Drukuj

fot. kajaCzy można przemilczeć, że „zabezpieczenie" przez zarażeniem AIDS, które jakoby miała zapewniać prezerwatywa, jest w najwyższym stopniu złudne? - pisze ks. prof. Michel Schooyans, członek Papieskiej Akademii Życia i Papieskiej Akademii Nauk Społecznych. Wobec dyskusji, jaka toczy się na ten temat, za Katolicką Agencją Informacyjną przedstawiamy analizę znanego i niekwestionowanego autorytetu katolickiego:

Powszechnie wiadomo, że chorobą AIDS zaraziło się wiele osób, które nie ponoszą za to żadnej odpowiedzialności moralnej. Chorobą tą można się zarazić poprzez transfuzję krwi, w wyniku pomyłki ze strony lekarza, a także na skutek przypadkowych kontaktów. Zdarzają się także zachorowania wśród tych, którzy z całym poświęceniem leczą chorych zakażonych wirusem HIV.

W rozważaniach naszych nie będziemy zajmować się tymi przypadkami. Zastanowimy się nad deklaracjami, jakie w ostatnich latach złożyły różne znane osobistości z kręgów akademickich i/lub kościelnych, najczęściej moraliści i duszpasterze. Określimy ich tutaj mianem ekspertów. Nie będziemy wymieniać ich nazwisk, aby nie nadawać rozważaniom zbyt osobistego charakteru, a za to skupić uwagę na problemie moralnym (przyp.1).

Niepokój i niejasność

Deklaracje dotyczące używania prezerwatyw w przypadku AIDS często budzą głęboki niepokój opinii publicznej i Kościoła. Niejednokrotnie towarzyszą im zaskakujące stwierdzenia odnoszące się do osoby i urzędu papieża, jak również na temat autorytetu Kościoła. Zaraz po nich następują zwyczajowo już przyjęte w tym kontekście żale dotyczące moralności seksualnej, celibatu, homoseksualizmu, wyświęcania kobiet na kapłanów, udzielania komunii świętej rozwodnikom, którzy ponownie zawarli niesakramentalne związki małżeńskie, oraz osobom dokonującym zabiegów przerywania ciąży, itd. Oto okazja, dobra jak każda inna do globalizacji problemów...

Cytowani eksperci ze swoistym upodobaniem wypowiadali się na łamach mediów publicznych, opowiadając się za stosowaniem prezerwatyw w przypadku ryzyka zarażenia AIDS zdrowego partnera. Zdaniem ich Kościół powinien zmienić swoje stanowisko w tej sprawie.

Tego rodzaju deklaracje wywołują zamęt w opinii publicznej; niepokoją wiernych, dzielą kapłanów, podważają autorytet episkopatu, kompromitują kolegium kardynalskie, rujnują magisterium Kościoła i bezpośrednio uderzają w Ojca Świętego. Już wcześniej eksperci, dziś emerytowani lub nieżyjący, przedstawiali swe opinie w tych kwestiach, wywołując niepokoje. Obecnie jednak stwierdzenia takie wywołują popłoch, gdyż ludzie oczekują większej ostrożności, ścisłości moralnej, teologicznej i dyscyplinarnej ze strony ekspertów. Ulegając wpływowi poglądów modnych w określonych środowiskach, eksperci ci za wszelką cenę starają się „usprawiedliwić" stosowanie prezerwatywy, wysuwając przydatne przy każdej okazji obiegową „argumentację" w rodzaju „mniejsze zło" i „podwójny skutek".

Jeden z tych ekspertów posunął się tak daleko, że stosowanie prezerwatywy uznał za moralny obowiązek tych, którzy nie chcą naruszać V przykazania. Jeśli bowiem osoba zarażona AIDS, argumentował, odmawia wstrzemięźliwości, a winna przecież chronić swego partnera, to stosowanie prezerwatywy będzie tutaj jedynym rozwiązaniem.

Tego rodzaju stwierdzenia mogą jednak uchodzić za niejasne, a świadczą o niepełnej i stronniczo interpretowanej wiedzy na temat moralności najbardziej naturalnej, a szczególnie moralności chrześcijańskiej (przyp.2). Ich sposób przedstawiania tych spraw budzi co najmniej zdziwienie.

Problem moralności naturalnej

Stwierdzenia uspokajające lecz kłamliwe

Argumentacja ekspertów na temat prezerwatywy jest tak zaskakująco uproszczona, że zainteresowanym chciałoby się wręcz doradzić, by zamiast do znużenia powtarzać i uwierzytelniać plotki, którym od dawna już zaprzeczają testy jakości zakupów we wszystkich pismach dla konsumentów, zapoznali się raczej z uchodzącymi za autorytet badaniami naukowymi i klinicznymi.

Czy można przemilczeć choćby to, że wrażenie „zabezpieczenia", który jakoby miała zapewniać prezerwatywa, jest w najwyższym stopniu złudne? Złudne dlatego, że prezerwatywa jest mechanicznie nietrwała, że zachęca do zwiększania liczby partnerów, sprzyja różnorodności „doświadczeń" seksualnych, i z wszystkich tych względów zwiększa ryzyko, zamiast je zmniejszać.

Jedynego prawdziwie skutecznego „zapobiegania" należy szukać w unikaniu zachowań ryzykownych i w wierności. Pod tym względem moralna ocena stosowania prezerwatywy jest problem uczciwości naukowej i moralności naturalnej. Kościół ma nie tylko prawo, lecz także obowiązek wypowiadania się na ten temat.

„Niepowodzenie to pewna śmierć"

Eksperci w swoich wypowiedziach nie wspominają o niedawno przeprowadzonych badaniach o niepodważalnej wartości naukowej, choćby o badaniach Dr Jacquesa Suaudeau (przyp.3). Skoro już nie mogą zaznajomić się z najnowszymi dokonaniami naukowymi, mogliby przynajmniej wziąć pod uwagę wcześniejsze ostrzeżenia, także pochodzące od najwyższych autorytetów naukowych. Na przykład w raporcie Profesora Henri'ego Lestradeta z Państwowej Akademii Medycznej (Paryż) (przyp.4) z 1996 r. czytamy: „Należy [...] zauważyć, że prezerwatywa była pierwotnie zalecana jako środek antykoncepcyjny. Otóż [...] w opinii ogólnej procent „niepowodzeń" sięga 5-12% na jedną parę i w skali rocznej stosowania.

Zasadniczo trudno sobie wyobrazić, jak zarazek HIV, którego wielkość jest pięćset razy mniejsza od spermatozoidu, miałby niższy procent niepowodzeń. Obie te sytuacje różnią się jednak między sobą w sposób podstawowy. O ile bowiem w wypadku prezerwatywy, niedoskonale skutecznego środka antykoncepcyjnego, skutkiem niepowodzenia jest powstanie nowego życia, o tyle w przypadku wirusa HIV skutkiem niepowodzenia jest pewna śmierć." (przyp.5)

Rozważając następnie przypadki osób zarażonych wirusem HIV, autor pisze w tym samym raporcie: „Jedyną odpowiedzialną postawą ze strony człowieka zarażonego wirusem HIV jest powstrzymanie się od wszelkich kontaktów seksualnych, tak zabezpieczanych jak i niezabezpieczanych. [...] Jeśli dana para zamierza żyć w relacji trwałej, zaleca się jej następujące postępowanie: każdy z partnerów powinien przeprowadzić badanie wykrywające wirusa, powtórzyć je w trzy miesiące później, a w przerwie między badaniami powstrzymać się od wszelkich relacji seksualnych (z prezerwatywą lub bez). Następnie założyć, że będzie to relacja oparta na wzajemnej wierności." (przyp.6)

Eksperci, autorzy analizowanych tu przez nas wypowiedzi, powinni zwrócić uwagę na dramatyczne podsumowanie badania medycznego, które tutaj cytujemy: „Tysiąckrotne zapewnienia (ze strony odpowiedzialnych za sektor zdrowia, Rady Najwyższej ds. AIDS i stowarzyszeń do walki z AIDS) o całkowitym bezpieczeństwie, jakie prezerwatywa zapewnia we wszystkich okolicznościach, bez wątpienia są źródłem bardzo licznych zarażeń, których przyczyny nikt obecnie nie ma ochoty ujawniać." (przyp.7)

W społecznościach „szczególnie" narażonych na ryzyko prowadzi się kampanie międzynarodowe, mające na celu zasypanie ich gradem prezerwatyw, a hierarchów religijnych zachęca się do objęcia tych kampanii swoim patronatem. Otóż pomimo tych kampanii, „a najprawdopodobniej na skutek tych kampanii", obserwuje się regularny rozwój pandemii.

W lipcu 2004 r. jeden z najwyższych autorytetów światowych w dziedzinie AIDS, belgijski lekarz Jean-Louis Lamboray, zrezygnował z udziału w Programie Narodów Zjednoczonych ds. HIV/AIDS (UNAIDS). Dymisję swoją umotywował „porażką polityki mającej na celu zahamowanie rozwoju choroby." Polityka ta zakończyła się porażką, gdyż 'UNAIDS zapomniała, że decyzje dotyczące prawdziwych środków zapobiegawczych „podejmuje się w domach ludzi, a nie w biurach ekspertów"' . (przyp.8)

Eksperci, zanim zaczną wypowiadać się w sposób rozstrzygający wszelką wątpliwość, powinni przypomnieć sobie oświadczenie popularnego lekarza, ulubieńca mediów, którego nikt nie podejrzewa o sympatie prokościelne. Oto co na ten temat napisał w 1989 r. nieżyjący już dziś Profesor Leon Schwartzenberg: „Odpowiedzialnymi za rozprzestrzenianie się AIDS będą oczywiście przede wszystkim ludzie młodzi; otóż nie zdają oni sobie w ogóle sprawy z dramatu AIDS, który w ich pojęciu jest chorobą ludzi starych. W przekonaniu tym utwierdza ich postawa klasy politycznej, a więc ludzi o wiele od nich starszych, organizujących idiotyczną, nieprzekonującą propagandę: oficjalna reklama prezerwatyw przedstawia się tak, jakby tworzyli ją ludzie nigdy nie stosujący prezerwatyw, na użytek ludzi nie mających ochoty ich stosować." (przyp. 9)

Słuchacze, czytelnicy i telewidzowie nie mogą więc poważnie brać pod uwagę nieostrożnych wypowiedzi ekspertów, gdyż w przeciwnym razie, podobnie jak eksperci, prędzej czy później zostaliby oskarżeni o „odpowiedzialność za bardzo liczne wypadki zarażeń chorobą."

Jeden z problemów moralności chrześcijańskiej

Poza tym jedynie pozornie prawdziwe jest twierdzenie, jakoby Kościół nie miał oficjalnego nauczania o AIDS i prezerwatywie. Nawet jeśli Papież Jan Paweł II unikał systematycznego używania słowa „prezerwatywa", to wszystkie problemy moralne, związane ze stosowaniem prezerwatywy, były poruszane we wszystkich ważniejszych wypowiedziach odnoszących się do relacji małżeńskich i do celów przyświecających małżeństwu.

Kiedy kwestie AIDS i prezerwatywy rozważa się w świetle moralności chrześcijańskiej, należy pamiętać, iż moralność chrześcijańska zakłada przede wszystkim, że: relacje cielesne winny istnieć w ramach monogamicznego małżeństwa mężczyzny i kobiety; wierność małżeńska stanowi najlepszą ochronę przed chorobami przekazywanymi drogą płciową i przed AIDS; związek małżeński powinien być otwarty na życie, do czego należy dodać poszanowanie życia drugiego człowieka.

Małżonkowie czy partnerzy?

W tym kontekście widać wyraźnie, że Kościół nie zamierza głosić „moralności" partnerstwa seksualnego. Kościół powinien nauczać i naucza moralności małżeńskiej i rodzinnej. Zwraca się do małżonków, do par połączonych sakramentalnie w związki małżeńskie monogamiczne i heteroseksualne. Wypowiedzi ekpertów dotyczące prezerwatywy odnoszą się do „partnerów", niezależnie od tego, czy nawiązują oni relacje przed- czy pozamałżeńskie, epizodyczne czy trwałe, heteroseksualne, homoseksualne, lesbijskie, sodomiczne itd. Nie bardzo wiadomo, dlaczego Kościół, a tym bardziej eksperci przybrani w autorytet magisterium Kościoła, wobec ryzyka wywołania skandalu, mieliby wspierać stręczycielstwo seksualne i zarządzać grzechami tych, którzy, w większości wypadków praktycznie, i często teoretycznie mają sobie za nic moralność chrześcijańską. 'Grzeszcie, bracia moi, lecz w poczuciu bezpieczeństwa!' Po 'Safe Sex' nastaje 'Safe Sin'!

Misja Kościoła nie polega więc na wskazywaniu, w jaki sposób wygodnie grzeszyć. Kościół i jego dostojnicy nadużyliby swego autorytetu gdyby doradzali, jak należy przeprowadzić rozwód, gdyż Kościół zawsze uważa rozwód za zło. Wskazywać grzesznikowi jak ma postępować, by uniknąć niechcianych konsekwencji swego grzechu oznacza tyle samo, co utwierdzać grzesznika w jego grzechu.

Stąd rodzi się pytanie: czy dopuszczalne jest, że niektórzy eksperci, z racji urzędów swych stojący na straży doktryny, osłabiają wymagania moralności naturalnej i moralności ewangelicznej, zamiast zwracać się do wiernych raczej z wezwaniem do zmiany postępowania?

Niedopuszczalne i nieodpowiedzialne ze strony tych ekspertów jest przyzwolenie na „safe sex", mające umocnić osoby stosujące prezerwatywy w przekonaniu, że postępują słusznie, podczas gdy wiadomo, że idea „safe sex" jest kłamliwa, i że wiedzie do przepaści. Eksperci ci powinni zastanowić się, czy zachęcają tylko do drwin z VI przykazania Bożego? Może przyjdzie im na myśl, że zachęcają także do urągania V przykazaniu: „Nie zabijaj". Fałszywe bezpieczeństwo stosowania prezerwatywy, dalekie od zmniejszenia ryzyka zarażenia, zwiększa takie ryzyko. Zarzut braku szacunku wobec V przykazania zwraca się przeciwko samym tym, którzy kierują ten zarzut do swoich „partnerów", niestosujących prezerwatywy.

Argumentacja przywoływana w celu „usprawiedliwienia" „profilaktycznego" stosowania prezerwatywy całkowicie traci w ten sposób swoją zasadność, zarówno w perspektywie moralności naturalnej, jak i moralności chrześcijańskiej.

Może prościej byłoby powiedzieć, że jeśli małżonkowie kochają się prawdziwie, a jedno z nich jest nosicielem cholery, choruje na dżumę gruczołową czy gruźlicę płuc, powinni raczej zrezygnować ze stosunków płciowych, by uniknąć zarażenia.

Cel: wielki przewrót

Błąd w metodzie

Na początku naszej analizy zaznaczyliśmy, że eksperci zalecający stosowanie prezerwatywy często do swojej mowy obronnej dołączali jeszcze sprawy inne niż tylko kwestia przewidujących i myślących „partnerów" seksualnych. Jednak kwestię tę przywołuje się najczęściej po to, by podać w wątpliwość całe nauczanie Kościoła dotyczące ludzkiej seksualności, następnie małżeństwa, następnie rodziny, wreszcie społeczeństwa i samego Kościoła. Wyjaśnia to po części prawie całkowity brak zainteresowania tych ekspertów dla wniosków naukowych i danych odnoszących się do moralności naturalnej. A przecież właśnie te wnioski i dane powinni oni brać pod uwagę, zanim zaczną wypowiadać się na temat moralności chrześcijańskiej. Ze względu na ten świadomy czy nieświadomy błąd w swej metodzie, eksperci chcą otworzyć drogę do przewrotu w moralności chrześcijańskiej. Chcą nawet dokonać przewrotu w dogmatyce chrześcijańskiej, gdyż przyznają sobie prawo odwoływania się do swoich opinii w celu doprowadzenia instytucji kościelnej do reformy, która poparłaby „ich" moralność oraz „ich" dogmatykę. Postępowanie takie rozumieją jako swój udział w rewolucji kulturalnej.

Ponieważ jednak eksperci ci od razu na początku popełnili błąd w metodzie, zaniedbując zasadnicze dane dotyczące problemu, o którym chcieliby traktować, w sposób oczywisty wchodzą na drogę śliską. Opierając się na fałszywych przesłankach można dojść jedynie do fałszywych wniosków. Łatwo zauważyć, dokąd prowadzą błędne rozważania tych ekspertów. Można je streścić w trzech sofizmatach, których absurdalność bez trudu można wykazać.

Trzy sofizmaty

Pierwszy

Prezerwatywa stanowi jedyną ochronę przed AIDS, a Kościół opowiada się przeciwko prezerwatywie. Wniosek stad, że Kościół ułatwia rozprzestrzenianie się AIDS.

Ten pseudo-sofizmat opiera się na oszukańczym twierdzeniu podanym w głównej przesłance, czyli, że prezerwatywa stanowi jedyną ochronę przed AIDS. Mamy tu do czynienia z błędnym kołem, czyli z rozumowaniem podstępnym: ponieważ pierwsza przesłanka została podana jako niepodwarzalna, nie ulega wątpliwości, że pozostałe także są niepodważalne. Jako prawdziwe podaje się to, co powinno być dopiero wykazane, czyli że prezerwatywa stanowi jedyna ochronę przed AIDS.

Drugi sofizmat:

Niestosowanie prezerwatywy sprzyja rozprzestrzenianiu się AIDS, a więc sprzyjać rozpowszechnianiu się AIDS znaczy tyle, co sprzyjać śmierci. Wniosek jest taki, że niestosowanie prezerwatywy oznacza sprzyjanie śmierci.

To mylne i pokrętne rozumowanie opiera się na poglądzie, że chronienie siebie polega na stosowaniu prezerwatywy. Można mieć wielu partnerów. Wierności w ogóle nie bierze się pod uwagę. Ponieważ popęd seksualny traktuje się jako nie do opanowania, a wierność małżeńską – jako niemożliwą, jedynym sposobem na niezarażenie się AIDS jest stosowanie prezerwatywy.

Przypadek polisylogizmu

Oto na koniec przykład pseudo-polisylogizmu, wobec którego eksperci nie powinni pozostać obojętni:
Kościół występuje przeciwko prezerwatywie, a tymczasem prezerwatywa zapobiega niechcianym ciążom;
Wniosek1 : Kościół popiera więc niechciane ciąże, a tymczasem niechciane ciąże można usuwać drogą aborcji.

Wniosek 2: Kościół popiera więc przerywanie ciąży.

Podsumowując – odnowa moralności chrześcijańskiej i eklezjologii chrześcijańskiej nie ma czego oczekiwać od tych, którzy perfidnie wykorzystują chorych i ich śmierć.

Michel Schooyans

***
Ks. Prałat Michel Schooyans był profesorem na Uniwersytecie Katolickim w São Paulo, a następnie na Uniwersytecie Katolickim w Louvain. Wykładał filozofię polityczną i politykę ludnościową. Doradca przy Papieskiej Radzie ds. Rodziny, Michel Schooyans jest członkiem założycielem Papieskiej Akademii Nauk Społecznych i członkiem Papieskiej Akademii ds. Życia. Jest również autorem około trzydziestu znanych i cenionych publikacji.

Przypisy:

1) Źródła: Michel SCHOOYANS i Anne-Marie LIBERT, Le terrorisme à visage humain (terroryzm o
ludzkiej twarzy), 2e édition, Paris, Éditions F.-X. De Guibert, 2008, s. 173-179.
2) Kardynał Alfonso LOPEZ TRUJILLO, Przedwodniczący Papieskiej Rady ds. Rodziny, przedstawił wnikliwe, dokładne i udokumentowane Przemyślenia rozważanej tu sprawy. Por. jego artykuł „Family Values versus Safe Sex", z dnia 1 grudnia 2003 r. Tekst dostępny na . Ten sam kardynał zaprezentował stanowisko Kościoła w omawianej kwestii w głośnym programie TV BBC w niedzielę 12 października 2003 r.
3) Dr Jacques SUAUDEAU, artykuł „Sexualité sans risques » (Seksualność bez ryzyka) w Lexique, cytowany już w przypisie 1 Prezentacji; por. s.905-926.
4) Henri LESTRADET, Le Sida, Propagation et prévention. Rapports de la commission VII de l'Académie nationale de Médecine, avec commentaire (AIDS, rozprzestrzenianie się i zapobieganie. Raport VII komisji Państwowej Akademii Medycznej, wraz z komentarzami), Paris, Éditions de Paris, 1996.
5) Le Sida, patrz przypis wcześniejszy; por. s.42.
6) Le Sida, por. s.46.
7) Le Sida, por. s. 46 s.
8) Por. Depesza ACI z 6 lipca 2004 r.
9) Léon SCHWARTZENBERG, Wywiad w La Libre Belgique (Bruxelles), 13 marca 1989 r., s.2. mp / Warszawa

Katolicka Agencja Informacyjna