Drugi kamień fundamentu brzmi: Duch Święty jest Dokonawcą!
Jeśli głosiłeś już kiedykolwiek Słowo (jakąś konferencję, katechezę,
wykład, homilię) czy chociażby prowadziłeś małą grupę, to wiesz,
że możesz się godzinami przygotowywać, możesz perfekcyjnie wszystko
opanować, znaleźć odpowiednie przykłady dla odpowiednich ludzi, wymyślić
fascynujący sposób przekazania treści, a jednak jeśli Duch Święty przez
twoje słowo nie przemieni ich serc, to owoce twoich wysiłków pozostają
martwe. Możesz mówić ile chcesz, możesz kombinować, jak ci się podoba,
jednak twoje "osiągnięcia" będą tylko zewnętrzne, "na pokaz". To tylko On,
Pan i Ożywiciel, ma moc przemiany serca i może się posłużyć tobą. Co jest
wielką łaską i radością. Jesteśmy w Ruchu Światło-Życie, a to Światło
staje się Życiem mocą Ducha Świętego.
Trzeci kamień fundamentu nazywa się: Pokora.
Nie wystarczy
doskonale zrealizować materiały, by "się udały" rekolekcje. Nie wystarczy
wyszkolić wszystkich na Oazie, by chodzili, "jak w zegarku". Nie
gwarantuje to przemiany ich serca (aczkolwiek daje poczucie satysfakcji,
z dobrze wykonanej "roboty"). Nie możesz też powiedzieć: "jakoś to
będzie", bo skąd wiesz, że cokolwiek będzie? Pewnie wszyscy bardzo
szybko się zmęczą tą improwizacją. Myślę, że Duch Święty lubi się
posługiwać darami i talentami, których sam udzielił, tym bardziej, jeśli
je rozwijamy. Niemniej to, że ja posiadam talenty otrzymane w darze,
nie gwarantuje przemiany twojego serca. Prowadzenie rekolekcji wymaga
pokory, bo trzeba uznać swoją niemoc i wolność Boga, mimo że materiały
formacyjne, jakie posiadamy, są dość dobre i mimo to, że świetnie się
przygotowaliśmy. Samo dokładne zrealizowanie programu nie gwarantuje
zstępowania Ducha. Uczestnicy na koniec w ankietach mogą nawet napisać,
iż czuli się z nami bardzo dobrze i wszystko było w porządku, a jednak
Pan raczy wiedzieć czy to oznacza ich nawrócenie.
Fundament czwarty: Modlitwa.
Tak naprawdę zaczynamy się
modlić dokładnie w tym momencie, kiedy odkrywamy swoją pychę. Stąd nie
zaczniemy się tak naprawdę modlić, jeśli wydaje nam się, że nam "dobrze
idzie". Realizowanie programu rekolekcji bez głębokiego osadzenia w
modlitwie będzie miało coś z indoktrynacji i tresury. Jest to zaskakujące,
ale jesteśmy w stanie traktować nawet Eucharystię jako "punkt programu",
który należy jak najlepiej wykonać, a nie jako kulminacyjny punkt
spotkania z Panem. Z drugiej zaś strony, sama modlitwa bez formacji i
programu będzie "jakimś" spotkaniem modlitewnym, niekoniecznie Ruchu
Światło-Życie.
To już nie fundament, ale przyczyna.
Chyba dla nas jest
oczywiste, że tam, gdzie Jezusa ogłasza się Panem i Zbawicielem, gdzie
kogoś wyprowadza się z ciemności do światła, gdy wyrywa się go z grzechu i
zniewoleń - tam wkracza się "na teren przeciwnika". Szatanowi na pewno nie
podobają się takie rekolekcje. Być może pracował nad kimś bardzo długo,
a my niszczymy to wszystko oddając tę osobę Chrystusowi. Dlatego nie
łudźmy się: szatan będzie robił wszystko ze swej strony by pomieszać nam
szyki. Na iluż to Oazach widzieliśmy skłóconych animatorów, brak jedności
i pokoju, jakieś dziwnie nawarstwiające się problemy czy nawet mnożące
się choroby. Jestem przekonany, że bez wytrwałej modlitwy, szatan może się
czuć bezkarny. Chyba, że chodzi nam tylko o to, by "było fajnie" na Oazie,
wtedy możemy spać spokojnie - "przeciwnik" nie czuje się zagrożony.
Na podsumowaniu zeszłorocznych oaz w diecezji katowickiej, ktoś poruszył problem skromności ubioru (tzw. "mody Maryjnej") szczególnie na rekolekcjach, stopnia podstawowego. Padło parę zdań dyskusji o tym, że "należy stawiać wymagania jeszcze przed rekolekcjami", "trzeba zacząć od Oaz parafialnych", "na rekolekcje jadą ludzie przypadkowi", "na rekolekcjach są Ťporządniť, a gdy wyjadą znowu zachowują się po staremu", itd. Oczywiście bardzo ważnym jest stawianie wymagań od samego początku, ale czy problem nie jest gdzieś indziej? Czy nie jest to właśnie zadanie rekolekcji i formacji, aby doprowadzić do takiej przemiany serca, aby ta skromność w nim się zrodziła? Można twardo postawić wymaganie: "tak jest na oazie!", można okrasić to jeszcze określeniem typu: "to jest charyzmat Ruchu" lub "nie jesteś oazowiczem, gdy...", itp. Można jednak spróbować czegoś bardziej trudnego: znając jasno postawione słuszne zasady, towarzyszyć tej osobie w drodze do tego, aż jej serce dojrzeje do tych zasad. W tym wypadku jednak, póki Duch Święty nie przemieni wnętrza człowieka, póty próżny nasz trud. Tu zaś nie obejdzie się bez cierpliwej modlitwy, bez słowa które rozświetla mrok, bez otoczenia miłością.
Ten, kto się modli.
Może to ja akurat tak trafiałem, ale
spotkałem już wielu oazowiczów, animatorów lub pełniących wiele ważnych
posług, którzy mieli podstawowe problemy z modlitwą. Byli wspaniałymi
aktywistami. Oczywiście, wiedzieli, że trzeba się modlić i przeżyli już
wiele "zrywów modlitewnych", ale mieli wielkie kłopoty ze stałością i
regularnością. Zatem w Diakoni winni znaleźć się ci, którzy stale się
modlą i noszą w sercu pragnienie modlitwy. Tylko wtedy będą się mogli
modlić za innych. Modlitwa musi być dla nich tak oczywista, jak to,
że się myją rano.
Ten, dla którego modlitwa jest radością.
To nie może być
osoba, która będzie się modlić, a równocześnie tęsknić za tym, by ta
modlitwa się jak najprędzej skończyła. Znam takie osoby, które były w
Diakonii Modlitwy, a w sercu czuły się poszkodowane, że nie mogą w czymś
brać udziału, że mają "mało czasu", że herbata stygnie i że są głodne!
Ten, który jest pokorny.
Skuteczność Oazy nie będzie
zależeć od jego "wyczynów modlitewnych" (koniecznie zauważonych przez
odpowiedzialnych), ale od Pana, który umiłował pokornych sercem.
I oczywiście ten, który jest co najmniej po III stopniu.
Jeśli jakaś osoba, jak się wydaje, ma szczególne charyzmaty, to
niech najpierw spełni powyższe cztery punkty, a dopiero potem posługuje
w Diakonii.
Wspólna modlitwa Diakonii.
Na rekolekcjach, które
prowadziłem, Diakonia Modlitwy wstawała pół godziny przed wszystkimi,
by modlić się pierwszą część różańca. Pozostałe części modlili się przed
Eucharystią i przed modlitwą wieczorną. W czasie "Spotkań w grupach"
trwali na uwielbieniu (oczywiście w jakimś osobnym pomieszczeniu) i
prosili Jezusa za animatorów, którzy w tym czasie prowadzili grupy i za
wszystkich uczestników. Przedstawiali Panu również wszystkie inne potrzeby
oazy, szczególnie oddawali Bogu troskę o sprawy gospodarcze. Poza,
tym zasadniczo brali udział we wszystkich punktach dnia.
Pół godziny wspólnej modlitwy uwielbienia wraz z całą diakonią rekolekcyjną (animatorzy, moderatorzy, inni posługujący), najczęściej przed "Odprawą animatorów".
Post.
Codziennie jedna lub dwie osoby miały post o chlebie
i wodzie, oczywiście w intencjach rekolekcji. (Formy postu mogą być
różne, ale wydaje nam się, że tradycyjny post o chlebie i wodzie jest
bardzo dobry).
"Anioł Stróż" małej grupy.
Jedna lub dwie osoby z Diakonii
Modlitwy miały "przydzieloną" jedną małą grupę wraz z animatorem, za
których się szczególnie modlili w swoich prywatnych modlitwach. (Byli
zobowiązani do częstego nawiedzania Najświętszego Sakramentu). Osoby z
tej małej grupy znali imiennie i tak się za nich modlili. Animator grupy,
mógł również prosić o modlitwę takiego "Anioła Stróża" w konkretnych
potrzebach i problemach, jakie wychodziły na spotkaniach.
Modlitwa nieustanna.
Jeśli ktoś głosił Słowo (konferencje,
szkoły, homilia księdza), to słuchając tego słowa, Diakonia Modlitwy
miała równocześnie obowiązek w duchu stale się modlić za głoszącego. (Ten
punkt był często najtrudniejszy do wykonania).
Jeśli była taka potrzeba służyli modlitwą wstawienniczą.
Nocne czuwania.
Czasami wyczuwaliśmy, że teraz jest taki
moment Rekolekcji, w którym potrzeba więcej modlitwy. Wtedy osoby z
Diakonii Modlitwy "dyżurowały" przed Najświętszym Sakramentem po godzinie
lub dwie przez całą noc.
"Słuchaj Izraelu...".
Osoby z Diakoni Modlitwy, jeśli
na modlitwie pojawiały się im myśli, słowa, które byłyby podpowiedzią
co do prowadzenia rekolekcji, miały obowiązek przekazać to Moderatorowi
Oazy. (W praktyce przekazywali to Odpowiedzialnemu za Diakonię Modlitwy,
a ten, jako sugestie Diakonii, przekazywał Moderatorowi).
Czasem udawało się znaleźć odpowiedni czas na specjalną formację tej Diakonii.
Jak widzimy posługa ta nie polega na lenistwie, ale na
głębokim wewnętrznym zaangażowaniu. Właściwie, to trzeba poczuć
się współodpowiedzialnym za rekolekcje, aby móc się za nie modlić.
Pozostaje jeszcze jedno pytanie:
To wszystko nie oznacza, że animator się nie modli! Wręcz przeciwnie - nic nie jest w stanie zrobić bez modlitwy!
O owocach takiej Diakonii Modlitwy na rekolekcjach nie będę przekonywał. Myślę, że każdy powinien sam tego doświadczyć.
ks. Jarosław Międzybrodzki
Ostatnia modyfikacja: 30.05.98