fot. Kaja(...)
- Izaak Bashevis Singer mawiał, że recepta na dobrą prozę jest następująca: rozdziały muszą być równe, zawierać przybliżoną gramaturę informacji. Czulent jest jak powieść. Jej trzy rozdziały, to mięso, strączkowce i ziemniaki. Powinno być ich po równo. Cała reszta: marchewka, cebula, przyprawy, są jak znaki interpunkcyjne, paginacje, marginesy i całe to formatowanie tekstu, żeby wszystko ładnie wyglądało.

- Dobra. Ale co to ma wspólnego z małżeństwem?

- Kluczowe słowo: równowaga. Czy wiesz co trzeba zrobić, by czulent był naprawdę dobry? Włożyć trochę serca. Oczywiście gotowaliśmy z wielkim oddaniem, ale z niczym nie da się porównać czulentu gotowanego le-kowed szabes, to znaczy z intencją i przeznaczonego na szabat. Jeśli coś kupujemy, lub przyrządzamy le-kowed szabes, wówczas dochodzi jeszcze jeden element, najcenniejsza przyprawa, keduszas szabes – świętość szabatu. A teraz napisz na kartce, po hebrajsku, "mąż", a poniżej "żona".

Zrobione. sya (isz), mąż i hsa (isza), żona.

isz_i_isza

- W Języku Świętym "isz" i "isza" wyglądają, jakby pochodziły z jednego rdzenia. Pierwszy tłumacz Biblii na łacinę, św. Hieronim, chcąc zachować ten delikatny niuans, wymyślił nawet nowe słowo na określenie kobiety. Gdy tłumaczy zdanie: "Mężem i żoną ich stworzył", pisze "vir" - mąż, i "virago" – żona, zamiast po ludzku napisać "feminæ", lub "mulier". Zaś Adam, twój imiennik, ten pierwszy nominalista nazywający wszystkie rzeczy po imieniu, powiedział: "Hoc nunc os ex ossibus meis" ("Ta jest kością z moich kości"), po czym dodał z błogim uśmiechem: "...et caro de carne mea" ("...i ciało z ciała mego"). Na koniec podsumował: "...hac vocabitur Virago, quoniam de viro sumpta est" ("będzie się nazywała żoną, bo od męża pochodzi").

- Zdaje się, że ks. Wujek, tłumacząc Wulgatę na język polski poszedł tym samym tropem i w myśl tylko sobie znanej, twórczej dowolności językowej, stworzył "mężynę".

- I dzięki temu powstało piękne i twórcze tłumaczenie oddające wiele niuansów znaczeniowych zawartych w tekście oryginalnym. Nasze hebrajskie "isz" i "isza" są do siebie podobne, a jednocześnie różnią się.

- Mają dwie takie same wspólne litery – alef i szin.

- Naturalnie. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ kobieta i mężczyzna mają tę samą, ludzką naturę. Nas jednak interesuje czym się różnią.

- W słowie "isz" mamy literę jud , a w "isza" literę he . Zaraz... te dwie litery przecież tworzą Święte Imię Boga!
- No właśnie. A więc różnią się, a jednocześnie dzięki tej różnicy tworzą całość. Każde z nich posiada w sobie świętą literę Imienia, lecz dopiero razem, będąc w koincydencji...

- ...to znaczy w związku małżeńskim?

- Tak, będąc mężem i żoną tworzą Święte Imię. A teraz spróbuj napisać "isz" i "isza" wyrzuciwszy święte litery Imienia.

- Myślisz, że to jest bezpieczne?

- Na papierze, tak. W prawdziwym związku – to początek końca. I co ci wyszło?

- Wyszło słowo "esz" – "ogień".

- Dokładnie tak. Jeśli w związku dwojga ludzi, nie mieszka Bóg, pozostaje tylko ogień, który wszystko trawi i niszczy. Nie ma miłości. Czasem, jest to jeszcze ogień popędu, ale i tak niezmiennie potem zostają tylko zgliszcza i popiół.

- To ciekawe, hebrajskie "esz" oznacza "ogień", natomiast w jidysz "esz" znaczy "popiół".

- A na dnie tego popiołu leży nie diament, lecz get – list rozwodowy.

 

Pokiwaliśmy smutnie głowami i stuknąwszy się szklankami, wypełnionymi przednim bawarskim piwem, podreptaliśmy do kuchni całkowicie już zdominowanej przez zapach gotującego się czulentu.

Wciągnęliśmy głęboko do płuc wspaniałą woń....

Jakub Skrzypczak

Zaczerpnięte z Portalu społecznosci żydowskiej