Katecheza:

Diakonia Modlitwy na rekolekcjach

Dla jednych jest to oczywiste, że na rekolekcjach wakacyjnych, oprócz innych posług, jest i Diakonia Modlitwy. Ale są i tacy, którzy mówią: "po co jakaś Diakonia Modlitwy, przecież animatorzy się modlą!". Ci niezdecydowani zaś, zastanawiają się: "może i byłaby potrzebna, ale czy dadzą radę? Co oni tam właściwie będą robić? Nie wiem czy...?" Dlatego zaczniemy od wyliczenia, jak się wydaje, pewnych fundamentów.

Fundamenty

Kamień węgielny: Jezus jest Panem.
Podstawowe pytanie, jakie musimy sobie zadać brzmi: po co organizujemy tegoroczne rekolekcje? To pytanie tak podstawowe, wydaje się wręcz banalne, a jednak warto je sobie zadać. Oczywiście, nikt z nas nie odpowie: "Aby zrealizować program?", "Aby uaktywnić młodzież?", "Aby było fajnie?", "Aby poprawić statystyki na podsumowanie?" - lub w jakiś inny niepoważny sposób. Wierzę, że każdy, kto zabiera się do organizowania Oazy nosi w sobie pragnienie, by to Jezus przemieniał serca tych wszystkich, którzy przyjadą, by On czynił z nich Nowych Ludzi, by stawał się ich Panem, by wyprowadzał ich z niewoli i by mogli odnaleźć się w Jego Ciele - Kościele. Wierzę, że jest w nas gorliwość ewangelizacyjna i formacyjna dla Jezusa, a nie dla własnej lub jakiejkolwiek innej chwały. Jeśli w naszych sercach są jakieś inne pragnienia, inna motywacja - to czas na rachunek sumienia!

Drugi kamień fundamentu brzmi: Duch Święty jest Dokonawcą!
Jeśli głosiłeś już kiedykolwiek Słowo (jakąś konferencję, katechezę, wykład, homilię) czy chociażby prowadziłeś małą grupę, to wiesz, że możesz się godzinami przygotowywać, możesz perfekcyjnie wszystko opanować, znaleźć odpowiednie przykłady dla odpowiednich ludzi, wymyślić fascynujący sposób przekazania treści, a jednak jeśli Duch Święty przez twoje słowo nie przemieni ich serc, to owoce twoich wysiłków pozostają martwe. Możesz mówić ile chcesz, możesz kombinować, jak ci się podoba, jednak twoje "osiągnięcia" będą tylko zewnętrzne, "na pokaz". To tylko On, Pan i Ożywiciel, ma moc przemiany serca i może się posłużyć tobą. Co jest wielką łaską i radością. Jesteśmy w Ruchu Światło-Życie, a to Światło staje się Życiem mocą Ducha Świętego.

Trzeci kamień fundamentu nazywa się: Pokora.
Nie wystarczy doskonale zrealizować materiały, by "się udały" rekolekcje. Nie wystarczy wyszkolić wszystkich na Oazie, by chodzili, "jak w zegarku". Nie gwarantuje to przemiany ich serca (aczkolwiek daje poczucie satysfakcji, z dobrze wykonanej "roboty"). Nie możesz też powiedzieć: "jakoś to będzie", bo skąd wiesz, że cokolwiek będzie? Pewnie wszyscy bardzo szybko się zmęczą tą improwizacją. Myślę, że Duch Święty lubi się posługiwać darami i talentami, których sam udzielił, tym bardziej, jeśli je rozwijamy. Niemniej to, że ja posiadam talenty otrzymane w darze, nie gwarantuje przemiany twojego serca. Prowadzenie rekolekcji wymaga pokory, bo trzeba uznać swoją niemoc i wolność Boga, mimo że materiały formacyjne, jakie posiadamy, są dość dobre i mimo to, że świetnie się przygotowaliśmy. Samo dokładne zrealizowanie programu nie gwarantuje zstępowania Ducha. Uczestnicy na koniec w ankietach mogą nawet napisać, iż czuli się z nami bardzo dobrze i wszystko było w porządku, a jednak Pan raczy wiedzieć czy to oznacza ich nawrócenie.

Fundament czwarty: Modlitwa.
Tak naprawdę zaczynamy się modlić dokładnie w tym momencie, kiedy odkrywamy swoją pychę. Stąd nie zaczniemy się tak naprawdę modlić, jeśli wydaje nam się, że nam "dobrze idzie". Realizowanie programu rekolekcji bez głębokiego osadzenia w modlitwie będzie miało coś z indoktrynacji i tresury. Jest to zaskakujące, ale jesteśmy w stanie traktować nawet Eucharystię jako "punkt programu", który należy jak najlepiej wykonać, a nie jako kulminacyjny punkt spotkania z Panem. Z drugiej zaś strony, sama modlitwa bez formacji i programu będzie "jakimś" spotkaniem modlitewnym, niekoniecznie Ruchu Światło-Życie.

To już nie fundament, ale przyczyna.
Chyba dla nas jest oczywiste, że tam, gdzie Jezusa ogłasza się Panem i Zbawicielem, gdzie kogoś wyprowadza się z ciemności do światła, gdy wyrywa się go z grzechu i zniewoleń - tam wkracza się "na teren przeciwnika". Szatanowi na pewno nie podobają się takie rekolekcje. Być może pracował nad kimś bardzo długo, a my niszczymy to wszystko oddając tę osobę Chrystusowi. Dlatego nie łudźmy się: szatan będzie robił wszystko ze swej strony by pomieszać nam szyki. Na iluż to Oazach widzieliśmy skłóconych animatorów, brak jedności i pokoju, jakieś dziwnie nawarstwiające się problemy czy nawet mnożące się choroby. Jestem przekonany, że bez wytrwałej modlitwy, szatan może się czuć bezkarny. Chyba, że chodzi nam tylko o to, by "było fajnie" na Oazie, wtedy możemy spać spokojnie - "przeciwnik" nie czuje się zagrożony.

Na podsumowaniu zeszłorocznych oaz w diecezji katowickiej, ktoś poruszył problem skromności ubioru (tzw. "mody Maryjnej") szczególnie na rekolekcjach, stopnia podstawowego. Padło parę zdań dyskusji o tym, że "należy stawiać wymagania jeszcze przed rekolekcjami", "trzeba zacząć od Oaz parafialnych", "na rekolekcje jadą ludzie przypadkowi", "na rekolekcjach są Ťporządniť, a gdy wyjadą znowu zachowują się po staremu", itd. Oczywiście bardzo ważnym jest stawianie wymagań od samego początku, ale czy problem nie jest gdzieś indziej? Czy nie jest to właśnie zadanie rekolekcji i formacji, aby doprowadzić do takiej przemiany serca, aby ta skromność w nim się zrodziła? Można twardo postawić wymaganie: "tak jest na oazie!", można okrasić to jeszcze określeniem typu: "to jest charyzmat Ruchu" lub "nie jesteś oazowiczem, gdy...", itp. Można jednak spróbować czegoś bardziej trudnego: znając jasno postawione słuszne zasady, towarzyszyć tej osobie w drodze do tego, aż jej serce dojrzeje do tych zasad. W tym wypadku jednak, póki Duch Święty nie przemieni wnętrza człowieka, póty próżny nasz trud. Tu zaś nie obejdzie się bez cierpliwej modlitwy, bez słowa które rozświetla mrok, bez otoczenia miłością.

Kto może posługiwać w Diakonii Modlitwy

? Jeśli przyjęliśmy sercem fundamenty, możemy zadać pytanie: kto w takiej Diakonii może się znaleźć. Odpowiedź wydaje się dosyć prosta:

Ten, kto się modli.
Może to ja akurat tak trafiałem, ale spotkałem już wielu oazowiczów, animatorów lub pełniących wiele ważnych posług, którzy mieli podstawowe problemy z modlitwą. Byli wspaniałymi aktywistami. Oczywiście, wiedzieli, że trzeba się modlić i przeżyli już wiele "zrywów modlitewnych", ale mieli wielkie kłopoty ze stałością i regularnością. Zatem w Diakoni winni znaleźć się ci, którzy stale się modlą i noszą w sercu pragnienie modlitwy. Tylko wtedy będą się mogli modlić za innych. Modlitwa musi być dla nich tak oczywista, jak to, że się myją rano.

Ten, dla którego modlitwa jest radością.
To nie może być osoba, która będzie się modlić, a równocześnie tęsknić za tym, by ta modlitwa się jak najprędzej skończyła. Znam takie osoby, które były w Diakonii Modlitwy, a w sercu czuły się poszkodowane, że nie mogą w czymś brać udziału, że mają "mało czasu", że herbata stygnie i że są głodne!

Ten, który jest pokorny.
Skuteczność Oazy nie będzie zależeć od jego "wyczynów modlitewnych" (koniecznie zauważonych przez odpowiedzialnych), ale od Pana, który umiłował pokornych sercem.

I oczywiście ten, który jest co najmniej po III stopniu.
Jeśli jakaś osoba, jak się wydaje, ma szczególne charyzmaty, to niech najpierw spełni powyższe cztery punkty, a dopiero potem posługuje w Diakonii.

Na czym może polegać posługa na Oazie rekolekcyjnej

? Najważniejszym zadaniem, jakie stoi, przed tą Diakonią, jest noszenie w swoim sercu wszystkich spraw dotyczących rekolekcji i orędowanie za nimi ilekroć stają przed Panem. A oto kilka wypróbowanych szczegółowych propozycji pracy tej Diakonii:

Wspólna modlitwa Diakonii.
Na rekolekcjach, które prowadziłem, Diakonia Modlitwy wstawała pół godziny przed wszystkimi, by modlić się pierwszą część różańca. Pozostałe części modlili się przed Eucharystią i przed modlitwą wieczorną. W czasie "Spotkań w grupach" trwali na uwielbieniu (oczywiście w jakimś osobnym pomieszczeniu) i prosili Jezusa za animatorów, którzy w tym czasie prowadzili grupy i za wszystkich uczestników. Przedstawiali Panu również wszystkie inne potrzeby oazy, szczególnie oddawali Bogu troskę o sprawy gospodarcze. Poza, tym zasadniczo brali udział we wszystkich punktach dnia.

Pół godziny wspólnej modlitwy uwielbienia wraz z całą diakonią rekolekcyjną (animatorzy, moderatorzy, inni posługujący), najczęściej przed "Odprawą animatorów".

Post.
Codziennie jedna lub dwie osoby miały post o chlebie i wodzie, oczywiście w intencjach rekolekcji. (Formy postu mogą być różne, ale wydaje nam się, że tradycyjny post o chlebie i wodzie jest bardzo dobry).

"Anioł Stróż" małej grupy.
Jedna lub dwie osoby z Diakonii Modlitwy miały "przydzieloną" jedną małą grupę wraz z animatorem, za których się szczególnie modlili w swoich prywatnych modlitwach. (Byli zobowiązani do częstego nawiedzania Najświętszego Sakramentu). Osoby z tej małej grupy znali imiennie i tak się za nich modlili. Animator grupy, mógł również prosić o modlitwę takiego "Anioła Stróża" w konkretnych potrzebach i problemach, jakie wychodziły na spotkaniach.

Modlitwa nieustanna.
Jeśli ktoś głosił Słowo (konferencje, szkoły, homilia księdza), to słuchając tego słowa, Diakonia Modlitwy miała równocześnie obowiązek w duchu stale się modlić za głoszącego. (Ten punkt był często najtrudniejszy do wykonania).

Jeśli była taka potrzeba służyli modlitwą wstawienniczą.

Nocne czuwania.
Czasami wyczuwaliśmy, że teraz jest taki moment Rekolekcji, w którym potrzeba więcej modlitwy. Wtedy osoby z Diakonii Modlitwy "dyżurowały" przed Najświętszym Sakramentem po godzinie lub dwie przez całą noc.

"Słuchaj Izraelu...".
Osoby z Diakoni Modlitwy, jeśli na modlitwie pojawiały się im myśli, słowa, które byłyby podpowiedzią co do prowadzenia rekolekcji, miały obowiązek przekazać to Moderatorowi Oazy. (W praktyce przekazywali to Odpowiedzialnemu za Diakonię Modlitwy, a ten, jako sugestie Diakonii, przekazywał Moderatorowi).

Czasem udawało się znaleźć odpowiedni czas na specjalną formację tej Diakonii.

Jak widzimy posługa ta nie polega na lenistwie, ale na głębokim wewnętrznym zaangażowaniu. Właściwie, to trzeba poczuć się współodpowiedzialnym za rekolekcje, aby móc się za nie modlić.
Pozostaje jeszcze jedno pytanie:

Czy nie wystarczy, że animatorzy będą się modlić

? Najchętniej odpowiedziałbym krótko: nie! Ale nasza natura potrzebuje argumentacji:
Już z powyższych punktów widać, że animatorzy nie daliby rady. Po tygodniu reanimowalibyśmy animatorów z przemęczenia. Każdy animator powinien mieć odpowiedni czas na przygotowanie się do spotkania. Jeśli zaś uczestniczy we wszystkim z małą grupą, wraz z nimi podejmuje różne dyżury, jest na odprawach, to nie bardzo ma już czas na posługę w Diakonii Modlitwy.
Animator ma być z grupą! Bardzo szybko doprowadziłoby to do tego, że animatorzy zamknęliby się we własnym gronie.
Animator winien budować osobiste relacje z uczestnikami, co ułatwi przyprowadzenie takiej osoby do Pana.
Animatorzy robią wszystkie inne ważne rzeczy na rekolekcjach.
Animator to ten, który pracuje na "pierwszej linii frontu", Diakonia Modlitwy - "zabezpiecza tyły".

To wszystko nie oznacza, że animator się nie modli! Wręcz przeciwnie - nic nie jest w stanie zrobić bez modlitwy!

O owocach takiej Diakonii Modlitwy na rekolekcjach nie będę przekonywał. Myślę, że każdy powinien sam tego doświadczyć.

ks. Jarosław Międzybrodzki

Ostatnia modyfikacja: 30.05.98