoła. Odbywają się tutaj rekolekcje oazowe. Tu mieszka i pracuje Diakonia Stała Ruchu. Zawsze można tu przyjechać, żeby się umocnić, odpocząć duchowo, przeżyć czas wyciszenia.
"Marianum" jest miejscem, w którym Bóg działa, obdarza swoją łaską. Ale ma też swoje problemy. Dlatego proszę czytelników "OAZY" o modlitwę i kieruję zachętę odwiedzenia tego jakże ważnego w geografii oazowej miejsca.
Rozmawiała Barbara Młodzianowska
Ostatnia modyfikacja: 17.01.98