Dom Chleba

...Rozerwaæ kajdany z³a, dzieliæ swój chleb z g³odnymi,wprowadziæ w dom biednych tu³aczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziaæ i nie odwróciæ siê od wspó³ziomków. (Iz 58, 6-7)

Rozmawiamy z Aleksandr± Kulczyñsk± o Wspólnocie Betlehem - Dom Chleba, o spotkaniach z lud¼mi, o zrujnowanych twarzach, o ubóstwie i dojrzewaniu do mi³o¶ci.

*Gdzie tkwi± korzenie Wspólnoty Dom Chleba?

Zaczê³o siê wszystko w 1982 roku w Poznaniu. By³o nas kilka osób i chcieli¶my podj±æ w Ruchu diakoniê ewangelizacji, a szczególnie realizowaæ Plan Wielkiej Ewangelizacji Ad Christum Redemptorem. Mieszkali¶my w ró¿nych miejscach, na stancjach, w salce katechetycznej. Modlili¶my siê o to, by mieæ dom i po pó³ roku modlitwa zosta³a wys³uchana. W 1983 roku dostali¶my do naszej dyspozycji du¿± posiad³o¶æ we wsi Nieboczowy ko³o Raciborza. Tamtejszy Ksi±dz Proboszcz chcia³ mieæ w swojej parafii wspólnotê, która pomo¿e w duszpasterstwie, w katechezie, w ko¶ciele. Zamieszkali¶my w Nieboczowach i nadal pe³nili¶my w Ruchu funkcjê Centralnej Diakonii Ewangelizacji. Je¼dzili¶my po ca³ej Polsce przygotowuj±c zespo³y do prowadzenia rekolekcji ewangelizacyjnych, organizowali¶my i prowadzili¶my Oazy Rekolekcyjne Animatorów Ewangelizacji, Oazy Animatorów Wielkiej Ewangelizacji. Mo¿na by powiedzieæ, ¿e byli¶my ci±gle w ruchu, prowadzili¶my wrêcz koczowniczy tryb ¿ycia. Jednocze¶nie w¶ród nas zaczêli pojawiaæ siê ró¿ni ludzie, najczê¶ciej potrzebuj±cy jakiego¶ wsparcia, wspólnej modlitwy, a czasem tylko naszej obecno¶ci. Przyjmowali¶my te osoby, ale naszym celem nie by³o niesienie im konkretnej pomocy, nie towarzyszy³a nam tego typu refleksja. Po prostu mieli¶my du¿y dom, oni chcieli byæ z nami i my¶my ich przyjmowali.

* Czyli by³ to pocz±tek przemiany Diakonii Ewangelizacji w Diakoniê Mi³osierdzia?

Wiele lat up³ynê³o zanim odczytali¶my, ¿e naszym powo³aniem jest specyficzna ewangelizacja, bo nadal tak okre¶lamy pos³ugê w Nieboczowach. To jest ewangelizacja, ale prowadzona inaczej, ni¿ w latach osiemdziesi±tych. Stanêli¶my wobec przemian, jakie zachodzi³y w Polsce, w naszym Ruchu, tak¿e w innych ruchach odnowy. Pojawi³y siê nowe formy ewangelizacji. Nasza pos³uga przesta³a byæ jedyn±. W tym czasie zobaczyli¶my, ¿e Pan Bóg ¿±da od nas czego¶ innego. Znaki tego by³y dla nas nawet przykre, np. przestali pojawiaæ siê ludzie na organizowanych przez nas rekolekcjach, nie otrzymywali¶my zaproszeñ do ich prowadzenia, do naszego domu na rekolekcje te¿ nie przyje¿d¿a³o zbyt wielu ludzi. Nie by³y to osoby, które mog³yby tworzyæ diakoniê ewangelizacji. Byli to alkoholicy, ludzie chorzy psychicznie, niezrównowa¿eni, g³êboko zranieni, po prostu potrzebuj±cy pomocy. Zadali¶my sobie wtedy pytanie: Dla kogo my ¿yjemy? Stanêli¶my przed alternatyw±: albo prowadzimy nadal dzia³alno¶æ akcyjn±, na zewn±trz, albo zaczynamy budowaæ dom gotowy do przyjêcia wszystkich, którzy do niego pukaj±. Nikt z nas wcze¶niej nie planowa³ stworzenia domu dla ubogich, nikt z nas tego nie wymy¶li³. To by³a odpowied¼ dana Panu Bogu, odpowied¼ dana nie bez walki.

* Kto zatem puka do waszego domu i jak mu pomagacie?

Ludzie, którzy do nas przychodz± sygnalizuj± ró¿ne potrzeby. Po latach do¶wiadczeñ wiem, ¿e niekoniecznie te akurat potrzeby s± najwa¿niejsze. My¶lê, ¿e g³ównym pragnieniem tych osób jest potrzeba bycia przyjêtym i zaakceptowanym, bycia kochanym. To dawanie mi³o¶ci dokonuje siê w zwyk³ym, prostym ¿yciu, które tworzy wspólna modlitwa, praca, zasiadanie do sto³u. To s± jakby trzy filary naszego ¿ycia. Oczywi¶cie to nie wszystko, wiele osób wymaga kompetentnej pomocy psychiatrów, psychologów, wielu potrzebuje polepszenia warunków socjalnych czy pomocy w znalezieniu pracy, w nawi±zaniu pozrywanych relacji z rodzin±. Czêsto przychodz± do nas, by odpocz±æ, by usun±æ przykre objawy wywo³ane przez g³ód, brud, samotno¶æ. Okazuje siê, ¿e nie jest im ³atwo podj±æ refleksjê nad swoim ¿yciem, doj¶æ do poznania prawdy, do dania sobie odpowiedzi na pytanie - dlaczego w takiej, a nie innej sytuacji siê znale¼li. Nie jest im prosto podj±æ decyzjê o przemianie ¿ycia, o leczeniu. Wspólne bycie pomaga w podejmowaniu takich decyzji, pomaga zobaczyæ, ¿e nie ¶wiat jest z³y, ¿e ¼ród³o naszych problemów nie jest na zewn±trz, ono jest w nas. To poznanie dokonuje siê w wielkiej walce, dlatego nasze ¿ycie nie jest sielank±, jest trudne, pe³ne napiêæ.

* Mówi³a¶ o spotkaniach z lud¼mi ogólnie, czy mo¿esz powiedzieæ o jakim¶ szczególnym spotkaniu?

To s± dziesi±tki historii i kiedy o tym my¶lê, towarzyszy mi wzruszenie. Bo z ka¿dym przychodz±cym do nas cz³owiekiem ³±czy nas prawdziwa wiê¼, czêsto zrodzona w wielkim trudzie. Nawet w sytuacji, gdy kto¶ odchodzi od nas rozczarowany, okrada nas, czy w jaki¶ inny sposób skrzywdzi, to i tak z ka¿dym prze¿ywamy kawa³ek, bardzo autentycznego, ¿ycia, ale ¿ycia bez znieczulenia. To tworzy bardzo silne wiêzy.

Pamiêtam jednak wydarzenie, które zawa¿y³o na nazwie naszej wspólnoty. W wigiliê Bo¿ego Narodzenia 1989 roku przyjecha³a do nas grupa kilkunastu dzieci z domu dziecka. Mia³y one niesamowite apetyty, choæ wiêkszo¶æ z nich, w domu dziecka, cierpia³a na jad³owstrêt. W takiej sytuacji po prostu zabrak³o nam chleba. Wtedy Ksi±dz Proboszcz, w czasie mszy ¶w., poprosi³ parafian o chleb dla nas. Mieszkañcy Nieboczów przez dwa ¶wi±teczne dni dzwonili do naszych drzwi - przynosili chleb. Starczy³o go nam do Nowego Roku. Poczuli¶my siê wtedy domem chleba - Betlehem. Zrozumieli¶my, ¿e Pan Bóg chce, by to miejsce by³o domem chleba, domem dzielenia chleba.

Spotkanie z tymi dzieæmi by³o bardzo g³êbokie. One niesamowicie cierpia³y. W¶ród nich byli dwaj bracia, których ojciec zabi³ matkê, a oni byli tego ¶wiadkami. Jeden z nich, podczas ³amania siê op³atkiem, ¿yczy³ mi, by do tego domu przyje¿d¿a³o bardzo du¿o ludzi i ¿ebym ja siê z tego cieszy³a. To by³y ¿yczenia, których nigdy nie zapomnê. D³ugo nie mog³am przej¶æ do nastêpnej osoby, gdy¿ by³am bardzo wzruszona. Pan Bóg po raz pierwszy, przez usta tego dziecka, tak wyra¼nie powiedzia³ czego ode mnie oczekuje. W tej grupie by³a te¿ siedemnastoletnia dziewczyna, która chcia³a przyst±piæ do Pierwszej komunii Przez nastêpny tydzieñ przygotowywa³am j± do tego uroczystego momentu, który mia³ miejsce 31 grudnia.

Teraz, gdy my¶lê o tym wydarzeniu, to ci±gle wydaje mi siê, ¿e Pan Bóg powo³uje nas do kontemplowania tajemnicy Bo¿ego Narodzenia, do kontemplowania tajemnicy Betlejem w drugim cz³owieku, w sobie.

* Kto tworzy wspólnotê Betlehem - Dom Chleba?

Ta wspólnota, to najpierw trzy osoby: ksi±dz Leszek, Barbara i ja. My na sta³e podjêli¶my decyzjê takiego ¿ycia. Wspólnotê tworz± tak¿e wszyscy, którzy czasowo z nami mieszkaj±. To jest jakby jedna rzeczywisto¶æ. Drug± stanowi± nasi przyjaciele, którzy siê z nami solidaryzuj±, którzy nas w ró¿noraki sposób wspieraj±, którzy tworz± Fundacjê o takiej samej nazwie jak nasza wspólnota: "Betlehem - Dom Chleba".

* Czy w obecnej sytuacji naszego kraju potrzebne jest ¶wiadectwo ubóstwa?

Wydaje mi siê, ¿e ¿eby ¿yæ z ubogimi trzeba nie tylko byæ otwartym na ubogich, ale samemu byæ ubogim, to znaczy ca³kowicie otwartym na Boga, powierzaj±c siebie Jemu. Bardzo wa¿ne jest ¶wiadectwo ubóstwa, które rozumiem jako wolno¶æ w dawaniu, dzieleniu siê wszelkimi dobrami. Na pocz±tku naszego pos³ugiwania wydawa³o nam siê, ¿e Pan Bóg powo³uje nas do hojno¶ci, tzn. uwa¿ali¶my, ¿e mamy du¿o zasobów materialnych, bo mamy dom z du¿± ilo¶ci± pokoi, gdzie mo¿emy przyjmowaæ innych, mamy pewne zasoby intelektualne, duchowe, moralne, wiemy jak trzeba ¿yæ, mamy ¶wiat warto¶ci, norm. W zwi±zku z tym mamy du¿o do dania. Z tego poczucia zrodzi³o siê pragnienie pomocy biednym. Jednak to ci ludzie, o zrujnowanych twarzach, skomplikowanych ¿yciorysach, pokazali mi, pokazali nam, ¿e nie chodzi o hojno¶æ. To w³a¶nie w kontakcie z lud¼mi bardzo trudnymi pozna³am w³asne poranienia, swoje granice, swoj± niewiarê, brak cierpliwo¶ci, wielkoduszno¶ci, brak mi³o¶ci. Zobaczy³am, ¿e to co robiê wyp³ywa z chêci odegrania roli pielêgniarki, bycia dla kogo¶ kim¶ wa¿nym, ¿eby siê zrealizowaæ, ¿eby zrealizowaæ jak±¶ piêkn± ideê. Kiedy stanê³am bezradna wobec trudnych sytuacji, kiedy musia³am zej¶æ z piedesta³u hojno¶ci, kiedy zaakceptowa³am to, ¿e sama z siebie nie jestem zdolna do mi³o¶ci, ¿e sama jej potrzebujê, zobaczy³am, ¿e nie ma ludzi lepszych i gorszych. Kiedy do¶wiadczy³am ubóstwa psychicznego, duchowego, kiedy zgodzi³am siê na to, jaka jestem, wtedy zaczê³a siê rodziæ we mnie, zaczê³a siê rodziæ w nas, inna jako¶æ pos³ugi - bardziej pokorna i bezinteresowna. ¯eby skutecznie pomagaæ ubogim trzeba samemu byæ ubogim, ¿eby tak po prostu kochaæ za nic, trzeba odkryæ swoj± ma³o¶æ i otworzyæ siê na mi³o¶æ. Tak rozumiem ubóstwo.

* Nieboczowy to miejscowo¶æ, której nie ominê³a tegoroczna powód¼? Jaki wp³yw na Wasze ¿ycie mia³o to wydarzenie?

W ci±gu kilku minut zawali³o siê to, co tak pieczo³owicie przez wiele lat budowali¶my - 1/3 domu zosta³a zniszczona. To do¶wiadczenie wiele nas nauczy³o, pomog³o zhierarchizowaæ potrzeby i wyodrêbniæ to, co jest dla nas najwa¿niejsze, a wiêc to, ¿e trzeba zabiegaæ najpierw o Królestwo Bo¿e. Dotknê³o nas to, co spotka³o setki ludzi, wszyscy do¶wiadczyli¶my trudu ¿ycia w pierwszych miesi±cach po powodzi. Trzeba by³o siê uporaæ z wszystkimi niedogodno¶ciami, brakiem pr±du, wody, ¶rodków sanitarnych, w³a¶ciwie wszystkiego, co umo¿liwia normalne funkcjonowanie. To by³y bardzo trudne warunki, które stwarza³y w domu, w ludziach bardzo wiele napiêæ, byli¶my dra¿liwi, nerwowi. To do¶wiadczenie nauczy³o nas, ¿e zawsze trzeba ¿yæ godnie, ci±gle uczyæ siê akceptowania tego, co niesie dzieñ bie¿±cy i przyjmowania wszystkiego z wdziêczno¶ci±. By³ to te¿ czas, kiedy otrzymali¶my wiele dobra, zobaczyli¶my jak wielu mamy przyjació³. To by³ znak, ¿e Pan Bóg opiekuje siê nami, ¿e zaspakaja nasze potrzeby przez dobroæ innych ludzi.

Pamiêtam rozmowê z redaktorami jednej z gazet, którzy nas po tym wydarzeniu odwiedzili. Pytali czy nie powinni¶my siê wyprowadziæ z tego miejsca, skoro jest ono nara¿one na powodzie (prze¿yli¶my ich 3), a my, jako Fundacja funkcjonujemy w oparciu o pieni±dze spo³eczne. Mam jednak pewno¶æ, ¿e Bóg ofiarowa³ nam to miejsce, tutaj mamy dzieliæ los mieszkañców tej wsi.

W naszym ¿yciu nie chodzi o to, by mieæ bardzo dobre zewnêtrzne warunki, ale by umieæ przyjmowaæ nawet bardzo trudne do¶wiadczenia z godno¶ci±. Wa¿ne jest, aby to co niesie codzienno¶æ akceptowaæ z ufno¶ci±, ¿e jest dla nas najlepsze, poniewa¿ pochodzi od Boga i byæ wdziêcznym za to dobro.
Rozmawia³a:

Barbara M³odzianowska

Ostatnia modyfikacja: 30.05.98