Walka Kościola o godność ludzkiej płci

fot. ajDziś chyba już tylko specjaliści wiedzą, jak wiele trudu musiał włożyć Kościół w budowanie pozytywnego stosunku do ludzkiej płciowości, w przypominanie, że to sam Bóg stworzył nas mężczyznami i kobietami i że to z Jego woli ludzkie dzieci poczynają się z seksualnego złączenia swoich rodziców.

Walka Kościoła o godność ludzkiej płci była niełatwa, bo przez całe wieki obyczajowość europejska nasiąknięta była wpływami gnostyków i manichejczyków, którzy nauczali – posłużę się tu sformułowaniem św. Augustyna – „że płeć nie pochodzi od Boga, ale od diabła” i że wobec tego „ciało z natury jest złe” [1].

Ponieważ stworzył nas sam Bóg – powtarzali kolejni nauczyciele Kościoła – nie ma nic nieprzyzwoitego w tym, że jesteśmy istotami seksualnymi i że posiadamy właściwe dla swojej płci narządy rodne, których fizjologię wyznacza sama natura. Czymś rzeczywiście nieprzyzwoitym jest dopiero to, że niekiedy nie potrafimy nad naszą seksualnością zapanować. A czymś nawet więcej niż nieprzyzwoitym, bo poniżają one nasze człowieczeństwo i ciężko obrażają Stwórcę, są grzechy rozpusty, niewierności małżeńskiej czy jakieś inne niezgodne z Bożymi przykazaniami zachowania seksualne.


Pouczenie bez niedomówień

Przegląd starożytnych świadectw zacznę od pochodzących z przełomu IV i V wieku, w swoim czasie niezwykle popularnych, zwłaszcza w Kościele wschodnim, Konstytucji apostolskich. Przez całe wieki dzieło to traktowano z wielką powagą, sądzono bowiem, że jego autorem jest pamiętający jeszcze apostołów papież Klemens i że na ich polecenie zostało ono napisane.

Sądzę, że merytorycznie ważna, a zarazem ogromnie interesująca treść poniższego fragmentu usprawiedliwia jego długość. Zwróćmy uwagę zwłaszcza na to, że manichejska pogarda dla ludzkiej seksualności jest tutaj potępiona jedynie pośrednio. Głównym przedmiotem udzielonych pouczeń jest odrzucenie – w imię bezwarunkowego „tak” dla ludzkiej seksualności jako dla dzieła Stwórcy – samego nawet pojęcia nieczystości rytualnej. Jeden tylko grzech czyni ludzkie zachowania i sytuacje seksualne nieczystymi i obrzydliwymi w oczach Stwórcy:

Jeśli sądzisz, kobieto, że przez siedem dni, kiedy miesiączkujesz, jesteś pozbawiona Ducha Świętego, to czy wynika stąd, twoim zdaniem, że w przypadku nagłej śmierci odejdziesz pozbawiona Ducha Świętego i nadziei u Boga? Przecież Duch trwa w tobie w sposób nie do rozdzielenia, gdyż nie jest związany z miejscem, a ty potrzebujesz modlitwy, Eucharystii i natchnienia Ducha, bo w przywołanych okolicznościach nie ponosisz żadnej winy. Tylko bezbożność i zakazany uczynek mogą splamić człowieka i pozbawić go Ducha Świętego, nie zaś legalny stosunek seksualny, upływ krwi lub nocna zmaza. Duch Święty zawsze trwa w tych, którzy Go przyjęli, dopóki są godni, a ci, których opuścił, pozostają samotni i poddani złemu duchowi. (…)

Jeśli więc twierdzisz, kobieto, że miesiączkując jesteś pozbawiona Ducha Świętego, to napełnia cię wówczas zły duch. Dlatego, kobieto, porzuć próżne słowa i zawsze pamiętaj o Bogu, swoim Stwórcy, i módl się do Niego, bo On jest Panem twoim i wszystkich. Rozmyślaj nad Jego prawami i nie zważaj na żadne przepisy, ani te dotyczące menstruacji, ani zgodnych z prawem Bożym stosunków seksualnych, porodu, poronienia czy splamienia ciała, gdyż są to próżne i bezsensowne wymysły głupich ludzi. (…)

Legalnie zawarty związek mężczyzny i kobiety jest zgodny z wolą Bożą. „Stwórca bowiem od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę” (Mt 19,4), „błogosławił im i powiedział: Bądźcie płodni, rozmnażajcie się i napełniajcie ziemię” (Rdz 1,28). Jeśli więc z woli Boga istnieją różnice płci dla płodzenia licznego potomstwa, to jasne, że z Jego wolą zgadza się też związek mężczyzny i kobiety, ale nie obrzydliwy kontakt sprzeczny z naturą oraz niezgodne z prawem Bożym uczynki, które sprzeciwiają się woli Boga. (…)

Małżeństwo zatem jest czcigodne i zacne, a płodzenie dzieci czyste. W tym, co dobre, nie ma niczego złego. Zatem i naturalna przypadłość kobieca nie jest obrzydliwa w oczach Boga, który sprawił, że przydarza się ona kobiecie co trzydzieści dni. Co więcej, Pan w Ewangelii nie pogniewał się na cierpiącą na krwotok kobietę, która pragnąc odzyskać zdrowie, dotknęła się frędzli u Jego płaszcza, nie zganił jej, przeciwnie, uzdrowił ją i powiedział: „Wiara twoja cię ocaliła” (Mt 9,22). Gdy kobiety doznają swych naturalnych przypadłości, mężowie niechaj się do nich nie zbliżają w trosce o dobro mających się narodzić dzieci. Prawo formułuje taki oto zakaz: „Nie zbliżaj się do żony w czasie jej miesiączki” (Wj 18,6). (…)

Mężczyzna więc i kobieta, którzy zawarli legalne małżeństwo, jeśli obudzą się razem, niechaj śmiało się modlą: choćby nawet się nie obmyli, są czyści. Kto jednak zdeprawował i splamił cudzą żonę albo sam splamił się z nierządnicą, gdy wstanie z jej łoża, nie może być czysty, choćby się wykąpał w morzu i we wszystkich rzekach [2].

 

Celibat prawdziwy i fałszywy


Celem powyższego pouczenia było prostowanie poglądów różnych poczciwych chrześcijan, którym trudno było zrezygnować z odziedziczonych po dawnych pokoleniach zasad czystości rytualnej. Manichejczycy jednak głosili stanowczą pogardę dla ludzkiej seksualności. Toteż ich poglądom musiały się przez całe wieki przeciwstawiać kościelne synody – począwszy od odbytego w roku 340 synodu w Gangra (na terenie dzisiejszej Turcji), poprzez synod w Toledo (r. 400) oraz w Bradze (r. 561), a zatem na krańcach Zachodu, aż po sobór laterański II (r. 1139).

Nasz krótki przegląd uchwalanych w związku z tym kanonów zacznijmy od synodu w Gangra. Pojawili się wówczas na tamtych ziemiach ludzie, którzy „ganią instytucję małżeństwa i uznają, że nikt, kto żyje w małżeństwie, nie może oczekiwać od Boga zbawienia, stąd też wiele zamężnych niewiast dało się zwieść i porzuciło swych mężów, a mężowie porzucili swe żony” [3]. Synod zareagował na te poglądy wydaniem dwóch następujących kanonów:

1. Gdyby ktoś ganił związek małżeński i z obrzydzeniem potępiał wierną i pobożną chrześcijankę, która obcuje ze swym mężem, twierdząc, że nie może ona wejść do Królestwa, niech będzie wyklęty.
9. Gdyby ktoś zachowywał dziewictwo albo wstrzemięźliwość i nie chciał zawrzeć związku małżeńskiego, uznając go za rzecz godną obrzydzenia, a nie ze względu na piękno dziewictwa, niech będzie wyklęty [4]

W podobnym tonie synod w Gangra, w kanonie 2, odrzuca manichejskie zakazy jedzenia mięsa. Bo warto wiedzieć, że swoją pogardę dla materii manichejczycy wyrażali zwłaszcza poprzez trzy zakazy: zakaz zawierania małżeństw, jedzenia mięsa oraz picia wina. Kanony apostolskie – jest to ostatnia, najważniejsza część wspomnianych wyżej Konstytucji apostolskich – bardzo surowo, w kanonie 51, potępiają każdego, kto „powstrzymuje się od życia małżeńskiego, spożywania mięsa i picia wina nie dla ascezy, ale z obrzydzenia, zapominając, że wszystko jest bardzo dobre (por. Rdz 1,31) i że Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę (por. Rdz 1,27), oraz bluźniąc oczernia akt stworzenia” [5].

Wobec faktu, że chrześcijaństwo od samego początku miało celibat w wysokiej cenie, zawsze też ceniono w Kościele post zarówno od mięsa, jak i od wina – kolejne synody starały się podkreślać, że potępiają nie celibat ani powstrzymywanie się od mięsa, ale łączącą się u manichejczyków z tymi praktykami pogardę dla Bożego dzieła stworzenia. Synod w Gangra w następujących słowach manifestuje swoje poparcie dla autentycznego celibatu i ascezy:

Ze swej strony zapewniamy o naszym podziwie dla życia w czystości i pokorze, pochwalamy wstrzemięźliwość połączoną ze skromnością i pobożnością, sławimy pokorne odrzucenie spraw doczesnych, szanujemy czcigodny związek małżeński, nie gardzimy bogactwem, jeśli łączy się z nim sprawiedliwość i dobroczynność [6]

Poniekąd już tylko dla potwierdzenia, że pokusa pogardy dla małżeństwa była naprawdę głęboko zakorzeniona w naszej Europie, przytoczę uchwalone dwieście lat później, w roku 561, kanony synodu w Bradze:

11. Jeżeli ktoś potępia małżeństwo między ludźmi i gardzi poczęciem potomstwa, jak głosili Manicheusz i Pryscylian – niech będzie wyłączony.
12. Jeżeli ktoś głosi, że ciało ludzkie jest ukształtowane na obraz diabła oraz że poczęcie w łonie matki jest naśladowaniem dzieł szatańskich, jak głosili Manicheusz i Pryscylian – niech będzie wyłączony.
13. Jeżeli ktoś głosi, że stworzenie wszystkich ciał nie jest dziełem Boga, lecz złośliwych aniołów, jak głosili Manicheusz i Pryscylian – niech będzie wyłączony [7].

Jeszcze osiemset lat późniejszy od synodu w Gangra sobór laterański II podejmuje w kanonie 23 uchwałę następującą:

Odtrącamy od Kościoła Bożego jako heretyków i potępiamy tych, którzy, udając fałszywie religijną gorliwość, odrzucają (…) prawowite związki małżeńskie; nakazujemy też, aby wystąpiła przeciwko nim władza świecka. Pęta tego samego potępienia przeznaczamy dla ich obrońców [8].

Lepsza rozpusta niż rzetelne małżeństwo?

Mimo woli nasuwa się pytanie: Co takiego przerażało manichejczyków w ludzkiej seksualności, że widzieli w niej dzieło samego diabła i byli tak zdecydowanymi przeciwnikami małżeństwa? Brzmi to wprost niewiarygodnie, jednak świadectwa historyczne nie pozostawiają wątpliwości co do tego, że oni – a na pewno niektórzy z nich – każde poczęcie dziecka uważali za wielkie nieszczęście polegające na tym, że oto diabeł odniósł następne swoje zwycięstwo, gdyż udało mu się następną duszę zamknąć w niewoli ciała.

Manichejczycy byli przeciwnikami samej nawet instytucji małżeństwa, gdyż widzieli w niej pułapkę wymyśloną przez diabła, dzięki której udaje mu się zwabiać coraz to nowe dusze w sieci ciała. Święty Augustyn, który sam przez parę lat pozostawał pod wpływem manichejczyków i dobrze znał ich doktrynę, formułuje później otwartym tekstem następujący zarzut pod adresem Faustusa, ich przywódcy: „Idąc za nauką demoniczną, nauczyłeś się uważać swoich rodziców za nieprzyjaciół, że wskutek seksualnego złączenia związali cię z ciałem i w taki sposób twemu bogu narzucili nieczyste dyby” 9 Święty Augustyn wspomina tu o jakimś „bogu”, bo rzekomo jego cząstkami, zgodnie z doktryną manichejczyków, są zagubione w materii ludzkie dusze.

Augustyna szczególnie oburzało to, że tym współwyznawcom, którzy nie potrafili zapanować nad swoją seksualnością, manichejczycy pozwalali na uprawianie seksu, a nawet na zawieranie małżeństw, pod tym jednak warunkiem, że będą się starali nie dopuścić do poczęcia dziecka. „W małżeństwie szczególnie tym gardzicie – pisał zaraz po przytoczonych wyżej słowach – że rodzą się dzieci. W ten sposób doprowadzacie do tego, że wasi słuchacze starają się o to, żeby kobiety, z którymi współżyją, nie zaszły w ciążę. Robicie ich zatem cudzołożnikami w stosunku do własnych żon. Żenią się z nimi na mocy prawa małżeńskiego, jak to w akcie ślubnym jest napisane, celem rodzenia dzieci. Natomiast na mocy waszego prawa boją się skazić brudem ciała cząstki swego boga i łączą się z kobietami jedynie po to, by nasycić namiętności” [10].

Muszę wyznać, że długo podejrzewałem wielkiego Doktora o to, że poniosła go pasja polemiczna albo że trafiły mu się kontakty z jakimś marginalnym i tak dziwacznym odłamem manicheizmu. Trudno mi było uwierzyć, że takie poglądy rzeczywiście wyznawano w głównym jego nurcie. Toteż zdumienie mnie ogarnęło, kiedy w poświęconej średniowiecznym katarom monografii współczesnego badacza Stevena Runcimana znalazłem twierdzenie, że przywódcy tej sekty, tzw. doskonali, starali się zachowywać całkowitą wstrzemięźliwość seksualną. Natomiast co do zwyczajnych wiernych:

dopóki stosunki seksualne nie prowadziły do poczęcia, [katarscy kaznodzieje] zdecydowanie zachęcali do nich, a przynajmniej ich nie potępiali. (…) Katarzy szczerze przyznawali, że wolą przypadkową rozpustę od małżeństwa, ponieważ małżeństwo jest sprawą poważniejszą, oficjalnym uznaniem rzeczy złej; a jeśli więzy małżeńskie są wieczne, to żaden z małżonków nie może nawet mieć nadziei na osiągnięcie negacji ciała potrzebnej do zdobycia doskonałości [11].

Trudno o głębsze poniżenie zarówno ludzkiej seksualności, jak małżeństwa! Jednak zauważmy, że współczesne społeczeństwa – choć doktryny manichejczyków chyba już nikt nie bierze na serio – ochoczo i gorliwie realizują ich praktyczny program pogardy dla ludzkiej seksualności. Aprobata dla antykoncepcji, podważanie samej nawet instytucji małżeństwa, korzystanie z płatnych usług seksualnych, plaga pornografii – to wszystko świadczy o tym, jak mało szanujemy swoją ludzką seksualność.

Natomiast Kościół, choć spotykają go z tego powodu szyderstwa i oskarżenia o zacofanie, o doktrynerstwo i nie wiadomo o co jeszcze, również dzisiaj stara się dawać świadectwo, że „we czci winno być małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane” (Hbr 13,4). I niech to napełnia nas dumą, że również dzisiaj Kościół prowadzi tę niełatwą walkę o godność ludzkiej płci.

o. Jacek Salij OP

Przypisy:
[1] Św. Augustyn, O powściągliwości, 24 (PL 40,365). 
[2] Konstytucje apostolskie, przeł. Stanisław Kalinkowski, seria „Synody i Kolekcje Praw”, Wydawnictwo WAM, Kraków 2007, t. 2, s. 166–170. 
[3] Dokumenty synodów od 50 do 381 roku, opr. Arkadiusz Baron i Henryk Pietras, seria „Synody i Kolekcje Praw”, Wydawnictwo WAM, Kraków 2006, t.1, s. 123– –124. 
[4] Dz. cyt., s. 125–126. 
[5] Konstytucje apostolskie, s. 286. 
[6] Dz. cyt., s. 128. 
[7] Marcin z Bragi, Teksty prawnicze, przeł. Marian Rola, Warszawskie Studia Teologiczne 2 (1984), s. 87. 
[8] Dokumenty soborów powszechnych, opr. Arkadiusz Baron i Henryk Pietras, Wydawnictwo WAM, Kraków 2002, t. 2, s. 159. 
[9] Św. Augustyn, Przeciw Faustusowi. Księgi I–XXI, seria „Pisma Starochrześcijańskich Pisarzy”, Warszawa 1991, t. 55, s. 138. 
[10] Dz. cyt. O tym samym pisał przyszły biskup Hippony, jeszcze jako człowiek świecki, w dziełku pt. O obyczajach Kościoła katolickiego i o obyczajach manichejczyków: „Chcecie mieć małżonka nie w celu zrodzenia dzieci, ale dla zaspokojenia pożądliwości. Otóż w małżeństwie, jak to w akcie ślubnym jest napisane, mężczyzna łączy się z kobietą w celu zrodzenia dzieci. Kto zatem twierdzi, że rodzić dzieci jest to większy grzech niż łączyć się seksualnie, ten jest przeciwnikiem małżeństwa i czyni kobietę już nie żoną, tylko nierządnicą. Bierzecie ją sobie dla takich względów, żeby mężczyzna łączył się z nią dla zaspokojenia potrzeby rozkoszy. [A przecież] małżeństwo jest tam, gdzie jest żona. Nie ma zaś małżeństwa tam, gdzie podejmuje się działania, żeby nie została matką: wtedy [poniekąd] nie jest żoną” (PL 32,1372n). 
[11] Steven Runciman, Średniowieczny manicheizm, Wydawnictwo MARABUT, Gdańsk 1996, s. 145.

 

Tekst zamieszczony w miesięczniku „W drodze” 1/2008

Leave a Reply