Księga pustyni

AnnaCzyzWiara jest jak rzeka – ma swoje meandry, wiry i mielizny, przybrzeżne chaszcze i otchłanie, które jednocześnie przyzywają i odpychają. Czasami życie wiary przypomina spływ kajakowy po wąskiej, uroczej rzeczce, kiedy wystarczy wyciągnąć rękę, by dotknąć piasku na dnie. A czasami wpadasz w sam środek cyklonu. Nagi i bezbronny stoisz nad przepaścią. Tak też może się zdarzyć. Może się zdarzyć właśnie Tobie…

Stąd taka rubryka – teksty na Rok Wiary. Będą miały różnych autorów, różny koloryt, różne przesłania. Będą jak cudze dzienniki z podróży, które inspirują, pomagają zrozumieć, ostrzegają przed tym, co może Cię spotkać podczas żeglugi.

Czas rozwinąć żagle albo włączyć silniki. Głębia przyzywa…

Agnieszka Salamucha

 

Kiedy przychodzi anioł, ziemia drży w posadach. Ziemia osobista. Prywatna. Ogrodzona. Wydawało się – zapieczętowana.

Rozwalają się mury i posągi. Otwierają się oczy. Zginają kolana. Ustawiają się sprawy we właściwej kolejności.

Zaproszenie anioła patrzącego na samego Boga to zaproszenie wichru i ognia.

Serafin czy cherubin, czy nawet Stróż, to nie aniołek z ciepłą pupcią.

To duch zmian dla człowieka kurczliwie trzymającego się oparcia.

Bo dla całego wszechświata to żadna zmiana trwać przed Nim w obecności.

Być posłusznym do końca nawet patrząc na krzyżowanie swojego Pana.

Anioł nie ma ciała. Na próżno szukać Go w ograniczoności.

Łatwiej Go zamknąć w ramach, żeby uchronić mózg od przegrzania. Jaki jest? Każdy widzi: „nie wiadomo jak” kończą się relacje. „Nie wiadomo gdzie” zawiewa człowieka na drugi koniec świata. „Nie wiadomo po co” dzieje się tak, jak się dzieje.

Zawsze jednak prowadzą, ale ze świecą szukać tego, kto określi, jak prowadzą.

Tego nie ujmują żadne języki świata.

Po prostu to robią.

Ile pokory trzeba aniołom widzącym Samą Miłość dla takich nicości jak ludzie.

Ile opanowania, żeby nie wystraszyć siłą.

Strażnicy zawsze otwarci na nowe, nie dziwiący się niczemu.

Toczą nieustanne walki ze zbuntowanymi, którzy nie potrafili opanować pogardy dla małości.

Pilnują i strzegą żeby nic się nie pogubiło, lekko dotykając w momentach decyzji.

Odbijają światło od Tego, który szanuje wolność.

Nie podstawiają “nogi” nawet wtedy, gdy wiedzą, że ryzykują odejście.

Czekają chwili, kiedy znów doprowadzą do Źródła.

Chwili, kiedy nie ma czym się zasłonić, dokąd uciec, na czym oprzeć.

Wtedy są niemal dotykalne..

 

Anna Czyż

Gallery from the soul