Rozmiar tekstu: A A A
reset
Wyślij się na maila




Anty spam: (
4
+
6
) *
2


Wynik:


Opublikowano: 26 października 2014, 23:51    

Z podręcznikiem w ręku

Oaza w Kenii – część druga


Boży niepokój – część pierwsza relacji

Świadectwo małżonków

Historyczne, pierwsze rekolekcje oazowe w Kenii rozpoczęliśmy 14 sierpnia 2014 roku. Potwierdziły one, że program formacyjny naszego Ruchu jest uniwersalny, a wspólne przeżywanie oazy w różnych grupach wiekowych i przez osoby różnych stanów umacnia wizję Kościoła jako miejsca, w którym możemy sobie wzajemnie służyć i towarzyszyć na drodze wiary.

Dodatkowo były to dla nas pierwsze rekolekcje piętnastodniowe, podczas których podjęliśmy się z mężem osobnego prowadzenia grup i to nie dla małżeństw, a dla młodzieży (Przemek) i dorosłych (ja). Jakie było to doświadczenie? Na pewno wymagało to od nas przestawienia się na bardziej indywidualne działanie, ale z drugiej strony w naszym dzieleniu nadal mogliśmy powoływać się na łaski, jakich Bóg udzielił nam przez sakrament małżeństwa i trwanie we wspólnocie Domowego Kościoła.

Magda i Przemek Skibińscy

Poza tym widzieliśmy, że zarówno wobec młodych, jak i starszych wiekiem osób świadectwo małżonków podejmujących posługę wobec innych grup jest bardzo przydatne czy wręcz konieczne. W nas samych zrodziło się przekonanie, że w czasach, gdy wiele rodzin przeżywa kryzys, a młodzi są niejednokrotnie zranieni przez doświadczenia w rodzinnym domu, więcej małżeństw, także w Polsce, powinno podejmować posługę na rekolekcjach dla dzieci i młodzieży.

Kubeł zimnej wody?

Na rekolekcje zaprosiliśmy dwudziestu siedmiu uczestników w wieku od siedemnastu do czterdziestu siedmiu lat, których podzieliliśmy na cztery grupy. Rozpiętość wiekowa może się wydawać bardzo duża, ale z perspektywy odbytych rekolekcji mogę powiedzieć, że nie stanowiło to żadnego problemu. Oczywiście podział na grupy był dostosowany do wieku uczestników. Starsi uczestnicy niejednokrotnie troszczyli się o młodszych, zwracali im uwagę, kiedy było to konieczne, a nawet organizowali im atrakcje w czasie wolnym (jak np. nauka jazdy na motorze). Młodzi z kolei chętnie zapraszali dorosłych do wspólnej gry czy zabawy. Mieszkaliśmy w internacie szkolnym przy parafialnej szkole. O ile pokoje dla kobiet były znośne, o tyle dormitorium dla mężczyzn i warunki sanitarne w ogólności były kiepskie. Wszyscy myliśmy się korzystając z wiader w zimnej wodzie.

Między animatorami żartowaliśmy sobie, że nawet za czasów księdza Franciszka chyba nie było aż tak źle. Jednak okazało się, że nikt z uczestników w czasie trwania całej oazy nie narzekał ani na warunki mieszkaniowe, ani równie skromne wyżywienie. Wszyscy byli wdzięczni za możliwość przeżywania rekolekcji i z otwartością przyjmowali to, co było na miejscu. Myślę, że możemy się uczyć tej postawy od Kenijczyków.

Ile razy na rekolekcjach w Polsce słyszeliśmy słowa narzekania, gdy trzeba było myć naczynia w miskach (i to z ciepłą wodą), obierać ziemniaki czy prać ręcznie. Kenijczycy, którzy na co dzień żyją w takich warunkach, pokazali nam, że z jednej strony zdobycze techniki jak pralki, zmywarki, a także dostęp do ciepłej wody to błogosławieństwo, a z drugiej również ich brak nie powinien być przeszkodą w dobrym przeżyciu rekolekcji, a może być nawet okazją do spełnienia dobrych uczynków (np. wyprania brudnych rzeczy komuś innemu, z czym spotykaliśmy się regularnie).

Dzień z foską

Byliśmy zaskoczeni tym, że cały plan i program Oazy Nowego Życia I stopnia można było bez jakichkolwiek zmian przenieść na grunt tak innej kultury. Rozpoczynaliśmy od jutrzni, która jak się okazało odmawiana jest w Kenii w odmienny sposób (na jeden chór przypada zmienna, ale większa niż w Polsce liczba 4-6 wersów). Również melodie były dla nas zupełnie nowe. Na szczęście mogliśmy uczyć się od siebie wzajemnie. Po śniadaniu mieliśmy rozbudowane przygotowanie do Eucharystii. Poza szkołą śpiewu mieliśmy również szkołę tańca (z wyjątkiem tajemnic bolesnych), gdyż Kenijczycy podczas każdej procesji i pieśni w czasie Mszy świętej tańczą. Był to też moment, w którym próbowaliśmy zaszczepić w ich sercach większe zrozumienie dla tajemnic dokonujących się w czasie Eucharystii. Poprawy wymagało także wiele postaw, od sposobu przystępowania do Komunii Świętej po momenty, w których należy klęczeć. W tym czasie wszyscy uczyli się także podejmowania różnych posług liturgicznych. Po Eucharystii wychodziliśmy na wyprawę otwartych oczu. Ten punkt programu okazał się dla Kenijczyków bardzo ciekawy, nie są oni bowiem przyzwyczajeni ani do spacerowania, ani milczenia, a tym bardziej do odkrywania w naturze praw duchowych. Szczególnie owocne były wyprawy podczas ostatnich dni rekolekcji, kiedy wszyscy wyruszyli w parach na uliczną ewangelizację. Można powiedzieć, że głosili Słowo Boże bez jakichkolwiek obaw i z wielką mocą. Po powrocie z wyprawy czekał na nas zawsze obiad, a po nim czas wolny – moment na zrobienie prania, zagranie w siatkówkę albo rozmowy. Nie było typowych dla polskich oaz pielgrzymek do najbliższego sklepiku. Wynikało to przede wszystkim – jak myślimy – z braku pieniędzy na zakupy, co w sumie przysłużyło się lepszemu wykorzystaniu czasu. Niejednokrotnie widziałam, zwłaszcza w pierwszych dniach oazy, że moja grupa siedzi wspólnie na podwórku i przygotowuje dopowiedzenia albo czyta Pismo Święte. Po przerwie spotykaliśmy się na Namiocie Spotkania w kościele lub naszej kapliczce. Początkowo Kenijczycy nie potrafili dobrze wykorzystać danego im czasu na modlitwę osobistą. Nigdy wcześniej nie spotkali się bowiem z modlitwą Słowem Bożym ani adoracją Najświętszego Sakramentu indywidualnie w ciszy. Przed przyjazdem na rekolekcje większość uczestników nie posiadała nawet własnego Pisma Świętego. Wprowadzając każdego dnia kolejne warunki spotkania z Panem „twarzą w twarz”, mogliśmy obserwować, jak wzrastają w tej praktyce. Gdy mniej więcej w połowie oazy zaproponowaliśmy, aby wszyscy spisali to, co usłyszeli od Boga w czasie Namiotu Spotkania, jakie pytania się w ich sercach zrodziły, o czym rozmawiali z Panem, a następnie podzielili się z pozostałymi członkami swoich grup, okazało się, że dobrze zrozumieli, na czym ta modlitwa polega. Było to również zadanie, które pozwoliło wzajemnie się ubogacić i zobaczyć, na co na modlitwie osobistej warto się jeszcze otworzyć. Nacisk, jaki w czasie rekolekcji położyliśmy właśnie na tę praktykę, wydał dobre owoce, bo w ankietach na zakończenie oazy uczestnicy wskazali, że pragną kontynuować po rekolekcjach przede wszystkim Namiot Spotkania. Spotkania w grupie były przede wszystkim solidnym studium Słowa Bożego. Wszyscy uczyli się odnajdywania fragmentów w Piśmie Świętym oraz szukania w nim odpowiedzi na zadawane pytania. Była to również okazja do podzielenia się osobistymi doświadczeniami w omawianym temacie. Okazało się, że niezależnie od długości i szerokości geograficznej wszystkich nas dotykają te same problemy, pokusy i trudności, których rozwiązanie może przynieść tylko osobiste spotkanie z Jezusem i zawierzenie ich Jemu. Każde spotkanie kończyliśmy tradycyjnie dziesiątką różańca z dopowiedzeniami, które z dnia na dzień były coraz bardziej osobiste i powiązane z przeżywanymi na rekolekcjach treściami. Po takiej strawie dla ducha czekała na nas również strawa dla ciała, pogodny wieczór lub konferencja oraz szkoła modlitwy i modlitwa ją kończąca.

Szczyty oazy

Na oazie przeżywaliśmy dwa kulminacyjne momenty. Pierwszy to przyjęcie Jezusa jako Pana i Zbawiciela połączone z nabożeństwem Światła i Wody.

Aby dojść do strumienia, musieliśmy przejść procesyjnie przez centrum wioski. W czasie drogi śpiewaliśmy i modliliśmy się.

Nasi uczestnicy, rozradowani faktem przyjęcia Jezusa czynili to w tak piękny i autentyczny sposób, że następnego dnia miejscowi protestanci, w obawie przed utratą wiernych, zaczęli chodzić na ewangelizację uliczną. Jak się potem dowiedzieliśmy od miejscowego proboszcza, po raz pierwszy w tej miejscowości katolicy wyszli z Ewangelią na ulice.

Drugim szczytowym momentem było odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych w czasie wieczornej celebracji w dziesiątym dniu oazy. Przygotowywały nas do tego wszystkie dni tajemnic bolesnych, w czasie których zaproponowaliśmy więcej czasu na modlitwę oraz ciszę na wybranych posiłkach. Początkowo te praktyki wraz brakiem tańców były przyjmowane z lekkim buntem i trudnością. Chcieliśmy jednak, aby uczestnicy zobaczyli, że dobre i godne przeżycie męki i śmierci naszego Pana pozwala także na głębsze przeżycie Jego zmartwychwstania.

W konsekwencji, gdy po pięciu dniach odnowiliśmy nasze przyrzeczenia chrzcielne i uroczyście wyznaliśmy naszą wiarę, radość, która ogarnęła wszystkich, była prawdziwie radością paschalną. Tego wieczoru myśleliśmy, że pieśni uwielbienia i tańce nie skończą się nigdy. Mamy też nadzieję, że to pozytywne doświadczenie w przyszłości zaowocuje również przeżyciem w inny niż do tej pory sposób okresu Wielkiego Postu i Wielkanocy.

Życie nowego człowieka

Spośród ważnych dla nas wydarzeń należy jeszcze wymienić dwukrotne spotkania z zagranicznymi gośćmi.

Goście z Ugandy

Ewangelizatorzy z Ugandy mówili o tym, w jaki sposób Pan przemienił ich życie, odkąd zaprosili Go do swojego życia jako Pana i Zbawiciela. Było to bezpośrednie przygotowanie do przyjęcia Jezusa jako Pana i Zbawiciela czwartego dnia oazy.

Gości z Indii poprosiliśmy natomiast o świadectwo i konferencję na temat wychowania dzieci po chrześcijańsku oraz stosowania kar cielesnych. Zauważyliśmy bowiem, że bicie dzieci jest bardzo dużym problemem w Kenii, zarówno w domu, jak i wśród nauczycieli, a jest często jedyną metodą wychowawczą. Poza tym jednego z naszych uczestników poprosiliśmy również o konferencję na temat naturalnego planowania rodziny. Spotkanie to było bardzo owocne i zrodziło mnóstwo pytań w uczestnikach. Mimo że większość z nich to ludzie dorośli, niektórzy z własnymi rodzinami, to ich wiedza na ten temat była nikła. Z pewnością osoby, które podejmą się prowadzenia oaz w Kenii w przyszłości powinny pogłębić z nimi tę tematykę.

Ostatnią bardzo istotną dla nas, kwestią było właściwe ukazanie uczestnikom Krucjaty Wyzwolenia Człowieka przede wszystkim ze względu na to, że zauważyliśmy, jak dużym problemem jest w Kenii alkohol. Cóż, szatan nie spał i na wszelkie możliwe sposoby próbował nam zaburzyć przebieg tego wieczoru, łącznie z tym, że cały wieczór nie było światła i spotkanie odbywało się przy blasku świec.

Po ogólnym wprowadzeniu trzech animatorów złożyło swoje świadectwo trwania w Krucjacie. Mieliśmy także to szczęście, że jeden z uczestników (Stephen) był w 2010 r. w ramach Mission Oasis na oazie w Polsce i wówczas podpisał krucjatę jako kandydat, więc również mógł podzielić się swoim doświadczeniem. Czuliśmy, że Pan Bóg prowadził nas szczególnie mocno w czasie całego wieczoru. Takiego zainteresowania i zaciekawienia nie widzieliśmy podczas żadnej innej konferencji.

W kolejnych dniach, gdy daliśmy uczestnikom czas na pytania i dzielenie, okazało się, że wielu uczestników doświadczyło osobiście negatywnego wpływu alkoholu na rodzinę, znajomych, sąsiadów. Początkowo wydawało nam się to niewiarygodne ze względu na to, że w naszym przekonaniu niewiele osób w Kenii stać na zakup alkoholu, ale kiedy dowiedzieliśmy się, że prawie każdy w domu produkuje własny alkohol, to problem ten przestał nam się wydawać nierzeczywisty. Jak się dowiedzieliśmy, alkohol podaje się tam już nawet pięcioletnim dzieciom.

Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tak świadomym rozważaniem, czy podjąć dzieło Krucjaty, jak w Kenii. Przez kolejne dni widzieliśmy jak Pan Bóg pracuje w sercach uczestników i prowadzi ich do podjęcia tej ofiary. W efekcie podczas uroczystego dnia wspólnoty w katedrze w Meru osiemnaście osób podpisało KWC, w tym trzy osoby jako członkowie.

Bóg jest dobry – cały czas

Patrząc na ogrom otrzymanych przez nas samych, jak i wszystkich uczestników łask w czasie tych rekolekcji, w sercu rodzi się ogromna wdzięczność wobec Pana Boga.

Mam bowiem świadomość, że to Jego wolą była ta oaza i że to z Jego dobroci te rekolekcje się odbyły.

Za wezwanie do wyjazdu na misje, za pomoc w pokonaniu wielu przeszkód w organizacji oazy w Kenii, za wszystkich, którzy nas w jakikolwiek sposób wspierali, za prowadzenie w tym czasie, za wszelkie owoce przed, w trakcie i po oazie – chwała Panu!

Zakończę wezwaniem, które wielokrotnie słyszeliśmy w czasie naszego pobytu w Kenii, a które będzie najlepszym podsumowaniem naszych doświadczeń związanych z tym, co się tam wydarzyło. Po angielsku mówione jest ono w sposób dialogowany i brzmi: God is good – all the time. All the time – God is good and that is his nature. Wow! Można to przetłumaczyć następująco: Bóg jest dobry – cały czas. Cały czas – Bóg jest dobry i taka jest Jego natura. Wow!

Magdalena Skibińska

KOMENTARZE
  1. Redakcja serwisu oaza.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych komentarzy ani się z nimi nie utożsamia.
  2. Komentarze są wprowadzane przez internautów w sposób niezależny od Redakcji i jako takie nie stanowią części serwisu obsługiwanego przez Redakcję.
  3. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia lub wstrzymanie niektórych komentarzy bez podania przyczyn. W szczególności dotyczy to kometarzy zawierających treści, które mogą być odebrane jako obraźliwe lub nie są związane z tematem.
  4. Każdy czyta komentarze na własną odpowiedzialność.

Zobacz

Rekolekcje

Zaproszenia

Kalendarz

STRONY OAZOWE